Ja generalnie mam doskonałą opiekę medyczną w życiu, albowiem moja siostra jest weterynarzem, co jest rozwiązaniem w sam raz dla kogoś, kto na widok darmowych ciastek zachowuje się jak zwierzę. Niemniej czasem moja siostra jest tak zajęta ludźmi, co to karmią swoje chomiki gripexem i potem się dziwią, że dziwnie sztywnieją, że muszę sięgnąć po inne rozwiązania. I tak na przykład ostatnio wysłano mnie na badania krwi, by ostatecznie rozwikłać zagadkę, czy jestem chora, czy po prostu leniwa i generalnie to wszyscy z niecierpliwością oczekujemy wyników, z moim szefem na czele.


No i musicie wiedzieć, że jak ja dzisiaj przyszłam na to pobieranie krwi, to byłam szalenie dzielnym człowiekiem, bardzo byłam dzielna, przy pierwszej fiolce pobranej krwi byłam dzielna, i przy drugiej, i trzeciej, ale przy piątej to już zrobiłam to, co zrobiłby na moim miejscu absolutnie każdy człowiek, któremu upuszczono właśnie dziesięć litrów krwi, to jest zemdlałam. To znaczy – ten miły pan doktor, co to mnie przebudził, to twierdził, że pobranie mi dziesięciu litrów krwi byłoby jednak dość skomplikowane, albowiem on powiedział, że taki przeciętny człowiek to ma w sobie tych litrów około sześciu, ale jak dla mnie, to to była jeszcze gorsza wiadomość, bo to oznaczało, że ja już jestem na minusie. A swoją drogą to musicie wiedzieć, że jak człowiek mdleje w irlandzkich ośrodkach zdrowia, to potem musi dużo leżeć, i jeszcze dostaje herbatę i ciasteczko, to tak tylko mówię, gdybyście kiedyś przechodzili głodni obok jakiejś przychodni i akurat nie mieli przy sobie gotówki.

I ja tak sobie leżałam, całkiem długo, a ten miły człowiek coś tam sobie przy biurku pisał, i ja byłam szalenie zestresowana, albowiem musicie wiedzieć, że mnie nic tak nie peszy w życiu, jak przebywanie wśród mądrych ludzi, no i właśnie dlatego pracuję na uczelni. A lekarze to akurat wszyscy są mądrzy, bo oni umieją wypowiadać długie słowa, a w moim świecie nie ma wyższego splendoru niż umiejętność bezproblemowego łączenia więcej niż trzech sylab. Generalnie to gdybym kiedyś brała udział w “Randce w ciemno” i jeden z kandydatów powiedziałby w pewnym momencie: karboksyhemoglobina, to ja bym mu natychmiast rzuciła w twarz wszystkie swoje pieniądze i przy okazji bieliznę. Niemniej jeśli ktoś się właśnie podjarał, że napisałam poprawnie tak trudne słowo, to informuję, że skopiowałam je z wikipedii, a następnie wkleiłam do tekstu.

W każdym razie, ja taka byłam speszona w obecności tego miłego człowieka, co zna długie słowa, że byłam bardzo rozdarta pomiędzy przekonaniem go, że ja również jestem człowiekiem w gruncie rzeczy bystrym, a chęcią znalezienia odpowiedzi na pytanie, które dręczy mnie już od dłuższego czasu, to jest, czy można przeprowadzić doszczep żołądka, czyli że taki przeszczep, ale bez wycinania żołądka, tylko tak żeby doszczepić kolejny, żeby mieć dwa? I generalnie to ta moja walka wewnętrzna pomiędzy byciem człowiekiem bystrym, a byciem człowiekiem-Janiną była tak długa i tak zażarta, że ja Wam nie będę jej w całości opisywać, dość powiedzieć, że okazuje się, że nie, nie można doszczepić sobie żołądka.

Po ustaleniu wszystkich najważniejszych faktów dotyczących mojego zdrowia, to jest: że posiadam w sobie obecnie -4 litry krwi, a także niemożność bycia biorcą dodatkowych żołądków, postanowiłam wraz ze swoimi resztkami godności udać się do domu, a jak wychodziłam, to jeszcze tak niby przypadkiem wplotłam w zdanie szereg zaawansowanych angielskich słów typu: although, despite i penguin, to ostatnie to dlatego, że to jest szalenie skomplikowane słowo do wypowiedzenia, więc jeśli wymówicie je poprawnie w jakimś szanowanym towarzystwie, to w sumie trochę tak, jakbyście swoich rozmówców obsypali intelektualnym brokatem z domieszką erudycji. I ja wyszłam, i nawet kilka kroków zrobiłam w stronę biura, a potem się zorientowałam, że coś jest nie tak, wracam. Ja wracam, dzień dobry Państwu, oto znów ja, człowiek od doszczepu żołądka!!!!

A ten miły lekarz pyta, co się stało, a ja mu mówię, że czegoś z gabinetu zapomniałam, a on mówi, że nie ma problemu, czego, to on mi przyniesie, a ja mówię, że nie ma potrzeby, ja sama sobie przyniosę, a on nalega, że czego – dowodu? recepty? telefonu?, a ja mu wtedy mówię, wiecie, temu człowiekowi, co to ja go przez ostatnie pół godziny próbowałam przekonać, że naprawdę jestem całkiem bystrym człowiekiem, ja mu mówię:

– Butów, proszę pana. Butów.