Mąż mój jest mężczyzną wielu zalet, z czego jedną jest to, że posiada przezabawną żonę, a drugą to, że jest tak słodki, że nie mam żadnych wątpliwości, że genesis Wojtka przebiegało tak, że wycięto go z tabliczki czekolady a potem jeszcze obtoczono w cukrze. Chłopiec to grzeczny, miły, acz z politechniki.

giphy W życiu Wojtuś ceni sobie równowagę i prostotę, z tym że tę prostotę to w sposób całkiem dosłowny, to jest geometryczny, co oznacza mniej więcej tyle, że długość każdego filmu oglądanego w naszym domu liczy się następującym wzorem: długość filmu + cztery godziny ustawiania projektora w taki sposób, by wszystkie krawędzie ekranu były idealnie równoległe do odpowiedniej krawędzi ściany, a wszystkie marginesy jednakowe i nieprzekraczające pięciu centymetrów. W praktyce wygląda to tak, że jak ostatnio Wojtek zaczął ustawiać projektor, gdy chcieliśmy obejrzeć program kulinarny o tym, jak przygotować karpia na Wigilię, to gdy skończył ustawiać, to już była Wielkanoc.

Oczywiście człowiek taki jak ja, który żyje na krawędzi i to niekoniecznie prostej krawędzi, to mógłby pomyśleć, że taki umysł mojego męża łatwo jest oszukać, i ja też tak myślałam tej dramatycznej nocy, kiedy to pościel przez przypadek przesunęłam w taki sposób, że paski z kołdry wcale nie układały się wzdłuż Wojtka, tak jak nakazuje porządek wszechrzeczy, ale przecinały go w poprzek, i Wojtek do dziś twierdzi, że to było najgorsza noc w jego życiu, żaden człowiek nie zasługuje na takie traktowanie, kiedy to paski w poprzek sprawiają, że czuje się jak jarzyna siekana na sałatkę, a jeszcze na dodatek guziki go straszą.

giphy (9)

Co jeszcze się w życiu Wojtka liczy, oprócz równych krawędzi ulicy? Precyzja. Pochylmy się na chwilę nad losem tych bohaterów, którzy nigdy nie usłyszeli zakończenia historii opowiadanych przez mojego męża, bo po drodze umarli ze starości. Historie należy opowiadać dokładnie, precyzyjnie, a im więcej po drodze szczegółów można wymienić, tym lepiej. Wymienianie w jakiś dziwny sposób uspokaja umysł mojego męża. Na przykład ostatnio byliśmy w kinie i Wojtek opowiadał mi, w którym rzędzie nie mógłby siedzieć. Opowiadał tak:

“W rzędzie A mógłbym siedzieć, w rzędzie B mógłbym siedzieć, w rzędzie C mógłbym siedzieć, w rzędzie D mógłbym siedzieć… (tu pominę część tej historii, bo liczę, że załapaliście algorytm) …w rzędzie J mógłbym siedzieć – kontynuuje Wojtek – …w rzędzie K mógłbym siedzieć, o! I w rzędzie L już nie mógłbym siedzieć”.

Oczywiście niektórzy to mogliby pomyśleć, że istniał jakiś prostszy sposób na przekazanie mi tej informacji, ale to jacyś hipisi, anarchiści logicznego porządku wszechrzeczy. A zawsze, gdy Wojtek mi tak wymienia wszystkie elementy świata, to ja go jakby kocham bardziej, bo jawi mi się jako takie bezbronne pisklę w okrutnym świecie nieposkromionych pościelowych guzików i krzywych krawędzi. A musicie wiedzieć, że podstępne gwoździe chaosu i ostre okruchy dezorganizacji czają się na chodnikach rzeczywistości na każdym wojtkowym kroku. Na przykład ostatnio w postaci irlandzkiego spisu powszechnego.

Irlandzki cenzus ma tak jasno i logicznie skonstruowane pytania, że już w połowie człowiek ma ochotę honorowo zrzec się wszystkich swoich tytułów naukowych i zapisać się na jakieś zajęcia bardziej odpowiadające jego umiejętnościom intelektualnym, na przykład na takie prowadzone w łódzkim ZOO, gdzie razem z szympansem Tadeuszem nauczy się wrzucać jabłka do wiadra i robić gryzak z patyka i kawałka sznurka. Jako człowiek, który uczy metodologii badań ankietowych, osobiście pomyliłam się tylko pięć razy, choć raz to raczej z własnej winy, bo jak nam kazali wpisać ile osób mieszka u nas w mieszkaniu to pochojrakowałam i postanowiłam policzyć w pamięci, i w ten właśnie sposób jak dodałam jednego Wojtka i jedną Janinę, to mi wyszło trzy.

giphy (8)

Serio, dobrze, że nie zarabiam na życie liczeniem, bo inaczej mogłoby być słabo.

Więc mój logiczny i precyzyjny mąż wypełnia cenzus i cierpi. Cierpi, bo pytania kwestionariusza w ogóle nie spełniają standardów dokładności Wojtka, no bo jak go pytają, jak długo z reguły jedzie do pracy, to co znaczy “z reguły”, czy to znaczy, że wtedy jak są korki, czy jak nie ma korków, czy ma policzyć średnią z całego miesiąca, czy medianę, a co jeśli w ostatnim miesiącu przez trzy dni nie był w pracy, a raz pojechał później, bo nabrał ochotę na pączka i zajechał na stację benzynową po pączka, ale w końcu go nie kupił, bo akurat nie było pączków, były tylko te takie ciasteczka z dżemem, ale to Wojtek nie przepada, bo ten dżem jakiś taki lewy, więc nie kupił, no więc czy to się liczy do „z reguły”, czy to też ma dodać, czy nie dodać, wliczyć dzień z pączkiem czy nie wliczyć, nic się tu nie układa w logiczną całość!!!!!!!!

No, i on tak właśnie rozmyśla i debatuje nad każdym pytaniem, i im bardziej on ten cenzus wypełnia, tym bardziej ja mam ochotę zmienić swój własny formularz, dokładniej rzecz ujmując to pytanie na temat stanu cywilnego. No ale dobrze, Wojtek już zmierza do końca i to w sam raz, bo ja już zaraz dostanę nieodwracalnego niedotlenienia mózgu od powstrzymywania się od komentarza, a wtedy mój mąż napotyka na kolejną chłostę od życia, „ale co oni mnie tu pytają jakimi językami mówię na co dzień – denerwuje się Wojtek – przecież mi tu nie starczy kratek na odpowiedź!”

Jak mu nie starczy kratek na odpowiedź, to iloma językami on mówi na co dzień? Polski, angielski, ludzi i aniołów?

– Noooo… – wymienia mi Wojtek – Python, Java, C++…

Cenzus taki nieprzystosowany do informatyków.