Dziś gdzieś w okolicach trzeciej nad ranem postanowiłam obrócić się na drugi bok, a czynność ta okazała się być na tyle absorbującą, że aż się obudziłam. Telefon mi migał, że ktoś o mnie myśli, więc sprawdziłam kto, a SMS od znajomego, który mieszka w Paryżu (co jeszcze wtedy nie miało żadnego znaczenia) mówił: “wszystko w porządku”. Oczywiście, że wszystko w porządku – pomyślałam sobie – w końcu jest piątek, w tegonocnym małżeńskim starciu wywalczyłam dla siebie większość poduszek, a następnego dnia w sklepie na dole miała odbyć się dostawa ciasteczek z masłem orzechowym. A potem pomyślałam z rozkoszą o tych ciasteczkach, a potem przebudził się Wojtek i powiedział: tylko nie włączaj wiadomości, więc natychmiast to zrobiłam. Potem już nie spałam, bo myślałam sobie o świecie, o tym świecie do poprawki.

Ponieważ z jakiegoś powodu uznałam, że wszystko, co przeczytałam nie jest wystarczające, to potem jeszcze przeczytałam sobie komentarze ludzi odważniejszych od samego Mufasy z “Króla lwa”, to jest anonimowych użytkowników w internecie. Przejrzałam też komentarze na swojej stronie, a była tam wiadomość od kogoś, kto od czasu mojego wpisu o uchodźcach lubi przypominać mi codziennie o miliardach osób o obcym kolorze skóry, obcym wyznaniu i obcym akcencie, którzy wszyscy razem, jak jeden mąż, przemierzają europejskie ulice i gwałcą wszystko na swojej drodze, a w przerwach podpalają kościoły i kopią gołębie. Przewaga życia wirtualnego nad rzeczywistym jest taka, że w tym internetowym zawsze pod spodem takich wypowiedzi jest przycisk “usuń”. Tak czy siak, sprawdziłam wiadomości, a jedna z nich brzmiała: “A nie mówiłem? Muzułmańskie gówna”.

b26f8b238c38
Po pierwsze, to ogromnie cieszy mnie, że jestem dla kogoś tak istotną instytucją opiniotwórczą, że to ja jestem pierwszym punktem kontaktu pół godziny po ogromnym światowym kryzysie. Po drugie, to nie zdziwiłam się wcale, ale postanowiłam odpowiedzieć;

Patrzę na Wojtka jak śpi. A gdy śpi to ma buzię okrągłą jak księżyc w pełni i włos każdy w inną stronę, i zawija się w kołdrę jak najdoskonalszy z wszystkich naleśników. I jeszcze, gdyby komuś wciąż ostały się resztki czułości, to przez przypadek umył włosy moim szamponem i teraz pachnie jak wielki koszyk owoców. Gdy patrzę na niego, jak śpi, to kocham go tak bardzo, że nie potrafię go nie dotknąć, nie przytulić, nie pocałować, mimo iż zawsze go to budzi i nie zawsze jest zadowolony. To tak, jakbyś posadził misia koalę na chodniku i zakazał ludziom go głaskać. Patrzę na Wojtka jak śpi, jest absolutnie doskonały. Najpewniej nie ma takiej rzeczy na świecie, której nie zrobiłabym, żeby mieć pewność, że jest bezpieczny. Że może iść na piwo, na mecz, na koncert w dowolnym europejskim mieście i nic mu nie grozi.

Ale nie zmieniam zdania. Nie zgadzam się na stawianie znaku równości pomiędzy tylko pozornie równoznacznymi terminami. Idea to nie ideologia, uchodźca to nie terrorysta, Islam to nie Państwo Islamskie, a katowanie na ulicach ludzi o obcym pochodzeniu to nie sprawiedliwość, a już na pewno nie patriotyzm. To tak jakby Paweł kopnął psa, a Gaweł dostał za to po pysku. I jeszcze, najważniejsze – religia to nie religijny fundamentalizm. Różnica między religią a religijnym fundamentalizmem jest taka, jak pomiędzy ratlerkiem a dogiem niemieckim – jedno z nich tylko udaje psa.

Tak się złożyło, że kilka godzin wcześniej byłam w kinie na filmie o Malali Yousafzai. Film bardzo ważny i jak na takowy przystało, zgromadził sporą publiczność, co oznacza mniej więcej tyle, że w kinie były trzy osoby, a i to tylko dlatego, że wzięłam ze sobą kolegę i już dawno nauczyłam się kupować osobny bilet dla mojego ego. Film też trudny, bo nagle okazuje się, że w czasie, gdy twoim największym osiągnięciem życiowym jest przekonanie babci, że już nie chcesz dokładki na niedzielnym obiedzie, jakaś piętnastolatka była zajęta zmienianiem świata. Z całego filmu najbardziej zapamiętałam jedno zdanie, gdy ojca Malali spytano czy wie, kto strzelał do jego córki, a on powiedział: “to nie człowiek strzela. To ideologia”.

Nic co wydarzyło się w Paryżu, w Tunisie, w Bostonie nie powinno się było wydarzyć. Rozumiem, że trudniej się myśli o inności, gdy brodzi się we krwi aż po same kostki. Ja lubię w życiu liczyć, bo wierzę liczbom, dają mi poczucie bezpiecznego obiektywizmu. Rozumiem, że łatwiej jest teraz liczyć zamachy, rannych i zabitych. Trudno zaktualizować własne skrypty i wyciszyć uprzedzenia. Pomyśleć o wszystkich zabitych w Paryżu z naturalną przecież złością, ale bez wysyłania do gazu wszystkich o oliwkowej skórze i obcym paszporcie. To nie jest liczenie, ale to się liczy.

***
Inne, podobne:
CZY POPIERASZ POZOSTAWIENIE SZEŚCIOLATKÓW W LASACH PAŃSTWOWYCH, A UCHODŹCÓW SAMYCH SOBIE?
„NIECH ZDYCHAJĄ!”. CZŁOWIEK-POLAK WYRAŻA OPINIĘ.
CZŁOWIEK-IRLANDCZYK POPIERA, CZŁOWIEK-POLAK WYBIERA
CZŁOWIEK-POLAK DOSTAJE OSCARA, CZYLI GORZEJ BYĆ NIE MOŻE