SZLAST.

SZLAST, SZLAST.

Na początku myślałam, że się przesłyszałam, wszystkie zmysły naprężyłam jak labrador przy stoisku mięsnym, bardzo byłam zdenerwowana, ale ja tyle się naczytałam o tych kobietach, co robią awanturę o nic, co im te kulki emocji skaczą w głowie jak sprężyny, że zanim spuszczę z łańcucha własną irytację, to poczekajmy chwilę, posłuchajmy, upewnijmy się. Chwila ciszy, już mnie w bębenki słuchowe czule łaskocze brak dźwięków, wtem znowu: SZLAST, SZLAST. Aaaaaaa, nie wytrzymam, już mi się zerwały z uwięzi kulki irytacji, one już galopują jak łasica za myszą, Wojtek – mówię chłodno, a wszystkie moje głoski mają kształt bryłek lodu, a on znowu: SZLAST, SZLAST. Wojtek! – powtarzam głośniej, ta klęska żywiołowa już się rozpoczęła, bóbr przegryzł tamę, tej powodzi irytacji już nikt nie zatrzyma, SZLAST, SZLAST. Wojtek, chrystepanie – powtarzam po raz trzeci – czy ty musisz przy mnie tak bardzo głośno mrugać?!

I tak właśnie dla mojego męża rozpoczęła się niedziela.

No i może być tak, że ja przez większość dnia byłam dość zdenerwowanym człowiekiem, zupełnie nie ze swojej winy, po prostu te bobry, ta tama, to głośne mruganie, umówmy się, że przecież nawet świętego by ruszyło. Niemniej gdzieś w okolicach wieczora zaczęto odnotowywać pierwsze przejaśnienia w janinowej głowie, gdzieniegdzie nawet brak burz i spadek ciśnienia, a to głównie dlatego, że sama sobie wymyśliłam zabawę, która szalenie mnie śmieszyła, to jest – natchniona tym, że wkrótce jedziemy na festiwal filmowy – wymyślałam sobie najbardziej absurdalne tytuły filmów, którymi można opisać czyjeś życie.

To znaczy prawdą jest, że na początku to wymyśliłam sobie trochę inną wersję tej zabawy, to jest, że “podaj tytuł filmu, który najlepiej opisuje twoje życie seksualne”, no ale to jednak było za proste, to by było najbanalniejsze pytanie w każdej Familiadzie:

– Dzień dobry, proszę podać tytuł filmu, który najlepiej opisuje pańskie życie seksualne?
– Toy story.

Albo: Szybcy i wściekli.

Albo: King Kong, he he he.

No generalnie to w mojej głowie ta karawana komedii do dziś się nie zatrzymała.

I ja się tak śmieję sama do siebie, bardzo jestem zadowolona z własnych dowcipów, przychodzi mój mąż, człowiek lekko złamany wydarzeniami mijającego dnia, no bo ileż można chodzić wszędzie z zamkniętymi oczami, żeby nie wkurzać żony zbyt głośnym mruganiem. I ja mu mówię, że Wojtuś, a jakbyś miał podać tytuł filmu, który najlepiej opisuje nasze małżeństwo, to co by to było?, ja go tak pytam i w mojej głowie to już mam przygotowany szereg odpowiedzi, czyżby to był Zakochany bez pamięci? Romeo i Julia? To właśnie miłość?… Mój mąż zaś stoi, patrzy, pół sekundy zajęła mu decyzja, mówi:

Piękny i bestia.

***

(na festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty jedziemy na zaproszenie T-Mobile, o czym mówię namiętnie i z najwyższą przyjemnością).