Jestem teraz w Polsce, gdzie przez większość czasu wypoczywam na jednej z najpiękniejszych plaż Europy, to jest Costa del Katowice. Generalnie jest spoko, tylko trochę gorąco, ale i na to mam sposób, bo od czasu do czasu chronię się przed upałami w okolicach lodowatego tonu pań ekspedientek, kiedy to mówię im, że nie mam drobnych. Lubię polską obsługę klienta, bo człowiek nigdy nie wie, czy ma się zabić od razu, czy dopiero po tym, jak już zamówi dla pani najpiękniejszy bukiet z gerberów w ramach przeprosin, że czegoś od niej chciał, a do tych gerberów to jeszcze wielkie pluszowe serce ze złotym grawerem. I gdy tak sobie stałam w bliskich przestrzeniach lodowatych, polskich serc, to obudziły się we mnie wspomnienia z Islandii i tym samym postanowiłam zostać Waszą pyzą na islandzkich dróżkach, co oczywiście jest czystą formalnością, wszak islandzki język jest przyjazny użytkownikowi jak pani z dziekanatu w piątki o 16:55.

Islandia-87

Znak wskazuje na to, że należy iść w lewo, jeśli się chce dojść do jakiejś ulicy, albo w prawo, jeśli się chce dojść do innej ulicy.

Islandia-108

Wiadomo.

Muszę Wam powiedzieć, że najgorsze w Islandczykach jest to, że w ogóle nie sposób się z nich śmiać. Oni są tacy rozkoszni w tych swoich islandzkich swetrach, jeżdżący na tych swoich mikroskopijnych, puchatych koniach, że śmiać się z nich, to trochę jak kopnąć misia pandę siedzącego na chodniku, a nikt nie chciałby zasmucić misia pandy, one są takie urocze. Dajmy na to te kolorowe, islandzkie domki otwarte na oścież w sposób całkowicie dosłowny; drzwi otwarte, okna otwarte, rowery przy płocie, a zaraz obok renifery kopiące w grządkach raciczkami.

Islandia-97

Islandia-101

Kolorowe domki. Reniferów brak, bo akurat hasają po podwórku, gdzie bawią się w ganiaka z wielorybami.

Islandia-136

Kolorowy kościół. Reniferów brak, bo renifery nie chodzą do kościoła.

– A pani – spytałam miłą panią właścicielkę kolorowego domku z nieprzypiętym rowerem przy płocie – nie boi się, że ktoś pani ten rower ukradnie?
– Ale czemu ktoś miałby mi zabrać rower? – zdziwiła się pani szczerze – przecież wtedy nie miałabym roweru i nie miałabym jak dojechać do pracy.

No i taka to Islandia, od razu widać, jak wiele mogą się od nas nauczyć. Bo to jednak znacznie lepiej, gdy w Polsce przychodzi taki miły pan złodziej ukraść komuś rower, wtedy w końcu taki człowiek może zacząć chodzić do pracy na piechotę, wreszcie jakaś motywacja, i bezpieczniej, i zdrowiej, i jeszcze na dodatek profilaktyka przeciw żylakom, chorobom wieńcowym, cukrzycy.

A teraz, skoro już jesteśmy przy ludziach walecznych typu Polak, to zdjęcie pana Wikinga:

Islandia-33

Pan Wiking, który jest znany z tego, że był pierwszym człowiekiem, który przybył na Islandię. Pan nazywał się Ingólfur i najpewniej był szczęśliwym człowiekiem, bo przynajmniej nie musiał stać w kolejkach na poczcie.

Niemniej z tym wikingiem to nie do końca wiadomo, czy to prawda, że był na Islandii pierwszy, bo niektórzy to mówią, że pierwsi na Islandię przybyli irlandcy mnisi. Ponoć długo nie pobyli, bo zostali wygonieni przez wikingów, choć ja osobiście to raczej myślę, że to też dlatego, że im się ciężko ziemniaki na lodowcach sadziło. Poza tym ja tam uważam, że i ci Wikingowie, i Irlandczycy, to wszystko nieprawda. Wszak wszyscy wiemy z telewizji, że my, Polacy wszędzie byliśmy pierwsi. Więc ja myślę, że pierwszy na Islandii był człowiek-Polak albo przynajmniej ktoś, kto miał praprababcię, która to praprababcia miała koleżankę, która to koleżanka była w 1/18 Polką i lubiła pierogi. Człowiek-Polak przybył, stanął sandałami na śniegu i zmarzł. I tak właśnie narodził się pomysł noszenia skarpet do sandałów.

Tak naprawdę, to sami Islandczycy nie bardzo są zdecydowani i do dziś nie potrafią ustalić kiedy dokładnie ich zasiedlono, i tym samym wybrali rozwiązanie, które szczerze mnie wzrusza.

Islandia-57

Pierwsza osada wikingów w miejscu współczesnego Reykjaviku powstała w roku 871, plus minus dwa lata

Oczywiście tacy Wikingowie w ogóle nie musieli się czuć na Islandii samotni, albowiem zawsze mogli iść pobawić się z wielorybami. Jak powszechnie wiadomo, ja o wielorybach wiem bardzo wiele, bo nieprawdą jest jakobym – jak twierdzi mój szef – niczego się na tym wyjeździe nie nauczyła. Nauczyłam się na przykład, że małe wieloryby rodzą się ogonem do przodu, bo jakby się rodziły inaczej, to by utonęły. Dobrze, że nie jestem wielorybem. Z moją orientacją w terenie na bank bym się pomyliła.

Ponadto musicie wiedzieć, że wieloryby mają bardzo otłuszczone… uszy. To oznacza mniej więcej tyle, że największy komplement, jaki można powiedzieć wielorybowi to taki, że bardzo wyszczuplał na uszach. Na szczęście uszczęśliwienie mojej osoby jest znacznie prostsze, niż uszczęśliwienie wieloryba – mnie wystarczy powiedzieć, że wyszczuplałam gdziekolwiek. Działa zawsze. Ostatnio na przykład mój kolega się ze mną przywitał i powiedział, że okropnie schudłam, i to ucieszyło mnie tak bardzo, ale to tak bardzo, że nawet nie przeszkadzało mi to, że rozmawialiśmy przez telefon.

Islandia-68

Stąd wyruszaliśmy na wyprawę w poszukiwaniu wielorybów o tłustych uszach.

OK, a teraz czas na odpowiedź na pytanie, które trapi Was od lat, a mianowicie: jak śpią wieloryby? Otóż już odpowiadam: wieloryby śpią na pół etatu. To oznacza mniej więcej tyle, że na czas snu wyłączają sobie pół mózgu i zostawiają sobie tylko tę połówkę, która jest odpowiedzialna za oddychanie. Wspaniała to umiejętność, wyłączanie sobie połowy mózgu. Moi studenci wiedzą to najlepiej.

Humpback_stellwagen_edit

Oglądanie wielorybów. Oczekiwania kontra rzeczywistość.

Obecnie trochę kłopotu na Islandii jest z tym, że część osób chce wieloryby głaskać, a jeszcze inni chcą je jeść. Kilka lat temu głośno było o pewnym niemieckim aktywiście, który w ramach protestu przeciwko spożywaniu tych miłych, obłych zwierząt, postanowił przypiąć się łańcuchami do islandzkiego statku. Strajkował tak długo, aż nie zrobiło mu się zimno, to znaczy trzy godziny. A wystarczyło posłuchać mamy i kupić czapkę.

Islandia-4

Wieloryby, jak wszyscy mieszkańcy Islandii, są bardzo miłe i namawiają do przyjaźni.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że żaden szanujący się Islandczyk nie zapomniałby o czapce przed przypięciem się do statku, bo musicie wiedzieć, że jest to niesamowicie mądry naród. Na przykład bardzo są dumni ze swojej literackiej nagrody Nobla, którą Halldór Laxness otrzymał w 1955 roku, czyli mniej więcej wtedy, kiedy zaczęto budować w Warszawie drugą linię metra.

Mądrość Islandczyków przejawia się również w tym, że do liceum chodzą do 20 roku życia i nikt nie może skończyć szkoły średniej bez umiejętności pływania, żeby się potem taki człowiek nie potopił w lodowcu.

Islandia-32

Najstarsze liceum na Islandii. Jakbym je skończyła, to teraz nie robiłabym z siebie człowieka-idioty na uczelnianym basenie.

Islandia-61

To liceum jest dla Islandczyków takie ważne, że aż umieścili je na banknotach. Nie jarajcie się kwotą, to nasze 14 złotych.

Myślę, że mogłabym pracować w islandzkim liceum, bo tam czytanie listy obecności jest szalenie proste. To głównie dlatego, że tam nie istnieją nazwiska, bo takowe tworzy się od imienia ojca. Co oznacza mniej więcej tyle, że jak poczniemy z Wojtkiem syna na Islandii to będzie się on nazywał Brajan Syn Wojciecha, a córka nasza – Sindi Córka Wojciecha. OK, żart, nie poczniemy dziecka na Islandii, bo tam dziecko można nazwać tylko imieniem zatwierdzonym przez specjalny Komitet Imion. Musi to być imię zgodne z islandzką gramatyką i występować w literaturze lub kulturze tego kraju. I teraz kolejne złe wiadomości – od jakiegoś czasu Komitet Imion zakazał nazywać islandzkie dzieci Dylan. Osobiście się zgadzam i uważam, że to powinna być dyrektywa ogólnoeuropejska. Co jest złego w pięknym, staropolskim imieniu Dżejson?

Oczywiście zawsze znajdzie się jakiś islandzki rodzic-hipis, który nazwie dziecko Harriet. Islandzka Harriet ma już 12 lat, ale ponieważ jej imię wciąż nie zostało zatwierdzone przez Komitet Imion, to nie posiada paszportu, a w oficjalnych dokumentach w rubryczce imię wpisuje się: stúlka, czyli dziewczynka.

Mogło być gorzej, mogli tych rodziców wsadzić do islandzkiego więzienia, które wygląda tak:

Islandia-41

Jedyne więzienie w Reykjaviku. Jest w nim 12 miejsc.

Jeśli martwi Was system ochrony w tym więzieniu, to zupełnie niesłusznie, bo co prawda drzwi są otwarte, ale przecież jest jedna kamera. Islandia ma najniższy wskaźnik inkarceracji na świecie, ale policję szalenie skuteczną – na przykład w 2009 ujęto jedenastoosobową szajkę przestępczą, a był to pierwszy w historii tego kraju przypadek zorganizowanej przestępczości, i jak w końcu tych jedenastu zbójców złapali i wsadzili do więzienia, to oni stanowili 10% całej islandzkiej populacji więziennej. Dam Wam chwilę żeby zgadnąć, jakiej byli narodowości, a dla ułatwienia powiem tylko, że najpewniej na więziennych murach już dawno wygrawerowali: LEGIA HUJE.

Trzeba Wam jednak wiedzieć, że nowe więzienie w okolicach Reykjaviku już się buduje, z przyczyn szalenie praktycznych – albowiem w chwili obecnej miejsc w więzieniach brakuje i czasem taki pan przestępca musi czekać rok w kolejce do odbycia kary, na wolności sobie czeka, a to szalenie niehumanitarne, że człowiek sobie czeka i mu dobrze na świecie, a potem znienacka przychodzą i nagle musi odbyć karę za to, że zrobił coś złego. To niehumanitarne zupełnie tak samo jak to, że dotychczasowe więzienie znajduje się tuż obok knajpy i tym samym panowie więźniowie czują piwo, którego nie mogą wypić, a to jest znęcanie psychiczne i czasem się skarżą. Wiem coś o tym, miałam tak w domu do 18 roku życia.

Na szczęście już nie mam i życie jest dobre.
unnamed

Tym lepsze, gdy piwo można pić w kawiarni, która dołącza do mojej kolekcji “Rzeczy na Islandii, które mają kształt rozkładów statystycznych”. Na zdjęciu powyżej – kościół, który ma kształt dystrybucji normalnej. Co prawda wyszedł im trochę rozkład leptokurtyczny, ale doceniam dobre chęci. Na zdjęciu poniżej – trochę ucięty rozkład chi kwadrat.

Islandia-96

 ♥♥♥

Wszystkie zdjęcia zrobiłam sama, bo taka jestem zdolna. Moje pozostałe, równie brawurowe opowieści z Islandii można znaleźć tu.