Dowcip szczenięcy, trądzik młodzieńczy

Powszechnie wiadomo, że człowiek ma tyle lat, na ile się czuje i tym właśnie sposobem, jako człowiek prawie trzydziestoletni, zostałam zaatakowana przez trądzik młodzieńczy. Przez chwilę jeszcze nawet chciałam się kłócić z tą opinią losu, ale to było zanim spłakałam się ze śmiechu na wykładzie prowadzonym przez profesora Koutasa.

giphy

Na szczęście mąż mój przejawa zdolność łączenia urodowych faktów przyczynowo-skutkowych na poziomie każdego przeciętnego mężczyzny, co oznacza mniej więcej tyle, że kiedyś byliśmy u fryzjera i dzielnie patrzył jak mnie farbują, trzy godziny patrzył jak mnie farbują, a jak już od tego fryzjera wyszliśmy, to powiedział, że pięknie mnie ścięli. I właśnie dlatego Wojtek nie zauważył jeszcze absolutnie żadnych zmian w mojej fizjonomii, nawet jeśli spokojnie na mojej twarzy można by teraz łączyć kropki w różne wzory. Niektórzy nazwą to nieoperacyjną wadą wzroku, ja nazwę to miłością.

No dobrze, postanowiłam działać. Po pomoc wyruszyłam do siostry, bo moja siostra dużo wie o życiu, albowiem zawodowo zajmuje się poskramianiem szynszyli i resuscytacją jeży, to znaczy, że jest weterynarzem. No, a poza tym, to też miała trądzik młodzieńczy. Siostra moja, z pełnym profesjonalizmem człowieka, który umie wyleczyć kaszel u chomika, wysłuchała moich objawów i powiedziała, że natychmiast wysyła remedium pocztą. Po czym wysłała. Przyszło. Magiczny specyfik w przeźroczystej buteleczce bez etykiety, wraz z instrukcją, która znów nie była tak skomplikowana, bo stanowiła, że muszę się myć. Stosowałam się do instrukcji jak najposłuszniejszy na świecie chomik po zapaleniu płuc. Po dwóch tygodniach byłam już gładka jak tabula rasa. Dzwonię do siostry.

– To coś, co mi przesłałaś – mówię – to doskonałe jest, wspaniale zadziałało
– Oczywiście, że zadziałało – mówi na to siostra – to jest przecież bardzo dobry szampon dla psów.

Ach, czyli nie dość, że bez trądziku, to jeszcze odpchlona!

 

fZng7N7 (1)