Wymyśliłam sobie dzisiaj, że sobie coś skseruję, co samo w sobie nie było pomysłem złym, ale za to szalenie skomplikowanym jako że nie pamiętałam PINu, który był wymagany do uruchomienia maszyny do ksera. Na szczęście jestem zmyślna niczym harcerz, więc postanowiłam zrobić to co każdy zrobiłby w takiej sytuacji, tj. po prostu zacząć wpisywać wszelkie możliwe kombinacje, licząc na to że w końcu któraś okaże się właściwa. PIN był czterocyfrowy, a ja byłam już przy 5 wariacji, więc łatwo policzyć że zostało mi jedynie 9995 kombinacji do końca, kiedy to przytrafił mi się mój szef. Co rozczarowujące, mój szef w ogóle nie pochwalił moich heroicznych walk z maszyną do ksera, ale za to powiedział że tak się składa że od trzech lat opłaca mi składki siłowni i innych zajęć sportowych i w związku z tym pyta, kiedy ostatnio się na taką siłownie wybrałam? A ja mu na to powiedziałam, że muszę to skonsultować z moim google calendar i skonsultowałam, i google calendar poinformował mnie że ostatnim razem na siłowni byłam, mhm, to by się zgadzało – nigdy. A mój szef powiedział, że poleca mi serdecznie wybrać sobie jakieś zajęcia sportowe, z tym że to było takie polecam serdecznie podobne do tego, gdy polecał mi serdecznie nie oglądać filmu o kocie czeszącym się jeżem w godzinach pracy, czyli że więcej tam było polecenia niż serdeczności. I jeszcze powiedział, że mogłabym na przykład wybrać sobie takie zajęcia sportowe, które przydadzą mi się w mojej codziennej pracy, na przykład większość moich nowych kolegów i koleżanek zapisała się na zajęcia z jogi i relaksacji. Amatorzy, od razu widać że nigdy wcześniej nie uczyli. Ja poszłam na boks.

Okazało się, że zajęcia z boksu prowadzi właściwy człowiek na właściwym miejscu, czyli człowiek o trzech częściach ciała. Tak jest, z której strony bym nie spojrzała, to zawsze okazywało się, że pan od boksu – o miłym imieniu John – posiada jedynie: jeden biceps, drugi biceps i głowę. Te części ciała okazały się jednak zupełnie wystarczające ku temu by wytatuować je w całości jakimiś dziwnymi napisami i znakami, które co prawda nie wiem dokładnie co znaczą, ale z pewnością coś co jego ofiary krzyczą przed śmiercią. Generalnie rzecz ujmując to pan John wygląda tak, że jakbym go spotkała na ulicy to najpewniej natychmiast sama bym się rzuciła pod samochód, jeszcze zanim by mnie dorwał, rozszarpał na kawałki i zamroził w swojej domowej zamrażarce obok kurczaka i koperku na rosół. Nie no, trochę już ponosi mnie wyobraźnia – w Irlandii nie ma koperku.

JOHN
Tak czy siak pan John, całkowicie wbrew swojej aparycji, okazał się być najmilszym człowiekiem na ziemi. To jest taki miły człowiek, że mam w sobie głębokie przekonanie, że jak już kończy swoje zajęcia boksu to chodzi po nocnych ulicach Dublina i zbiera z chodników półmartwe motyle, które zabiera do swojego domowego szpitala dla rannych owadów i innych małych stworzeń, a po każdej utracie swojego skrzydlastego przyjaciela płacze trzy dni, recytując Kota w pustym mieszkaniu Szymborskiej. No, tak to sobie właśnie wyobrażam. Na szczęście dla motyli i niestety dla mnie akurat tego dnia chyba nie było w jego przydomowym, owadzim hospicjum żadnych zgonów, albowiem pan John miał doskonały humor. To znaczy dokładnie rzecz ujmując nasza pierwsza lekcja boksu wyglądała tak, że kazał mi się uchylić w lewo, a ja się uchyliłam w prawo i właśnie tak dostałam w mordę.

Tak, tak właśnie wygląda moja codzienność – jak nie nierówna walka z maszyną do ksera, to nierówna walka z człowiekiem o trzech częściach ciała, i to wszystko po kilka razy w tygodniu! Bo jeszcze na dodatek okazało się, że jutro znów muszę coś skserować i wciąż nie pamiętam PIN-u, ale pamiętam za to że zaczyna się od jedynki, co sprawi że spędzę nad tym ksero tylko 1000 wariacji i mam nadzieję, że gdzieś wśród tych kombinacji zjawi się mój szef, to wtedy spytam go czy zamiast zajęć sportowych nie chciałby mi raczej opłacać jakichś bardziej użytecznych szkoleń, na przykład kursu odróżniania strony prawej od lewej? Wystarczy jakaś roczny kurs w systemie part-time, ja bardzo szybko się uczę.

OK, wiem że i tak wszyscy czekacie na film o kocie czeszącym się jeżem:


Mam nadzieję, że już zauważyliście że wpisy na Janina Daily pojawiają się zawsze w każdy poniedziałeczek. Wprowadziłam sobie taki pomysł dlatego, że jak następnym razem babcia wam powie przy niedzielnym obiedzie, że nic w życiu nie osiągnęliście, żyjecie jak hipisi i najwyższy czas się ustatkować, to teraz będziecie mogli jej powiedziec, że wy już macie w życiu coś stałego, tj. wpisy na Janina Daily w każdym poniedziałeczek. No chyba, że mama mi jednak nie wypisze zwolnienia z wuefu, to może być tak że po którejś lekcji boksu już nie wstanę i wpisu nie będzie.