Gramy sobie z mężem w Scrabble, a on przegrywa w sposób obezwładniający i totalny, mniej więcej od trzeciej rundy przegrywa, odkąd ułożyłam wyraz z literką “z”, która to literka jest w języku angielskim warta 10 punktów. Ja w ogóle uważam za fascynujące to, że w różnych wersjach językowych te literki są różnie punktowane i to podobno zależy od częstotliwości ich występowania w danym języku, co zaś oznacza, że ktoś to musiał kiedyś policzyć i ja nie wiem, kto to był, ale nie mam żadnych wątpliwości, że ten człowiek natychmiast zostałby moim najlepszym przyjacielem, my byśmy co roku zapraszali się na Wigilię, a potem liczyli sobie prawdopodobieństwo trafienia na rodzynkę w serniku, o mój boże, ale by było śmiechu!!!

W każdym razie gramy w Scrabble i mój mąż przegrywa, i w pewnym momencie mówi, że najgorzej to by było, gdyby nam teraz na tę planszę wskoczył kot i rozrzucił wszystkie literki, przecież wtedy już nigdy byśmy nie odtworzyli tej planszy i musiałby być remis, i on mi tak opowiada, a przy tym patrzy na mnie badawczo, a główny bohater tego scenariusza – w sensie kot – jest tylko umiarkowanie zainteresowany całą sytuacją.

(kliknij, bo to film)

 

Wtem!

A post shared by Janina Daily (@janina.daily) on

Gramy, Wojtek myśli. On tak długo myśli, że ja już nie mogę, ja już sto razy wyszłam z pokoju, by zrobić sobie kolację, by zjeść kolację, by pozmywać po kolacji, a on wciąż nie ułożył żadnego słowa i my tak siedzimy, nic się nie dzieje, wtem! Jak kot nie wskoczy na tę planszę! Jak nie rozrzuci wszystkich plastikowych liter! Fruwają rzeczowniki, czasowniki pękają na pół, pojedyncze głoski turlają się po stole, olaboga! – krzyczy na to mój mąż – olaboga, cała plansza w rozsypce, przecież teraz już nigdy nie dowiemy się kto wygrał!

– Wojtuś… – mówię po chwili, siedząc wśród plastikowych szczątków angielskiej leksyki – czy ty masz coś wspólnego z tym, co przed chwilą się stało?

Ja pytam, a przy okazji zbieram powoli te wszystkie literki ze stołu, z dywanu i kilka z sierści kota, a jak ja je tak zbieram, to czuję, że coś jest nie tak i czuję to zupełnie dosłownie.

– Wojtuś…
– pytam znowu – czy ty nasmarowałeś literki kiełbasą, żeby kot się na nie rzucił?

Wojtek myśli. Myśli. Wymyślił linię obrony, oświadcza:

– Tylko samogłoski.

A nie, jak tylko samogłoski, to spoko. Śwt n ptrzbj smgłsk.