W ramach akcji ograniczania używek, rano zaczęłam czytać komentarze w internecie zamiast pierwszej kawy. Tym samym zauważyłam pewne prawidłowości w świecie internetu. Spójrzmy na przykład na takie dyskusje o macierzyństwie. Na początek to ja może wyjaśnię tym, którzy nie czytają internetu, co to jest macierzyństwo, bo to zawsze znajdzie się jakiś fanatyk, co to myśli, że w macierzyństwie/rodzicielstwie chodzi o to, że jest sobie dwójka ludzi i oni się kochają, i kochają się tak bardzo, że wymyślają sobie w pewnym momencie, że chcą mieć razem dziecko, które będą tulić, kochać i ubierać w śmieszne, malutkie ubranka, patrzeć jak dorasta i wspierać w czasie porażek wychowawczych, co oczywiście czasem bywa szalenie trudne, no bo to nie po to człowiek latami żyły sobie wypruwał, żeby ten teraz przy obiedzie oświadczał, że chce studiować pedagogikę. Otóż, moi drodzy, jeśli tak pojmujecie rodzicielstwo, to ja Was informuję, że nie, to wszystko nie tak, a ja już wiem jak, bo poczytałam internet, a teraz Wam też wyjaśnię: macierzyństwo jest taka długoterminowa lokata zakładana bez znajomości tabeli opłat i prowizji, z długoletnią blokadą wypłacania środków, taki najdziwniejszy i najdłuższy związek przyczynowo-skutkowy tego świata, który polega na tym, że w któryś piątek zapominasz skoczyć po gumki i paczkę chrupek na stację benzynową, a pięćdziesiąt lat później ktoś Ci podaje szklankę wody.

No i jak jest sobie taka dyskusja o macierzyństwie, wiecie, takie o tym kto jest lepszą matką i dlaczego ja, to tam w pewnym momencie zawsze znajdzie się człowiek-matka, który napisze, że ona od pięciu lat to się nie napiła ciepłej kawy i zawsze jak to czytam, to tak się zastanawiam, czemu tej matce nikt jeszcze nie wytłumaczył, że ta zimna kawa to może dlatego, że zamiast się tej kawy napić, to ona od pięciu godzin trzaska komentarze w internecie.

Kolejną prawidłowością zaś są wszelkie dyskusje o wojnie i uchodźcach, mój boże, to to jest jak szejk z redbula i kofeiny podawany bezpośrednio do mojej biało-czerwonej krwi, tam to zawsze znajdzie się człowiek, który tłumaczy wszystkim naokoło, że Syryjczycy powinni wracać, niech wracają i walczą za swój kraj !!!1!!1!!1111!one!! – pisze Karol i jeszcze dodaje, że my, Polacy coś o tym wiemy, o tym przelewaniu własnej krwi w imię Ojczyzny, ale to nie jakiejś tam byle jakiej Ojczyzny, ale takiej przez “O” duże i pękate jak kluska śląska na obiedzie o matki, z którą to matką ten Karol mieszka od dwudziestu lat, no bo szlachta nie pracuje, a poza tym to sam sobie nie będzie prasował tych swoich koszulek z kotwicą Polski Walczącej i że Bóg Honor Ojczyzna, a w niewyprasowanych to nie będzie do żabki po wino marki dzban leśny i dwa browary skakał, bo to obciach na ośce. No i ten Karol z internetu to wszystko o tym przelewaniu krwi wie, on tam pierwszy w okopach II Wojny Światowej siedział, zasieki z karabinem przeskakiwał, on jeszcze czuje na palcach zapach strzelniczego prochu i smak krwi na języku, pierwszy tam przed wrogiem granic naszych bronił, mimo iż ma, kurwa, dwadzieścia lat.

No, więc to sobie chciałam skomentować, ale potem okazało się, że ktoś to zrobił miliard razy lepiej ode mnie:11060289_945274788847118_7331648562837357126_n

Chodźcie do Jarka Kozłowkiego tu i tu, tam jest jak w sklepie monopolowym – wszystko jest pyszne!

*Dziś obrazek jest Jarka i tytuł wpisu też wzięty z komiksu Jarka