I Ty możesz zostać demonem sceny i szatanem prezentacji [SZKOLENIE]

O tym, że jestem demonem sceny przyszło mi się przekonać dość wcześnie w życiu, dokładniej rzecz ujmując to wtedy, kiedy rodzice przebrali mnie za borowika, a mojego bliźniaczego brata za koźlaka i i udaliśmy się na podbój dziecięcej sceny muzycznej, jakieś takie przedstawienie w szkole, które pewnie i nawet by się z sukcesem odbyło, gdyby nie to, że w pewnym momencie zauważyłam, że absolutnie wszystkie pozostałe dzieci dostały cukierki, a ja żadnego nie dostałam, skutkiem czego rozpłakałam się w sposób spektakularny i tak właśnie wygląda zdjęcie z tego mojego scenicznego debiutu; mój brat, stado pozostałych dzieci-grzybów, no i ja, cała w totalnie uzasadnionych łzach.

No i proszę, ledwie trzydzieści lat później, a ja już coraz rzadziej płaczę na scenie z powodu niesprawiedliwej dystrybucji węglowodanowych dóbr, znacznie częściej to przychodzi mi płakać z rozkoszy, że oto znów mogę poopowiadać ludziom o statystykach i innych radościach, które to statystyki z reguły są takim tematem nienachalnie ekscytującym, a mimo to nikt nie wychodzi w trakcie i to wcale nie dlatego, że zamykam drzwi od wewnątrz. Na przykład na TEDx Koszalin opowiadałam o tym, ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla (zobacz wideo), a na konferencji #Ilovemkt o tym, jak mierzyć kampanie marketingowe i co ma ryba na dywanie do randek on-line (zobaczy wideo).

Na konferencji #Ilovemkt mówiłam o bardzo ważnych rzeczach, na przykład o korelacji, triangulacji i rybach.
Bardzo dużo osób słuchałoo bardzo ważnych rzeczach, na przykład o korelacji, triangulacji i rybach.

Niemniej teraz powoli zbliżam się do dwumiesięcznych konferencyjnych wakacji, w czasie których jedyną prezentacją jaką będę trzaskać, będzie ten powerpoint ze 150 slajdami tłumaczący moimi mężowi ideę segregowania śmieci w naszym domu, a jedyny kabaret, który będę ten odstawiać, to ten przed moim kotem, by zachęcić go do połknięcia tabletki.

I w związku z tym, by sezon ten zakończyć godnie, przychodzę zaprosić Was na szkolenie z wystąpień publicznych, które prowadzę wraz z Kamilem Koziełem, którego to człowieka ja bardzo lubię i szanuję, mimo iż nie wiem, jak się deklinuje. Na tym szkoleniu uczymy jak zostać Dostojewskim powerpointa, to jest tworzyć prezentacje tak dobre, że za każdym razem, gdy będziecie wychodzić na scenę, to z tego zachwytu liście spadające z drzew będą zatrzymywać się w pół drogi, wszystkie delfiny świata wyskakiwać będą z wody i układać się w kształt ogromnego serca, a gdzieś tam rodzić się będą małe labradory. Poza tym będzie też o tym, jak nie rozpłakać się na scenie, o tym, że w więzienia pełne są ludzi, którzy używają na slajdach list punktowanych, no i ćwiczenia też będą, ale nie takie fizyczne, więc proszę nie dzwonić na policję.

Więc jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam, 28-29 czerwca, Warszawa. Jak klikniecie w grafikę, to tam są wszystkie szczegóły wydarzenia, łącznie z całą listą powodów, dla których warto na to szkolenie przyjść, oczywiście oprócz tego, że mama będzie dumna. Z tym, że hop hop, trzeba się śpieszyć, bo miejsc jest tylko 17, a właściwie to 15, bo ja przychodzę ze swoim drugim podbródkiem, a Kamil ze swoim ego.