Bezradność małżeńska w trudnej dżungli życia

Ktoś powinien powiedzieć kilkuletnim dziewczynkom, że gdy tak chodzą za swoimi mamami i ciągle czegoś od nich chcą, a to potrzymać lalę, a to znaleźć spinkę, a to kupić bibułę do szkoły, to za każde takie pytanie zadane w dzieciństwie w końcu dopadnie je karma i ta karma nazywa się bycie żoną.

Przecież jak my gdzieś wyjeżdżamy, to mój mąż jest jednym wielkim znakiem zapytania, on jest bezradny jak szczeniaczek na ruchliwej autostradzie, na przykład w sobotę myśmy byli w hostelu i gdy mój mąż szedł pod prysznic, to była to czynność o dramatycznym stopniu trudności, on ciągle musiał się upewnić, a gdzie jest mydło, a czy wzięłam pastę, a czy widziałam jego ręcznik, a co on ma zrobić, jeśli jest wilgotny, a i jeszcze gdzie jest jego szczoteczka do zębów?

– W tej zielonej kosmetyczce – odpowiadam już całkiem zirytowana – i weź tam sprawdź czy nie ma tam też twojej samodzielności.

A on grzebie w tej kosmetyczce, szuka, w końcu oznajmia:

– Szczoteczka jest, samodzielności nie ma. Nie spakowałaś mi.