Krótki przewodnik po rzeczach strasznych

Jutro Halołin, nazywany przez wielu najstraszniejszym dniem w roku, co ja uważam za ogromną niesprawiedliwość względem tej tradycji, bo dla mnie jest to najmilszy dzień w roku, taka czekoladka miętowa w lodówce pełnej budyniu z jarmużu, no bo jakby nie było chodzi w nim o to, żeby dostawać słodycze za darmo.

Holenderskie chłosty od życia

Dzień dobry, dziś sobota, imieniny kota! Dziś mam dla Was kolejną porywającą historię z mojego oszałamiającego życia, naszpikowanego adrenaliną i przygodą jak krokiet mięsem, albowiem rozpoczęłam swoje występy gościnne w Amsterdamie, a rozpoczęłam je tak, że weszłam do samolotu i zrozumiałam, że na bank tego dnia umrę.

Ja, rozbitek na niespokojnej tafli językowego oceanu

Z mówieniem po angielsku jest jak z jazdą na rowerze – niby spoko, ale czasem pod górkę. Na przykład u mnie: przez długi czas miałam poczucie, że mój angielski jest jak najpiękniej wyrośnięta bułeczka drożdżowa, nadziana dorodnymi idiomami jak najsłodszymi z rodzynek, i oblana lukrem gramatyki pięknej i precyzyjnej jak koronkowe serwety plecione przez motyle.

Strona 1 z 11