Czasem myślę sobie o tym człowieku, który jako pierwszy natrafił na mrówkojada. Mój boże, ten to musiał być zdziwiony! Idzie sobie taki człowiek, idzie, cały już jest podjarany, że dziś gulasz z mamuta na kolację, a dzieciom na prezent to akurat kość tygrysa znalazł, żeby mogły się bawić w zbijaka, a tu nagle ciach, mrówkojad. To znaczy – wtedy jeszcze nie wiedział, że to mrówkojad, wtedy jeszcze tylko patrzy, a tu takie dziwne zwierzę, co wygląda jak świnka morska na sterydach, oczy ma jak guziki, trąbę słonia, a chodzi jak jeż, no i taki człowiek to musiał tak stać i patrzeć na tego mrówkojada, stać i patrzeć, w końcu ocenić: “o kurwa, nie ogarniam”. I widzicie, ja mam tak samo z pewnymi zjawiskami w internecie.

Myrmecophaga_tridactyla_-Detroit_Zoo,_Michigan,_USA-8a

Zaczęło się od tego, że rano dostałam maila, z którego wynikało, że ja być daleka krewny króla z Nigeria, co umrzeć w wypadek straszny i ja dostać w testament miliard dolarów. No co Wam powiem, w ogóle nie byłam zaskoczona tą wiadomością, ja trochę miałam przeczucie, że mam w sobie coś z arystokratycznej krwi, przynajmniej od czasu, jak kiedyś nie mogłam spać, bo całą noc coś mnie kłuło w całego człowieka, a rano okazało się, że to był orzech w czekoladzie. Wiadomo, jaka księżniczka, taki groch. Niemniej jak ja dostałam tego maila od adwokata króla z Nigeria, to pomyślałam sobie, że ten to tak od lat umiera w tym wypadku i od lat wysyła te maile, i że najpewniej są ludzie, którzy totalnie się na to łapią i to był dla mnie pierwszy mrówkojad rzeczywistości, w sensie, że o kurwa, nie ogarniam.

A dalej to było jeszcze gorzej, bo potem okazało się, że nasz przedsiębiorczy naród postanowił samodzielnie rozwiązać problem powstały w wyniku nowej reformy edukacji, więc jeśli zastanawiacie się, gdzie się teraz podzieją wszyscy gimnazjaliści, jak im szkoły zlikwidują, to ja odpowiadam: w internecie. W internecie są, biznesy robią, koniec z proszeniem matki o hajs na kino, teraz wystarczy, że pod tym postem znajdzie się 5 000 lajków, 100 komentarzy i 10 zdjęć kotów z chlebem na głowie, a Kamil z 1C dostanie za darmoszkę dwa ołówki i breloczek zrobiony z guzika. No i te wszelkiego rodzaju wyzwania, które od kilku dni toczą mojego fejsbuka, to dopiero jest mrówkojad rzeczywistości, mrówkojad-gigant, no tego to się totalnie nie da ogarnąć.

Najgorsze jednak zostawiono mi na koniec. Właściwie to tego gatunku mrówkojada nie widziałam już na tyle długo, że miałam szczerą nadzieję, że wyginął. I to polega na tym, że kobiety ustalają między sobą w łańcuszkowych wiadomościach, że ustawią sobie zakodowany status na fejsbuku odnośnie swojego stanu cywilnego, na przykład jak jesteś wolna to piszesz: BORÓWKA, hi hi, a jak w związku to: WIŚNIA, ha ha, i to jest śmieszne, bo mężczyźni to nie rozumieją o co w tych statusach chodzi, hi hi, takie z nas śmieszki. I ten SPAM-łańcuszek to jeszcze mówi, że poprzez ustawienie takiego statusu to wzbudzamy świadomość zagrożenia rakiem piersi. Tak jest, dobrze czytacie: ustawiasz status o truskawce i w ten sposób propagujesz wiedzę o raku piersi.

Życie, jak ty mnie wystawiasz na próbę! Czasem to mi aż rąk brakuje, żeby zrobić odpowiedniego fejspalma.

Jaki jest związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy statusem o truskawce i profilaktyką nowotworową, to naukowcy jeszcze ustalają, ale pierwsze badania kliniczne wskazują na to, że ten status ma taki sam wpływ na wiedzę o raku piersi, jak sam lajk pod zdjęciem głodnego afrykańskiego dziecka ma na jego stopień najedzenia. Bo wiecie, lajki nie karmią ludzi, a jak mi nie wierzycie, to spróbujcie sobie kiedyś usmażyć lajka na obiad.

Sam lajk nie ratuje niczyjego życia, niestety, ani tego dziecięcego, ani Twojego własnego, chyba, że jest przełożony na konkretną walutę działania. Więc można sobie ustawić status o truskawce, a potem liczyć lajki, a można to też zrobić tak, że idziesz do lekarza i wchodzisz, i musisz się rozebrać, i to jest pierwsze zdziwko, bo nie, że kolacja, trzy drinki z palemką i róża, tylko rozebrać się od razu, bez przegrzebków na przystawkę. I teraz tłumaczę: nie reagujemy słowami “to może pan doktor pierwszy”, bo to jest taka konwencja społeczna, wielu mówi, że nierówna i ja się z tym całkowicie zgadzam – kiedy ty się rozbierasz, a ktoś ratuje Ci życie w 60 sekund. I to nie ma nic wspólnego z liczeniem lajków. Ale to się liczy.