Macierzyństwo na kartki, liczone w godzinach

Dzieciństwo pamiętam tak, że każdego ranka przychodził do mnie pies pachnący perfumami mamy, bo chwilę wcześniej już się zdążył z nią przywitać w sposób całkowity i obezwładniający, bo dla psów wszystkie wydarzenia mają charakter totalny i ostateczny, jak człowiek wychodzi z domu to już na zawsze na pięć minut, jak człowiek idzie spać, to zawsze jest ryzyko, że już nigdy nie będzie kolejnego dnia. Wyobrażam to sobie tak, że w głowie psa każdy poranek to jest wydarzenie, on jakby mógł to co rano by organizował imprezę, konfetti rozrzucał i serpentyny wieszał, że juhu, co za wspaniałe wydarzenie, wszyscy ludzie wstali! I tak to pamiętam – że witał się z mamą, a potem przychodził do mnie z tą sierścią o nutach kwiatowych. I to są takie wspomnienia, które nawet po latach, otulają wszystkie emocje pluszem. I takie, które każdy powinien mieć.

Niemniej istnieje taki kraj na świecie, w którym dzieci są odbierane matkom kilka dni po porodzie, całe ich doświadczenie macierzyństwa zamyka się w kilku szpitalnych dobach, a potem dziecko znika, co bardzo wymyka się prawom logiki i prawom biologii, bo wytłumacz ciału, dlaczego zostały hormony we krwi i mleko w piersiach, ale nie ostał się nikt, kogo trzeba wykarmić. Matka zostaje w szpitalu, dziecko – w placówce opiekuńczej, to jest takie miejsce pełne niemych niemowlaków, dzieci które z czasem już nawet nie płaczą, bo nauczyły się, że za tym płaczem nie przyjdzie żaden dotyk. Choć oczywiście istnieją odwiedziny, odgórnie ustalone. Takie macierzyństwo ze ściśle określonym terminem ważności, przepraszam panią bardzo, wybiła dwunasta, proszę odłożyć dziecko i przestać być matką. Macierzyństwo na kartki, liczone w godzinach.

A tym krajem, w którym rodzicielstwo mierzy się w szpitalnych dobach, a potem bardzo gwałtownie się je przerywa, jest… Polska.

Dziecko nie znika, dlatego że matka popełniła błąd. Za mało się starała, za mało kochała lub nie zdała jakiegoś odgórnego testu na odpowiednie macierzyństwo. Przecież nawet nie dano jej szansy, by w tej roli się wykazać. Dziecko znika, bo takie jest prawo – wystarczy, że matka jest niepełnoletnia i jest podopieczną placówki resocjalizacyjnej.

I ja rozumiem, że w tej chwili łatwo sobie pomyśleć. Przecież mogła chodzić do szkoły, uczyć się jak każdy normalny człowiek, zadbać o swoją przyszłość, awanturować się tylko z koleżankami na przerwach, nie z prawem. Mogła też nie zachodzić w ciążę, powstrzymać się mogła, przecież abstynencja jeszcze nigdy nikogo nie zabiła. Można pomyśleć w ten sposób, ale można też o tym, że nie każdemu dzieciństwo kojarzy się ze zwierzęcym futrem pachnącym perfumami mami. Że niektórzy mają zupełnie inne wspomnienia związane ze swoim ukochanym psem.

Jak miała chyba cztery, może pięć lat, dostała psa. Przyniósł go jej jeden z tych wujków, którzy często przychodzili do ich mieszkania, żeby się napić. Ten pies to był zwykły kundel, ale podobny do wilczura. Blanka dała mu na imię Brutus i bardzo go kochała. To była jedyna istota, która była jej naprawdę oddana. Dbała o niego i zawsze mówiła mu o swoich tajemnicach. Mówiła, że chciałaby, żeby rodzice nie pili.

Któregoś dnia ojciec wrócił po wypłacie. Łapał czasem drobne prace przy remontach i jak dostał pieniądze od razu kupował wódkę. Tamtego dnia musiał sporo wypić, bo jak wrócił do domu, był wyjątkowo wściekły. Wykrzykiwał, że wszystkich pozabija, że ma dość mieszkania w burdelu i syfie. Zaczął rzucać meblami. Połamał stół i pozwalał wszystko z blatu w kuchni. Potem chciał uderzyć Blankę, ale Brutus rzucił się na niego. Wtedy ojciec złapał nóż i przeciął mu łapę. Głęboko. Krew lała się po podłodze, a pies zaczął tracić przytomność. Blanka płakała i błagała, żeby ojciec zabrał zwierzę do weterynarza, że trzeba coś zrobić. Ale nie. Ojciec kazał jej iść spać i obiecał, że jak rano się obudzi Brutus będzie już zdrowy. Rano pies leżał martwy na swoim miejscu. Przy materacu na którym spała Blanka. Obok niej.

– fragment książki Dziewczęta z poprawczaka Agnieszki Sikory

Myślę o tym, że do tych wszystkich historii pełnych zaniedbań, przemocy i poszatkowanych emocji, dopisujemy jako państwo kolejną traumę. Bo te dziewczyny tracą dzieci nie dlatego, że nie chcą być matkami. Tracą je dlatego, że według prawa popełniły przestępstwo zbyt młodego wieku. Tak długo, jak nie osiągną pełnoletności, nie są traktowane jak pełnoprawni rodzice. Bo nikt nie pomyślał o tym, żeby stworzyć warunki do wspierania macierzyństwa nieletnich dziewcząt z placówek resocjalizacyjnych. Żeby dać im szansę do bycia matką, zamiast z góry założyć, że nic z tego nie będzie. Nikt oprócz fundacji Po drugie.

Ta fundacja chce zbudować dla takich dziewczyn i ich dzieci dom treningowy, w którym rodziny będą mogły być razem i uczyć się samodzielności, i uczyć macierzyństwa, i otrzymać w tym zakresie każde niezbędne wsparcie od pedagogów, psychologów i innych specjalistów. Działka jest już kupiona, dom się projektuje, a najważniejsze jest teraz, by móc tę budowę w pełni sfinansować. Dlatego fundacja Po drugie wraz z firmą Bandi Cosmetics wymyśliła projekt – nazywa się Czytamy dla mamy i mam zaszczyt brać w nim udział.

10 blogerek pod przewodnictwem Sylwii Chutnik pisze książkę. Kolejno, co miesiąc, jedna z nas pisze kolejny rozdział powieści, ostatni rozdział zostawiając do napisania komuś z Was. W tej chwili mamy już osiem rozdziałów, z czego ostatni został napisany przeze mnie. Książkę możecie czytać w internecie, a potem ukaże się również w formie papierowej. Jeśli ktoś woli słuchać, to rozdziały są dostępne też w wersji audio, czytane przez wspaniałych polskich aktorów, między innymi Małgorzatę Lewińską czy Adama Ferency.

Żeby książkę przeczytać musicie wejść na stronę czytamydlamamy.org i wykupić cegiełkę, która da wam dostęp do wszystkich pisanych przez nas rozdziałów powieści. Wasz wkład finansowy jest zupełnie dowolny – dostęp do całości książki możecie mieć nawet za symboliczną kwotę, jeśli w tej chwili nie jesteście w stanie pomóc bardziej. Wasza cegiełka jest warta tyle, ile zdecydujecie – nieważne, czy jest to 10, 20, 100 złotych, czy więcej. Możecie dokonać jednorazowej wpłaty lub kupić cegiełkę wielokrotnie. A gdy takiej wpłaty dokonujecie, to 100% tej kwoty jest przekazywana bezpośrednio na konto fundacji Po Drugie. Zachęcam Was do wsparcia tego projektu tak bardzo, bo to jest takie proste, a przy tym tak ważne – możemy zbudować dom dla dziewczyn, które nie mogą być matkami tylko dlatego, że państwo uznało, że popełniły przestępstwo niepełnoletności. Dom dla matek, które być może są nieletnie, ale to nie znaczy, że powinny być niepełnoprawne.

Zresztą… sami zobaczcie.