Ze względu na źródło motywacji psychologia wyróżnia dwa rodzaje ludzi:

1. Ludzie zmotywowani zewnętrznie, czyli robisz coś, bo Mama obiecała ci ptysia w nagrodę
2. Ludzie zmotywowani wewnętrznie,czyli robisz coś dla własnej satysfakcji (?!?!?) i nie potrzebujesz do tego nagrody w postaci ptysia (?!?!?!?!!?)

I według tej klasyfikacji, to ja znajduję się w kategorii trzeciej, to jest ludzi ogólnie niezmotywowanych.

giphy-16

Niemniej ostatnio postanowiłam zajść na siłownię i teraz jak ja napisałam, że zjawiłam się na siłowni, to na pewno nikt z Was nie ma wątpliwości, jak to się wydarzyło, to jest, że to musiało być tak, że ktoś wysypał mi drogę z domu na siłownię z okruszków po herbatnikach, i ja szłam po tych okruszkach, i taka byłam skupiona na lizaniu chodnika, że przez przypadek przekroczyłam próg siłowni, a tam złapano mnie w taką wielką siatkę i wsadzono na rowerek, i kazano pedałować w stronę ptysia zawieszonego na wędce, a za każdym razem jak przestałam pedałować, to wyświetlał mi się obraz kolejnego ptysia wrzucanego pod koła samochodu [‘], a w tle jeszcze orkiestra dęta grała Cwał Walkirii, a Ewa Chodakowska przygrywała im na tamburynie.

No, wcale się nie dziwię, że tak to sobie wyobrażacie, bo to jest najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie tej sytuacji, niemniej tym razem wcale tak nie było, bo raczej było tak, że wyjęłam z szafy swoją kurtkę z zeszłego roku i ją założyłam, i zapięłam, i nawet w nią weszłam, niemniej może być tak, że przylegała do mojego ciała szczelnie jak ukwiał do skorupy raka pustelnika, i ja tak stanęłam przed lustrem, i z jednej strony byłam pod wrażeniem plastyczności własnego ciała, które wbrew wszelkim praw fizyki dało się upchnąć w tę klatkę norm społecznych, potocznie zwaną również rozmiarem M, a z drugiej strony, to strasznie mnie to rozbawiło, więc poszłam do Wojtka, jak taki robot poszłam, ograniczając ruchy do minimum, albowiem każde gwałtowne zaburzenie tej niezwykle kruchej formy stworzonej z poliestru i ogólnej puchatości ciała, mogło się skończyć rozerwaniem szwów i mam tu na myśli zarówno szwy kurtki, jak i szwy, co to trzymają te moje boki, które by mi na bank odpadły ze śmiechu. No i ja idę do Wojtka, jak ten robot, i stoję przed nim, ściśnięta jak ta szynka w siatce, i pytam go, czy to bardzo widać, że już się nie bardzo w tę kurtkę mieszczę, a Wojtek spojrzał wtedy na mnie i rzekł:

– Dam Ci 10 euro jeśli w tej chwili zrobisz wydech.

W tym miejscu chciałam tylko powiedzieć, że nie zarobiłam 10 euro.

No więc poszłam na siłownię. Oczywiście najpierw napotkałam na parę problemów technicznych, to jest: na początku to miałam problem w zmieszczeniu się w swoje spodnie do biegania, a potem okazało się, że wszystkie moje koszulki na siłownię są poplamione i na początku myślałam, że to są artefakty pochodzące z mojej ostatniej bitwy z wysiłkiem fizycznym, to jest plamy potu i krwi, niemniej potem okazało się, że to jednak czekolada i lody. W tym miejscu chciałam również wyrazić niezadowolenie z dostępnej w sklepach odzieży sportowej, albowiem uważam, że ona jest szalenie niepraktyczna, ona jest taka śliska, że to się potem człowiek cały czas ześlizguje z kanapy. A wiecie co jest najgorsze w siłowniach? Znaczy – oprócz tego, że w ogóle istnieją? Otóż to, że one są umiejscowione w jakiejś innej czasoprzestrzeni i to jest tak, że człowiek mówi sobie, że jutro pójdzie na siłownię, ale jutro pada, więc może jednak w sobotę, no ale sobota to imieniny kota, więc może jednak od poniedziałku i to koniecznie o pełnej godzinie, a potem nagle ciach, nagle jest sześć miesięcy później, a ty wciąż leżysz na kanapie.

giphy-17

No, ale ze mnie taki człowiek-heroizm. więc w końcu na tę siłownię poszłam, a dokładnie rzecz ujmując, to popłynęłam tam morzem swoich własnych łez, niesiona falą desperacji. No i weszłam, a z rozpędu to od razu usiadłam na rowerku treningowym i nawet coś tam zaczęłam pedałować, na początku dość nieśmiało, a potem jak nie śmignę!!!! Mój boże, ile we mnie determinacji, ja tak pedałuję, że jest kwestią czasu, aż zadzwoni do mnie organizator Tour de France, że wszyscy cykliści mu zrezygnowali z udziału w tym roku, zawstydzeni moim talentem, bziuuuuuuuuut, czy to ptak? czy to samolot? kto tak jedzie? To Janina na rowerze! I ja tak rachu ciachu, wiatr we włosach, a nagle obok przechodzi mój student, patrzy na mnie, patrzy, upewnia się, czy ten człowiek o skórze malowanej burakiem i ciałem spowitym w przyciasny poliester, to na pewno ja, upewnił się, uśmiechnął, spytał, co słychać, a ja mu mówię, że w sumie spoko, ale chyba właśnie zdiagnozowałam u siebie menopauzę, bo ja tak jadę na tym rowerze i tak strasznie mi gorąco, omójbożejakgorąco, a on mówi, że nie, nie, to się zawsze tak wydaje, zwłaszcza, gdy ktoś pedałuje już…

(tu spojrzał na wyświetlacz)

…pięć minut

przy obciążeniu…

(znów spojrzał na wyświetlacz)

…dwa.

Mój wiatr we włosach jakby trochę zelżał. Kątem oka widziałam swoje własne poczucie godności, które pełzło po podłodze ostatkiem sił, by następnie skonać wspólnie z moim autorytetem. A potem mnie olśniło. I ja mu tłumaczę tak: że przecież moja objętość ciała jest w chwili obecnej raczej niewymierna, a ja chcę ją zwalczyć wysiłkiem fizycznym liczonym w liczbach wymiernych, a to jest w ogóle bez sensu i wręcz niegrzeczne względem mojej niewymierności, więc lepiej będzie użyć do tego celu jakieś niewymiernej stałej matematycznej, no nie wiem, przykład pierwszy z brzegu: liczba Eulera, a od liczby Eulera to już rzut beretem do logarytmów naturalnych, one mieszkają po sąsiedzku i sobie nawzajem dzieci niańczą, więc jeśli chciałam jeździć na rowerku przez godzinę, to logarytm z 60 (minut) wynosi w przybliżeniu 4.09, co prowadzi do oczywistego wniosku, że jeżdżę na tym rowerku już o całą minutę za długo.

Student stał i patrzył. Stał i patrzył. Przez chwilę nic nie mówił, w końcu oświadczył:

– Seriously, Janina. Real life. You should try it sometime.

I poszedł.

Słuchajcie, no nie ma za co. Zapraszam wszystkich do swojej Szkoły Wysiłku Fizycznego Opartej na Logarytmach Naturalnych. Wygląda na to, że najlepsze efekty otrzymacie przy połączeniu moich treningów z poradami dietetycznymi mojego męża, albowiem musicie wiedzieć, że jak wróciłam do domu po swoim brawurowym treningu, to Wojtek już na mnie czekał niecierpliwie, już w przedpokoju rzucił się na mnie jak kuna na jajka i spytał mnie czy chcę schabowego z ziemniaczkami, na smalcu usmaży? A następnie przypomniał sobie coś, uderzył otwartą dłonią w czoło, poprawił się:

– A nie, Ty przecież na diecie jesteś…

…no to bez ziemniaczków.