W poszukiwaniu życiowej adrenaliny wymyśliłam sobie ostatnio, że polecę rajanerem do Katowic. Oczywiście wcześniej rozważałam też inne, mniej ekstremalne opcje, typu skoki na bandżi, jazdę na koniu tyłem lub też polski narodowy sport ekstremalny w postaci polowania na kroksy w Lidlu, ale wszystkie te opcje najpewniej wymagałyby ode mnie posiadania jakiejkolwiek struktury mięśniowej, a ja ostatnio nabieram podejrzeń, że w toku ewolucji wszelkie zalążki mięśni całkowicie u mnie zanikły, najpewniej na rzecz innych cech niezbędnych człowiekowi, który dużo podróżuje rajanerem, to jest: naostrzonych łokci, hartu ducha i umiejętności płakania bez użycia łez.

xZ1RsUE No to jestem w rajanerze, lot do Katowic, przy oknie siedzi pan, obok pana drugi pan i na końcu ja. Pan przy oknie nazywa się Karol, co wiem, bo przywitał się serdecznie z wszystkimi współpasażerami zaraz po wejściu do samolotu, mężczyznom ściskał dłonie, kobietom dygał uprzejmie, dzieci błogosławił, czyli takie trochę zwierzę społeczne z tego Karola, a trochę śląska Lejdi Di. Obok Karola siedzi Roman, który trochę boi się latać, tak tłumaczy Karolowi, ale to akurat nie kłopot, bo swoją przypadłość postanowił wyleczyć już na lotnisku, z drobną pomocą specjalistycznego wyciągu z alkoholu etylowego. Teraz ciekawostka! Wiecie, co jest gorsze od tego momentu, kiedy to dowiadujesz się, że siedzisz obok śląskiej Lejdi Di i pijanego Romana w rajanerze? Otóż odpowiadam: ten moment, kiedy okazuje się, że zapomniałeś wziąć do tego samolotu słuchawek.

– Ale co ja w tej Irlandii widziałem, Romek!– mówi Karol i zaczyna grzebać w siatce, bo oczywiście ma ze sobą siatkę, Karol mówi, że on w tej Irlandii to widział coś takiego, że nigdy w życiu czegoś takiego nie widział, że aż zdjęcie musiał zrobić, żeby wszystkim pokazywać, o panie Jezu najukochańszy, co on widział, ale co on widział, to on zaraz Romkowi pokaże, tak mówi i wyjmuje swoje reporterskie narzędzie pracy w postaci mikroskopijnego aparatu cyfrowego, i włącza podgląd zdjęć, i zaczyna przewijać, i przewija, i szuka tego zdjęcia, tego czegoś, co to on nigdy w życiu jeszcze czegoś takiego nie widział, jak na tym świecie żyje, to nie widział. Karol przewija i przewija, i szuka, i opowiada Romkowi; Romek, jak ja to zobaczyłem – opowiada – to ja natychmiast za ten aparat, za ten aparat chwyciłem, trochę krzywo, nieostro, ale to dlatego, że się tak zestresowałem, żeby se zdążyć cyknąć, ludziom pokazać – opowiada Karol i przewija, i przewija, i szuka. Im dłużej szuka, tym bardziej się nie mogę doczekać. Karol, człowieku, co ty ze mną robisz! Z tego Karola to taki naczelny motorniczy rollercoastera ludzkich emocji i instynktów, ja pojęcia nie mam, co jest na tym zdjęciu, ale ja już najbardziej na świecie chcę je zobaczyć, już nie mogę wytrzymać, co też tam Karol wypatrzył na dublińskich ulicach.

Karol wciąż przewija, a jego rozmówca zaczyna się niecierpliwić i muszę Wam powiedzieć, że ja też się trochę niecierpliwię, ja już umieram z ciekawości, a jednocześnie z podziwu nad karolowską sztuką wywierania wpływu na ludzi. Karol – człowiek, który został sprzedawcą marzeń. Rzeźbi w naszych nieuświadomionych potrzebach w sposób tak wytrawny, że gdyby w tamtym momencie okazał się sprzedawcą garnków, to kupiłabym od niego natychmiast wszystkie sztuki i tę sokowirówkę napędzaną energią słoneczną też.

– Strasznie dużo zdjęć, ale już zaraz, już zaraz to znajdę – mówi Karol, a my mdlejemy z emocji, on tak o tym wszystkim opowiada, że ja nie mam żadnych wątpliwości, że Karol uwiecznił na tym zdjęciu coś niezwykłego, najpewniej kozę górską na randce z koniem, a w tle przygrywa im małpa na akordeonie. Karol wciąż przewija. Przewija, przewija, przewija i…

– MAM!!! – krzyczy radośnie, znalazł w końcu i oddycha z ulgą, i Roman oddycha z ulgą, i ja też oddycham z ulgą, sekundy dzielą nas od rozwiązania zagadki, co tak wstrząsnęło światem Karola.

– Patrz pan! – oświadcza szalenie z siebie zadowolony, obraz przybliża, by Roman widział wszystko dokładnie, pod nos mu podtyka i oświadcza triumfalnie: – Patrz pan, dwa pedały!

tumblr_njzjavxlZL1qcc8nno1_500