Witam Was w bandażach, ze skręconą nogą. Oczywiście nikt tu nie jest zaskoczony, wszyscy wiemy, że przy moim trybie życia, w którym Bear Grylls spotyka się z Martyną Wojciechowską, adrenalina miesza się z potem, a odciski przybijają sobie piątkę z zakwasami, kontuzja była tylko kwestią czasu. Otóż na pewno zastanawiacie się, co się wydarzyło – czy w trakcie mojego cotygodniowego epizodu kajakarstwa górskiego poniósł mnie nurt i przegrałam nierówną walkę z wodnym żywiołem? Czy w trakcie mojego kolejnego już treningu czirliderek spadłam z samego czubka ludzkiej piramidy? Czy w trakcie wjeżdżania rowerem na K2 złapałam flaka na szyszce i straciłam panowanie nad pojazdem? Otóż już odpowiadam: tak, dokładnie tak było. Ewentualnie było tak, że poszłam na lekcję tańca.

dOSf5d5

Oczywiście to nie był byle jaki tam taniec typu brejkdans, że człowiek tylko musi się tylko położyć na ziemi i obracać w kółko, to był taniec zaawansowany i poważny, i nasz pierwszy (a mój ostatni) układ choreograficzny polegał na tym, że pani nam kazała zrobić krok w lewo, dostawić, krok w prawo, dostawić, a potem obrót. Krok w lewo, dostawić, krok w prawo, dostawić, obrót. Krok w lewo, dostawić, krok w prawo, dostawić, obrót. Trzy razy nam to ta pani pokazała, aż wywróciłam oczami, no bo to przecież trzeba być człowiekiem-idiotą żeby tego nie zajarzyć. Uwaga, tańczymy! Cała sala krok w lewo, dostawić, krok w prawo, dostawić, obrót. W moim świecie tymczasem – krok w lewo, dostawić, krok w prawo, jedna noga mi się potknęła o drugą, druga się gdzieś zgubiła i już chwilę później w sposób spektakularny, ale to absolutnie spektakularny, lądowałam na ziemi, co prawda bez telemarku, ale za to na własnej twarzy.

10

Na pewno teraz zastanawiacie się, o czym człowiek sobie myśli w tak dramatycznych momentach, kiedy to zgrzytają mu jego własne kości i właśnie odpada mu noga, i ja wiem, że wszyscy lubią myśleć, że wtedy to człowiekowi stają przed oczami wersy miłosne pisane ręką ukochanego mężczyzny na kartce wyrwanej z zeszytu i wewnętrznej stronie serca, brzmienie melodii przy której Ten Jedyny po raz pierwszy dotknął twojego ramienia aż do gęsiej skórki lub wspomnienie pierwszej stokrotki otrzymanej od dziecka, ale ja Wam powiem, że tak naprawdę to wtedy człowiek ma tylko jedną myśl w głowie i to jest to, że mój boże, dobrze, że akurat rano ogoliłam nogi, to nie będzie obciachu przed lekarzem.

Druga moja myśl była zaś taka, że przecież służba zdrowia w Irlandii jest tylko w połowie publiczna, więc żeby mnie broń boże nie ratowali, bo ja nie mam tyle biżuterii ani tylu nerek do sprzedania, żeby mnie było na to wszystko stać. Niemniej musicie wiedzieć, że po wielogodzinnych dyskusjach, analizach SWOT i obliczeniach ekonometrycznych w Excelu, ustaliliśmy z moim mężem, że spróbujemy uratować mi nogę. Generalnie to sprawa nie była taka oczywista, ale ostatecznie przeważył argument Wojtka, który słusznie zauważył, że jak będę mieć tylko jedną nogę, to mi się będzie ciężko żabką pływało, bo będę się tak w tej wodzie ciągle kręcić wokół własnej osi.

No to pojechaliśmy do szpitala. W tym miejscu zaznaczyć chciałam, że miły pierwszy pan lekarz, który mnie obejrzał, to nie skierował mnie na byle jaką izbę przyjęć, ale do części szpitala, która nazywała się – uwaga, trzymajcie się krzeseł – sport injury clinic. To może ja powtórzę: SPORT injury clinic. Tak jest, mam SPORT injury!!!!!!!!!!!!!! Tym samym, jak już do tej sport injury clinic dotarłam, to bardzo mocno się starałam z nikim nie rozmawiać, aby uniknąć sytuacji, w której jakiś miły pan mi opowiada, że on to jest na przykład ultramaratończykiem i jest tutaj, bo właśnie przestawił sobie kręgosłup, gdy biegł setny kilometr tego dnia, a trzysetny tego tygodnia, a ja mu opowiadam, że no cóż, ja zaś, proszę pana, to byłam na lekcji tańca. Więc siedziałam tam i totalnie starałam się wyglądać tak, jak gdybym bywała tam co tydzień, ja całą sobą wyrażałam tę myśl, że spoko, to tylko jeden z wielu moich urazów, już wszystko okej, tylko szkoda mi tych kilku palców, co to zostały w tamtej szczelinie skalnej w drodze na Mount Blanc, kiedy to starałam się wydostać spod kamiennej lawiny, a jednocześnie wyrywałam swoją drugą nogę ze szczęk śnieżnego leoparda.

Na początku bardzo miła pani w recepcji kazała mi wypełnić dużo formularzy i generalnie to szło mi świetnie i wypełniałam je dobrze, przynajmniej dopóki nie zaczęłam wypełniać ich źle, czyli mniej więcej do drugiego pytania. Więc ja idę do tej miłej pani i pytam ją, czy mogę dostać nowy formularz, bo w tym starym zrobiłam błąd, a pani mówi, że oczywiście i jeszcze, żebym jej dała ten zły formularz, to ona go sobie wyrzuci do kosza, a ja bardzo jej nie chciałam dawać tego starego formularza, więc jej mówię, że nie, nie, ja go sama wyrzucę, a ona nalega, żebym jej go dała, więc ja daję, a ona patrzy, patrzy, jeszcze raz patrzy, a potem pyta mnie, czy ona dobrze widzi, że zrobiłam błąd w pierwszym pytaniu, które brzmiało: imię i nazwisko?

No dobra tam, niech pierwszy rzuci kamień, komu się to kiedyś nie przydarzyło. Mnie się w sumie ciągle przydarza, a to dlatego, że jako, że wyszłam za mąż zaledwie rok temu, to jeszcze nie udało mi się wymienić ani jednego dokumentu na moje nowe nazwisko, i tak to właśnie tłumaczę tej pani, a pani mi na to mówi, że to wszystko w sumie nie ma żadnego znaczenia, bo mój dowód osobisty i tak od miesiąca jest już nieważny, a ja wtedy sobie myślę, że tak właściwie, to jak już stąd wyjdę, to może się skuszę i zapiszę w końcu do jakiejś szkoły, w której uczą, jak być dorosłym.

giphy

Chwilowo jednak nie mam na to czasu, bo zabierają mnie do innej sali i każą mi się położyć, czyli w końcu zadanie na miarę moich możliwości, w końcu coś, co opanowałam do perfekcji. No dobra. Leżę sobie, czekam i nagle orientuję się, że to nie, że ja sobie tak byle jak leżę, ja leżę na absolutnie najwygodniejszej poduszce na ziemi. Ach, przypominam sobie – ja to już przerabiałam, ja się już kiedyś jarałam poduszkami irlandzkiej służby zdrowia, dokładniej rzec ujmując, to na ostatniej cytologii, ale wtedy taka byłam zaaferowana brakiem majtek, że jakoś zapomniałam się tym zająć, a teraz mam majtki i przy okazji chwilę czasu, to postanowiłam rozwikłać tę zagadkę, tak to sobie wymyśliłam, że ja się tej poduszce bliżej przyjrzę, zdejmę poszewkę, metki poszukam, sprawdzę co to za firma, a następnie kupię sobie w internecie miliard takich poduszek, bo one są najwygodniejsze na świecie i każdy człowiek zasługuje w życiu na taką poduszkę. No to sprawdzam – biorę poduszkę, zdejmuję poszewkę, szukam metki, a wtedy wchodzi miły lekarz i on mnie widzi, z tą poszewką, z tą poduszką i nic nie mówi, nic nie skomentował, nawet mu powieka nie drgnęła, tylko powiedział, że on przyszedł mi jeszcze zadać parę pytań i na przykład pyta, czy jak ja upadałam, to czy przypadkiem przy tym upadku nie uderzyłam się w głowę, a ja mu na to mówię, że nie, nie, że ja się tak zachowuję na co dzień.

I potem jeszcze tak mnie zagaduje o różne rzeczy, i na przykład pyta, czym ja się w życiu zajmuję, a ja myślę sobie, że po tym, co oni wszyscy tutaj zobaczyli, tych lekcjach tańca, błędu we własnym nazwisku i wiwisekcji poduszek, to ja może im się nie będę przyznawać, że ja zawodowo uczę ich rodzone dzieci, ale generalnie bardzo jest sympatycznie i nawet przez chwilę myślałam, że się z tym miłym lekarzem zaprzyjaźnimy, ale to było zanim zobaczyłam na korytarzu panią, która rozwozi obiady i bardzo się zainteresowałam, w sposób widoczny się zainteresowałam, a ten miły pan doktor mi powiedział, że skoro nie spędzam nocy w szpitalu, to nie przysługuje mi obiad, NIE PRZYSŁUGUJE MI OBIAD, mój boże, człowieku, czy ciebie na studiach nie uczyli empatii?!?!?!?!?! Równie dobrze mógłby mi nerkę przeszczepić bez znieczulenia, a to by mnie mniej bolało, niż to jedno zdanie.

A potem było jeszcze gorzej, bo przyszła pielęgniarka i powiedziała, że zrobi mi zastrzyk, a ja ją spytałam, że co mi zrobi, a ona powiedziała, że zastrzyk, a ja powiedziałam, że to zależy czym ona chce mi ten zastrzyk zrobić, bo jeśli na przykład pluszem i dobrym słowem, to ja bardzo chętnie, bo ja leki to przyjmuje tylko w taki sposób, ewentualnie w formie małych puchatych zwierzątek.

giphy (1)

To może ja powtórzę: ta pielęgniarka to nie, że powiedziała, że wkłuje mi się teraz w gałkę oczną. Nie, że pobierze mi płyn mózgowo-rdzeniowy z kręgosłupa. Ona powiedziała, że zrobi mi zastrzyk i ja wtedy zareagowałam dokładnie tak, jak każdy rozsądny, dorosły człowiek reaguje na myśl o zastrzyku, to znaczy że się rozpłakałam. Bo musicie wiedzieć, że ja się strasznie się boję bólu, krwi i lekarzy, i właśnie dlatego z niecierpliwością oczekuję swojego pierwszego porodu.

Potem ten miły lekarz gdzieś sobie poszedł, nie wiem dokładnie gdzie, ale podejrzewam, że po moją koronę i szarfę z napisem DRAMA QUEEN 2016, a pani pielęgniarka powiedziała, że pojedziemy na prześwietlenie i to mnie bardzo ucieszyło, bo muszę Wam powiedzieć, że ja lubię wszelkie USG i prześwietlenia, bo to zawsze na końcu okazuje się to samo, to znaczy, że ja w środku jestem tak samo ładna, jak na zewnątrz. W każdym razie ta miła pani mnie gdzieś zabrała i zostawiła, i ja czekam na tym korytarzu, i czekam, i nagle przychodzi do mnie jakaś inna lekarka i ona mnie pyta, czy to ja czekam na USG ciąży, otóż proszę pani nie, ja po prostu jestem gruba.

Aha, w tym miejscu też na pewno zastanawiacie się, gdzie w tym czasie był mój mąż, otóż już tłumaczę: Wojtuś przez te wszystkie godziny dzielnie siedział w poczekalni i oglądał na telefonie pokaz slajdów jednego pana, który to pan sfotografował od początku do końca proces robienia kiełbasy w swoim własnym domu.

No i zrobili mi te wszystkie zdjęcia, ale powiem Wam, że trochę rozczarowanie, bo nowego profilowego na fejsa to nie chcieli mi strzelić. A potem wrócił syn marnotrawny, to znaczy ten miły lekarz, co chyba przemyślał sobie wszystko i jednak postanowił na powrót się ze mną zaprzyjaźnić, bo on wraca i mi mówi, że przez kolejne 6 tygodni mam unikać wysiłku fizycznego. 6 lat – negocjuję na to, a on mówi, że 6 tygodni, a ja proponuję, że może w takim razie 4 lata, a on mówi, że jak ja nie chcę, to ja przecież w ogóle nie muszę uprawiać sportu, a ja mówię, że niby tak, ale ja bym jednak chciała mieć to na piśmie, tak żebym mogła pokazywać rodzinie, znajomym i ludziom w cukierni, gdy patrzą z pogardą na mnie i na moje 15 gałek lodów.

No i to w sumie koniec mojej historii, i powiem Wam, że tak z perspektywy czasu, to ja teraz totalnie rozumiem o co chodzi ludziom, którzy tak się jarają sportem. Gdybym ja to wszystko wiedziała wcześniej, to już dawno bym kupiła ten karnet do szkoły tańca. Albowiem dostałam następujące zalecenia na kilka przyszłych tygodni życia: żeby dużo leżeć, unikać wysiłku fizycznego, już na pewno sportu, i generalnie to się nie ruszać. Czyli w sumie wszystko tak, jak w moim dotychczasowym życiu, tylko lepiej, bo jeszcze na dodatek nie muszę chodzić do roboty.

***

zdjęcie Zbysia Wodeckiego stąd