Wchodzę dziś na zajęcia do sali komputerowej, a tam bezdomny. Wzrok rozbiegany, włos nieuczesany, ubranie przypadkowe. Twarz szara i bez wyrazu, sylwetka wygięta w ostry pałąk, w za dużym swetrze dwie dziury – jak rany po przegranych bitwach z codziennością. Człowiek ewidentnie złamany przez życie. Pomyślałam sobie: a nie wyrzucę go, niech sobie tutaj posiedzi, wygrzeje się, poogląda koty na fejsbuniu. Nawet próbowałam mu dać bułkę, ale nie chciał. Po zajęciach powiedział mi, że ta godzina to był najpiękniejszy moment jego życia, było tak… cicho. Okazało się, że pan nie jest bezdomny, ma po prostu w domu trójkę małych dzieci.

Pozdrawiam siostrę i brata. Mamę i tatę przepraszam.