Ponieważ uznałam ostatnio, że życie nie chłoszcze mnie wystarczająco, to postanowiłam sama się dodatkowo ubiczować, to znaczy sprawdzić, co mają do powiedzenie ludzie w internecie. Czy wiedziałam w Warszawie dziś maszerują dewianci w marszu równości? Wiedziałam. Czy byłam przeciwna? Oczywiście, że tak, wiadomo. Z tym, że w tym miejscu chciałam zaznaczyć, że ja to akurat jestem przeciwna wszelkim formom wysiłku fizycznego, nie tylko maszerowaniu. Zresztą z internetu wynikało, że nie tylko ja, bo tam w tym internecie było bardzo wielu niezadowolonych ludzi, niezadowolonych z bardzo różnych rzeczy.

kurwa

Raczkowski, wiadomo

Więc na przykład był tam taki miły chłopiec, na oko kilkunastoletni, zarostem to go co prawda życie jeszcze nie obdarowało, za to głębokim przekonaniem, że warto niektórych ludzi wysłać do gazu, to już owszem. Miły chłopiec miał na sobie bluzę z kotwicą Polski Walczącej i mówił coś o śmierci wrogom ojczyzny. Tak jest,  miał na swojej wątłej klacie znak Polski Walczącej, czyli – przypomnijmy – ten sam, który w czasie wojny malowali na murach podobni jemu kilkunastoletni chłopcy, którzy następnie ginęli za sprawy, których teraz nawet nie potrafimy sobie wyobrazić.

I on ma na sobie tę bluzę, i opowiada o gazowaniu wrogów ojczyzny, i to od razu widać, że ten znak na ubraniu to nie jest przypadek, niespójność jakaś czy tam niestosowność, on też jest gotów zginąć za ojczyznę, jemu nie są obce powstania, konspiracja i poświęcenie, on pierwszy będzie krew przelewał za naszą polską ziemię, znaczy – jak tylko nauczy się, jak pisać poprawnie słowo żołnierz, a matka mu w końcu pozwoli wychodzić z domu po 22. Niestety pewne mosty są już spalone, nazwy Szare Szeregi to już na przykład nigdy nie wypowie, bo zęby już dawno stracił w tej ostatniej bitwie o ojczyznę pod osiedlowym sklepem monopolowym, gdzie akurat natrafił się jakiś wróg, ciemny taki, ciemny jak szatan, choć potem okazało się, że to jakieś okropne nieporozumienie, że to jednak nie był żaden uchodźca, tylko człowiek, który właśnie wrócił z wakacji w Sopocie.

No i ten chłopiec w tej bluzie mówi bardzo wiele rzeczy, na przykład mówi, że śmierć pedałom i innym wrogom ojczyzny. To może ja powtórzę: śmierć pedałom i innym wrogom ojczyzny. No, ja też cała w szoku, no co te geje? Ja całe życie miałam w sobie głębokie przekonanie, że jak sobie człowiek jest gejem albo lesbijką, no to sobie jest, wstaje rano, idzie do roboty, wraca z roboty, żaden tam splendor, a tu się nagle okazuje, że to wcale nie tak, że oni wszyscy po kryjomu donosy na ojczyznę piszą, ziemią naszą handlują, najpewniej podkop do Władysławowa robią, żeby potem sprzedać Rosji nasz kawałek Bałtyku za dwa browary i jojo. Biedroń tam na czele dowodzi z łopatą, a za nim Anna Grodzka kopie jak szalona, pewnie już są pod Poznaniem, ale akurat zrobili sobie przerwę na rogala marcińskiego.

Aha, jeszcze wyjaśnić chciałam to szokujące zdanie, że geje chodzą do roboty. Otóż musicie wiedzieć, że to jest tak, że owszem, zdecydowana większość homoseksualistów spędza całe dnie w swoich seksjaskiniach, gdzie obrzucają się piórami i nacierają się nawzajem martwymi zwierzętami, ale są wśród tej społeczności też tacy hipisi, co to wykonują normalne zawody, typu nauczyciel, strażak, lekarz, być może nawet lekarz pani dziecka, pani Terlikowska. Oczywiście wyjątkiem są ci, co to są tak zajęci bieganiem nago po ulicy, że jeszcze nigdy nie zdążyli wysłać CV na czas.

Patrzę na tego kilkunastoletniego chłopca, na Polskę Walczącą, na transparent, na wrogów ojczyzny, czy czegoś tu jeszcze brakuje? Ach tak, przepraszam, proszę się posunąć, proszę zrobić miejsce dla Jezusa. Porecytujmy jeszcze Pismo Święte, zmówmy “Ojcze Nasz” i przekażmy sobie znak pokoju, ale tak szybko, szybciutko, rachu-ciachu, bo muzułmanie na ulicy sami się nie kopną.

jezus

Chatolandia, wiadomo

Patrzę na tego kilkunastoletniego chłopca, tylko odrobinę młodszego od moich studentów, i myślę właśnie o nich, o tym że mniej więcej rok temu o tej porze głosowali w referendum dotyczącym małżeństw jednopłciowych i tłumaczyli mi, że to straszny obciach głosować na nie, taki straszny obciach, Janina – wzdychali i to tak strasznie wzdychali, że ja nie miałam wątpliwości, że w ich świecie to obciach, że większy to byłby już chyba tylko wtedy, gdyby ktoś założył skarpetki niepasujące do reszty ubrania.

Myślę o tych wszystkich uroczystościach akademickich na które chodzimy i one odbywają się zawsze w obecności przedstawicieli czterech religii, i ja zawsze na te wydarzenia chodzę, bo cała jestem w nadziei na dobrą bitkę, czekam aż imam krzyknie, że Jezus nie istnieje, a wtedy katolicki ksiądz zacznie go okładać po pysku, a ten protestancki będzie kibicował, ale ku mojemu rozczarowaniu nic takiego się nie dzieje i oni sobie tak obok siebie stoją, i miło rozmawiają, zupełnie tak, jakby na tym świecie istniała więcej niż jedna religia i każdy miał prawo wierzyć w co chce. Myślę o tym miłym świecie moich studentów w którym to, że koleżanka ma chłopaka, jest tak samo naturalne jak to, że kolega też takiego chłopaka ma, a jeszcze na dodatek wszyscy cierpią na zbiorową odmianę daltonizmu, bo nikt nie zwraca uwagi na kolory i odcienie skóry, zresztą ten kraj już od tak dawna gości u siebie różne części świata, że całkiem możliwym jest to, że ten czarny jak heban kolega, to nazywa się Paddy McNamara i jeszcze nigdy nie wyjechał poza swoją rodzinną Irlandię.

Ja nie pochodzę z pluszowego, miłego kraju. Ja pochodzę z kraju, w którym jeszcze nie każdy rozumie, że rzeczywistość to nie sklep monopolowy, z którego możemy wybrać sobie tylko to, na co mamy ochotę. Z historią należy ostrożnie – o Katyniu pamiętajmy, o Jedwabnem nie. Religia – proszę bardzo, ale tylko katolicka. Obcokrajowców zapraszamy jeśli mają kolor pergaminu, ciemniejsze tonacje to tylko dodatkowy kłopot. Prawa człowieka jak najbardziej, ale tylko właściwego człowieka.

Test na właściwego człowieka właściwie przejść łatwo – czy jesteś katolikiem i dlaczego tak? Czy kolor skóry nie odbiega za bardzo od pożądanej białości? Czy kochasz właściwego człowieka, to jest odmiennej płci, i wreszcie – czy kochasz właściwie, to jest bez grzeszności antykoncepcji, tabletek po(ronnych), ludobójstwa w postaci in vitro?

dzieje-chrzescijan-milujcie-sie-nawzajem-co-on-powiedzial-cos-o-nienawisci-do-gejow-i-in-vitro

 oryginalny autor, któremu należy się splendor za tak udany obrazek, to cinismo ilustrado

Zdałam ten test tylko z drobnymi oszustwami. Posiadam męża, choć przysięgaliśmy sobie przysięgą pozbawioną któregokolwiek z bogów, więc taką, która się nie liczy. Mój mąż się dla mnie liczy. Jest słodki jak wata cukrowa panierowana w cukrze, potrafi mnie przytulać najwłaściwiej na świecie, zawsze zostawia mi ostatnie ciasteczko i udaje, że już się najadł, już wcale go nie chce, a najbardziej lubię, gdy udaje żółwia, rozbawia mnie wtedy tak bardzo, ja tak bardzo się śmieję, że mój boże, mam wrażenie, że już nigdy nie przestanę się śmiać. Jest moim nawykiem. Rzeczy, które robimy bezwiednie to przecież nawyki. Po tylu latach nawykiem dla mnie jest to, że Wojtek w ogóle jest, że mamy wspólne konto w banku, wspólne rzeczy, wspólne ustalenia na wypadek złego. Mam prawo do informacji, do dziedziczenia, do pamięci. Miałam szczęście urodzić się po właściwszej stronie świata i skutkiem tego mam prawa, które stały się moim nawykiem na tyle, że bardzo rzadko myślę o tym, że jeszcze nie wszyscy je mamy.

Mój mąż jest moim nawykiem i jest nim też w sensie prawnym. Adam był nawykiem Kuby przez ostatnie dziesięć lat, ale w sensie urzędowym nie istnieli wcale. Więc o śmierci Kuby dowiedział się ostatni, bo przecież nie są rodziną. Nic, co było ich wspólne, nie należy do niego. Nie miał przydzielonego urlopu z okazji pogrzebu, o którym zresztą i tak nie miał prawa decydować. Nie jest wdowcem, przecież od tylu lat był singlem, właściwie – całe życie. Ksiądz się zresztą bardzo martwił o tego zmarłego, tak smutno mówił na pogrzebie, bo taki to młody człowiek był, kawaler, żadnej kobiety, jeszcze nie zdążył założyć rodziny, jeszcze nie zdążył nikogo pokochać i być pokochanym, jeszcze niczego nie przeżył. To trochę tak, jakby dostać w twarz. To trochę tak, jakby stracić wszystko w sposób zupełnie paradoksalny, bo przecież wszystko wskazuje na to, że nigdy się niczego nie miało. Jak gdyby ktoś mi teraz wymazał imię Wojtka z wszelkich formularzy, z wszystkich zdjęć i z wszelkiej pamięci, i powiedział, że nigdy go nie było, że nie stoczyliśmy nigdy żadnej nocnej walki o ostatnią poduszkę, nigdy nie rozbawił mnie do łez, gdy udawał żółwia. Wiecie, miłość bez śladu.

Lubię wracać do Polski i lubię w sobie wiele tego, co polskie. Ale dostałam też w narodowym spadku szereg rzeczy, których nie chcę. Moim narodowym nawykiem jest też to, że gdy ostatnio zobaczyłam na dublińskiej ulicy dwie kobiety trzymające się za ręce, to prawie umarłam ze strachu, że zaraz ktoś im nakładzie po mordzie. Moim nawykiem jest też to, że mówię o prawach par homoseksualnych, choć może już najwyższy czas mówić po prostu o prawach człowieka.

Dać wszystkim takie same prawo do tego, by pozostawiali po sobie ślad. Do trzymania się za ręce, wspólnych rozliczeń, dziedziczenia, do tego by nie tłumaczyć obcym ludziom w szpitalu, że tak, jest się daleką rodziną, przyszywanym bratem kuzynki jego matki. I do tego, by w odpowiedniej chwili, która tak naprawdę nigdy nie jest odpowiednia, móc płakać. Znaczy no, rozumiem, że ten ostatni postulat to trochę przesada. Umówmy się – Adam trochę histeryzował. Jak się nad tym zastanowić, to stracił przecież tylko współlokatora. Wystarczy wywiesić ogłoszenie, zaraz znajdzie nowego.

 

***
Przeczytaj też podobne teksty: