Generalnie to posiadam trzy metody na rozwiązywanie swoich życiowych problemów:

1. Metoda na rozgwiazdę
2. Metoda na rybę
3. Metoda na Beatę Kozidrak

Metoda na rozgwiazdę polega na tym, że człowiek sobie leży i udaje rozgwiazdę, i to jakby załatwia sprawę, bo po pierwsze, to leżenie jest dobre, a po drugie, to nikt ci wtedy nie zawraca dupy, co częściowo wynika z tego, że rozgwiazdy nie mają dupy.

Drugi sposób, na rybę, polega na tym, że idę na basen i pływam, i jak tak sobie jestem pod wodą, to mi się wydaje, że jestem rybą, a ryby przecież nie mają problemów.

 Ewentualnie na basenie można udawać, że jest się labradorem. Wygląda na to, że one też nie mają problemów. 

Sposób na Beatę Kozidrak jest najmniej uniwersalny z tych wszystkich i polega na tym, że Beata napisała kiedyś taką piękną, emocjonalną balladę o krainie miłości, której nadała wieloznaczny tytuł “Kraina miłości”, i ona w tej piosence śpiewa, że “zostań tuuuu, kraina budzi się ze snuuuuu”, ale że trochę w niej sepleni, to mnie się czasem wydaje, że ona jednak śpiewa, że “zostań tuuuuu, Janina budzi się ze snuuu” i jak mi źle, to ja wtedy sobie słucham tej piosenki, i jaram się, że jestem taka istotna dla świata, że aż Beata Kozidrak napisała o mnie piosenkę.

No więc ja mam jutro szalenie ważne i trudne spotkanie w robocie, które wymagało sięgnięcia po zaawansowane środki przygotowania mentalnego, więc przygotowywałam się do niego tak, że powtarzałam swoje wystąpienie, leżąc sobie jak rozgwiazda i słuchając Beaty Kozidrak, a potem poszłam na uczelniany basen.

Generalnie z tym basenem to trochę ryzyko. Wszak wszyscy pamiętamy, że tam ratownikiem jest mój student, który cały zeszły rok akademicki chodził za mną na tym basenie z taką ogromną siatką, na wypadek gdybym zaczęła się topić, a szalenie były zaangażowany w swoją rolę, albowiem zagroziłam mu, że jak się utopię, to mu przepadną wszystkie obecności w semestrze. Ryzyko zaś polegało na tym, że w tym roku już tego miłego studenta nie uczę, co mogło gwałtownie osłabić jego motywację w zakresie ratowania mojego życia. No trudno, You Only Live YOLO, jak to mówi młodzież. Poszłam.

Wchodzę na basen, jest. Mój człowiek-Neptun. Stoi tak sobie prężnie, oparty o siatkę, swój atrybut wszechwładzy nad basenowym życiem i śmiercią, i prawie umiera z radości, gdy mnie widzi, i macha, i ja jednak lubię myśleć, że macha, bo się ze mną wita, a nie, że się żegna przed moim ostatecznym występem na tym festiwalu upokorzeń, zwanym basenem. No i on podchodzi, i bardzo jest zadowolony, i opowiada mi całe mnóstwo rzeczy, a im więcej on opowiada, tym dłużej ja stoję na publicznym widoku w tym swoim przymałym kostiumie kąpielowym i prezerwatywie na głowie, jak pragnę zdrowia, nie wiem, kto skrzywdził człowieka, który wymyślił czepki, ale nie mam żadnych wątpliwości, że ten człowiek miał w sobie wiele złych uczuć względem innych ludzi, najpewniej chciał żeby cierpieli, jako i on cierpiał. No i ja tak sobie stoję, i to nie jest za bardzo korzystna sytuacja, bo ja nie mam znów aż tyle godności osobistej, żeby nią szastać na prawo i lewo.

No i ten student mi tak opowiada, i w pewnym momencie mówi coś, co jest jak koralik słodkiego winogrona wśród cierpkich porzeczek pedagogicznego życia, to znaczy on mówi, że a wiesz, Janina, na coś mi się przydały twoje zajęcia.

NA COŚ MU SIĘ PRZYDAŁY MOJE ZAJĘCIA!!!!!!!!!!!!!!!!

Mój boże, nie ma tylu wykrzykników na tym świecie, by opisać mój entuzjazm.

A dokładniej rzecz ujmując – ciągnie dalej, ignorując moje łzy wzruszenia, co lecą mi po policzkach jak grochy – to ten podręcznik do moich zajęć mu się szalenie przydał, wszędzie go ze sobą nosił, a ja mówię, że wiadomo, bo to bardzo dobry podręcznik, bardzo dobrze napisany, a on mówi, że tego to nie wie, bo nigdy go nie otworzył, on go tak tylko wszędzie ze sobą nosił, żeby mądrze wyglądać.

– And it’s a heavy book, Janina – tłumaczy mi dalej, a następnie dumnym gestem wskazuje na swoje nastoletnie bicepsy, i dodaje: – I really feel that carrying it around contributed to my upper body strength.

Sorry, Beata, od dziś nie tylko Ty sprawiasz, że czuję się istotna dla świata. Co prawda na początku swojej pedagogicznej drogi chciałam rzeźbić raczej nastoletnie umysły, ale w sumie spoko, rzeźbieniem bicepsów też się zadowolę.