Wczoraj wieczorem widziałam na ulicy takiego miłego młodego człowieka, co w jednej ręce trzymał bukiet kwiatów, a w drugiej małego jamnika, takie jamnicze maleństwo, którego anatomia nie zaznajomiła się jeszcze z prawami proporcji, i to był pies, co to składał się w większości z uszu, jak ja na niego patrzyłam, to najpierw widziałam, że idą uszy, uszy, uszy, uszy, o, jest i reszta psa! No i ten miły młody człowiek szedł sobie z tymi kwiatami, z tym małym jamniczkiem pod pachą, i ja pomyślałam sobie, że mój boże, jeśli on idzie na randkę, to oto mamy do czynienia z geniuszem randkowania, oto jest zarządca niewieścich serc i władca ich wzruszeń, halo? straż pożarna? proszę przyjechać, bo tu zaraz będą płonąć lędźwia!!!!

No i u niektórych to kwiaty, małe jamniki i płonące lędźwia, a tymczasem w moim małżeństwie mój mąż tłumaczył mi właśnie w kolejce po frytki, że to jest jakiś totalny absurd i drwina z konsumenta, bo zawsze jak on się w pyta w knajpach, czym się różnią frytki małe od dużych, to mu odpowiadają, że małe są małe, a duże są duże. A przecież – tłumaczy mi wzburzony – on ma pełne prawo poznać rzetelne dane liczbowe umożliwiające pomiar owej różnicy, on by sobie życzył uzyskać na takie pytanie odpowiedź w jednostkach mierzalnych, typu: procent, proporcja lub oficjalna jednostka miary z układu SI. A ja mu na to mówię, że Wojtek, jezuchryste, po prostu weź sobie duże frytki, a on mówi, że bardzo nie podoba mu się moje lekceważenie, bo przecież oto właśnie ignorowanie są jego podstawowe prawa konsumenta, a właściwie to prawa człowieka, no bo każdy człowiek ma prawo do rzetelnej informacji na temat swoich frytek, no i czaicie, mój mąż mi tak od pół godziny histeryzuje nad gramaturą frytek, a gdzieś tam jakaś kobieta właśnie otrzymuje małego jamniczka i wielki bukiet kwiatów.

I dochodzimy w końcu do tych frytek, i pani mówi: dzień dobry, a ja sobie myślę, że dzień dobry, przyszliśmy pani z zrujnować życie, a mój mąż na to mówi, że dzień dobry, czym się różnią duże frytki od małych?, a tymczasem pani – przygotowana niczym Elon Musk do prezentacji najnowszego modelu Tesli – oto mu wyciąga małe opakowanie frytek i duże, i prezentuje, a potem jeszcze mówi, że małe ważą 170 gramów, a duże 240 gramów, czyli duże są o około 40% większe, i ona tak mówi i pokazuje, a ja na nią patrzę, ja oczy mam jak spodki, i nie potrafię się zdecydować, czy mam jej teraz zacząć klaskać jak najbardziej zadowolona w życiu foka, czy od razu zaoferować pracę na stanowisku: poskramiacz mojego męża.

Więc jemy frytki (duże), czekamy na film, no bo wciąż jesteśmy właśnie na MFF T-Mobile Nowe Horyzonty, i ja czytam sobie program, jak z resztą połowa ludzi dookoła mnie. Ja w ogóle bardzo lubię tę różnorodność, bo tutaj zawsze znajdzie się i jakiś wolny duch w sandałach plecionych z nitek rabarbaru, i licealiści o życiu jeszcze miło nieskalanym pierwszym podatkiem i zawiadomieniem z ZUSu, no i jeszcze taki straszny pan, co to składa się głównie z mięśni i tatuaży, i koło niego to ja bym totalnie nie chciała siedzieć w kinie, bo ja totalnie cała byłabym w strachu, że zaraz mi będzie kazał iść na krosfit.

No i ja czytam ten program na głos Wojtkowi, który wciąż jest oburzony moją frytkową ignorancją, on zachowuje się jak urażony labrador, którego niesłusznie skrzyczano, gdy chciał sobie tylko polizać kotleta, i na ten jego żal względem mojej osoby to nie pomogła nawet zaawansowana analiza SWOT przeprowadzona dla nas przez panią od frytek. I ja mówię Wojtkowi, że ha ha, tutaj na tym festiwalu jest taki doskonały film o pani, która zamieniła się w psa, całkiem dosłownie się zamieniła, ha ha, bo to niby ma symbolizować, że ona była taka miła, grzeczna i uczynna, idealna pani domu, a pewnego dnia zaczęła się strasznie na wszystkich denerwować i krzyczeć na męża bez powodu, i warczeć, no i stąd ten pies, ha ha, i ja się śmieję, ale Wojtek się w ogóle nie śmieje, on tak stoi, je te swoje frytki 240 gramów, przeżuwa je wolno niczym nostalgiczna lama, w końcu pyta:

– A w jakiej sekcji to grają? “Dokumenty o życiu Wojtka”?

***

(Na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty jesteśmy na zaproszenie T-Mobile, o czym mówię namiętnie i z najwyższą przyjemnością).