Czasem, gdy nachodzi mnie myśl, że ja to mam jednak ciężkie życie, to myślę sobie, że mogło być gorzej, mogłam być na przykład Poniedziałkiem. Ten to dopiero ma ciężko, przy nim moje życie to luksus psa zamkniętego w dziale z kanapami w IKEI. Wyobraźcie to sobie – tak ciągle żyć na świeczniku ludzkiej niechęci, nikt dobrego słowa nie powie, nikt się nie ucieszy na twój widok. Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby Poniedziałek chodził do gimnazjum, to obiady w uczelnianej stołówce jadłby sam przy stoliku, ewentualnie z koleżankami Brukselką i Odpowiedzialnością, no bo ich też nikt nie lubi. Tak to sobie właśnie wymyśliłam rano z tym Poniedziałkiem, co go nikt nie lubi, a potem okazało się, że jest jeszcze gorzej, bo nie dość, że dziś poniedziałek, to jeszcze na dodatek świat znów mnie potrzebuje. No, bo wyczytałam, że coś tam u nas w kraju jakieś przedstawienie było, co to go co prawda nikt nie widział, ale ponoć mieli w nim uprawiać seks i ja osobiście nie wiem, o co taka afera, ja uważam, że to zupełnie doskonały pomysł, może w końcu ludzie zaczną chodzić do teatru.

Dobrze, ale zacznijmy od początku – wszystko oczywiście przez Wojtka. Wielu osobom się wydaje, że Wojtek to człowiek pozbawiony wad, wszak jest to człowiek, który myśli, że jak na jego oko, to ja ważę 50 kilo, i myśli tak nieprzerwanie od kilogramów dwudziestu, a co noc przed spaniem przychodzi mnie pocałować w czółko, co jest bardzo urocze, nawet jeśli wiem, że robi to tylko po to, żeby się upewnić, że guziki w kołdrze znajdują się po prawidłowej stronie kołdry, to jest jak najdalej od twarzy Wojtka. Nauczyliśmy się sprawdzać takie rzeczy od czasu incydentu bezsennej nocy we wrześniu 2014, kiedy to Wojtek całą noc nie spał, uwięziony w śmiertelnej pułapce kołdry w paski, które to paski były przesunięte o 90 stopni względem tego, jak powinny być (czyli wzdłuż człowieka, a nie w poprzek). Biorąc pod uwagę te wszystkie zalety, jako i fakt, że Wojtuś posiada uosobienie pluszowego misia i to misia wypchanego watą cukrową, wciąż nie wiem skąd w nim ostatnio te sadystyczne zapędy, które to każą mi każdego dnia oglądać polskie wiadomości, a potem dzwonić na 112, by ich powiadomić, że zaraz wybuchnie mi głowa.

Wczoraj mi się udało. Wczoraj dokonałam wspaniałej akcji dywersyjnej, której nauczyłam się podczas oglądania licznych dokumentów o świecie zwierząt i która polegała na tym, że jak tylko zaczęła zbliżać się godzina seansu naszych krajowych wiadomości, to postanowiłam udawać, że jestem martwa. Totalnie zadziałało, Wojtek obejrzał sam. No, a potem wstałam rano i jak totalny amator, jak gazela, która wysmarowała się smalcem i poszła zaprzyjaźniać się ze stadem lwów, włączyłam Internet.

Yal1xei

Wiecie co, ludzie to wstydu nie mają. Ludzie nic tylko by sobie do teatru chodzili, seks oglądać, bo kiedyś to się jeszcze chodziło seks wypożyczać na kasetach VHS, ale teraz już nie ma odtwarzaczy wideo, więc trzeba chodzić do teatru. I niektórzy jeszcze mówią, że to, że teatr jest publiczny, to znaczy, że jest ogólnodostępny i jak ktoś chce sobie pooglądać przedstawienie,  to idzie, a jak ktoś nie chce, to nie idzie, ale to wcale nie jest takie proste, no bo co z tymi, co wcale nie chcą iść, ale ktoś ich zmusi? I zaciągnie siłą, i taki człowiek będzie krzyczał: nie, nie, tylko nie do teatru!, ale oni go tam wciągną z pomocą czterech ochroniarzy, i później posadzą w samym środku rzędu, i kutym łańcuchem przytwierdzą do podłogi, żeby taki człowiek nie mógł wyjść w trakcie, i będzie musiał oglądać, i ta pożalsięboże sztuka będzie mu się rzucać na twarz jak ośmiornica, i ten człowiek, jako i ten człowiek wobec tej ośmiornicy, będzie całkowicie bezradny, całkowicie pokonany. Czy ktokolwiek myśli o takich ludziach? Nikt nie myśli! Nie mówiąc już o tym, że jak ludzie to przedstawienie zobaczą, to jeszcze mogą przypadkiem się dowiedzieć, co to jest seks, mimo iż przez całe swoje dotychczasowe życie byli przekonani, że to słowo oznacza dźwięk wydawany przez łasice.

Dalej będzie tylko gorzej, bo wiadomo, że po takim teatrze, to człowiek już się może od razu pakować do piekła, w którym to piekle wcale nie jest tak fajnie, bo tam ludzie muszą grać w piłkę nożną z dziećmi z in-vitro, a to absolutnie najgorzej, bo wiadomo, że takie dzieci mają trzy nogi i po dwóch stopach na każdej, więc im się łatwiej kopie i zawsze wygrywają. Ewentualnie można tam też popływać w morzu wraz ze stadem ryb zmutowanych od tabletek antykoncepcyjnych, ale to trzeba ostrożnie, bo w tym morzu czasem pływają też homoseksualiści, a jak się się człowiek od nich homoseksualizmem zarazi, to potem musi czekać na wizytę do lekarza do kwietnia 2018 (choć to akurat nie za sprawą piekła, a NFZ). Tak jest, moi drodzy, tak wygląda piekło dla wszystkich tych, którzy uwierzyli, że niektóre decyzje są ich prywatną sprawą. A przecież wystarczyło udawać, że seks nie istnieje. Ewentualnie w szkole chodzić na wychowanie do życia w rodzinie, przecież już od dawna mamy takie w Polsce.

16755f059deae0825e7d41f4c8da5dfb

Co innego w Irlandii, tu to w ogóle Sodoma bawi się z Gomorą, a dziewięć kręgów piekła im kibicuje. Teoretycznie taki człowiek-Irlandczyk jest trochę bezpieczniejszy, bo bilety do teatru drogie, więc raczej nikt do niego nie chodzi. W praktyce jednak, ani taki człowiek się obejrzy, a w najmniej spodziewanym momencie dostanie w głowę obuchem deprywacji i sierpowym degrengolady. A gdzie? A na uniwersytecie! Na przykład w wielu miejscach mojego kampusu można znaleźć informację, że w pokoju tym i tym można się zgłosić i za darmo dostać prezerwatywy i jak trzeba, to spytać o cokolwiek. Rozwiązanie to wprowadzono po najnowszych doniesieniach amerykańskich naukowców, jakoby studenci uprawiali seks. No, serio, ja sama w szoku. Więc czaicie to – idzie sobie taki student i może sobie wziąć prezerwatywę za darmo i porozmawiać o bezpiecznym seksie, zupełnie tak, jakby był dorosły i mógł dokonywać własnych wyborów!

Czy chciałam protestować? No chciałam, ale napotkałam na problemy techniczne, już to przerabiałam w zeszłym roku, gdy mieliśmy w biurze dyskusję na temat tego, który ochotnik-bohater będzie w przyszłym roku uczył przedmiotu ‘gender, culture & society’ i oczywistym było, że to nie mogę być ja, człowiek-Polak, no bo przecież nie dam rady się rozdwoić i być w dwóch miejscach jednocześnie: w klasie, ucząc i pod klasą, trzymając transparent: PRECZ Z DŻENDER. Poza tym ja z definicji unikam wszelkich strajków, bo boję się, że w pewnym momencie przerodzą się w strajk głodowy.

Ale jakbym tylko mogła, to wiadomo, że bym strajkowała. Po pierwsze dlatego, że powszechnie wiadomo, że jak się takiemu studentowi nie powie, że coś takiego jak seks istnieje, to zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że się o nim nigdy nie dowie i do końca życia będzie myślał, że ci goli ludzie w telewizji, to po prostu zapomnieli zamknąć drzwi na klucz, i im ukradli wszystkie ubrania. Po drugie dlatego, że nie może być tak, że taki student sobie sam decyduje czy, kiedy i jak chce zacząć uprawiać seks, bo to przecież nie jest tylko jego sprawa, powszechnie wiadomo, że z każdą połkniętą tabletką antykoncepcyjną usycha jedno drzewo w lesie tropikalnym, a z każdą zużytą prezerwatywą umiera jeden osobnik zagrożonego gatunku typu dziobak. No, tyle martwych dziobaków, mam nadzieję, że jesteście z siebie zadowoleni.

1413727023_99P8kd6

 

A po trzecie, to ja jestem przeciwna jakimkolwiek rozmowom o seksie, bo wiem, że to może skończyć się źle. Na przykład ostatnio na moich zajęciach, zajęciach z metodologii, dyskutowaliśmy sobie o efekcie społecznych oczekiwań, czyli czymś takim, że czasem na pytania ankietowe ludzie odpowiadają tak, jak uważają za słuszne, a wcale nie tak, jak jest naprawdę. To oznacza mniej więcej tyle, że jak na przykład spytasz ludzi, czy jedzą zdrowo, to nagle okaże się, że zdecydowana większość populacji je tylko hummus z wolnego wybiegu i zapija sokiem z bezglutenowego buraka. No, więc my o tych burakach, człowiek niczego się nie spodziewa, pytam moich studentów, czy mają jakiś przykład na efekt społecznych oczekiwań, a wtedy jeden z nich mówi, że on to by na przykład nie pytał starszych kobiet w ankiecie czy uprawiają seks, bo wiadomo, że już go tyle nie uprawiają i może im się wtedy zrobić niezręcznie i smutno.

– I see – mówię w pełni profesjonalnie – and when you are saying ‘older women’ you mean…
– You know… – zamyślił się przez chwilę – between 25-50 years old.

Aż się bałam spytać, co z tymi kobietami powyżej 50 roku życia. Niemniej jako ta powyżej 25 roku życia przyjmuję z pokorą to, co przynosi mi życie – wiecie jak jest, kto by tam miał czas na seks, jak grób sobie trzeba kopać. Bądźcie ludźmi, pozwólcie mi chociaż pochodzić do teatru.