Żbiki spod ciemnej gwiazdy i inne dramaty

Jestem dziś rozdygotana jak meduza na karuzeli, albowiem przytrafiła mi się ostatnio wstrząsająca historia, to jest: napadł mnie żbik. No, serio. I ja wiem, że Wy sobie teraz myślicie, że to, że napadł mnie żbik jest najbardziej nieprawdopodobną częścią tej historii, ale nie, właściwie to było jeszcze gorzej, otóż: napadł mnie żbik, gdy poszłam biegać.

Cichy krzyk upuchaconego ciała

Pozdrawiam Was ze szpitalnego oddziału urazów sportowych, tak jest, URAZÓW SPORTOWYCH, czyli tego samego miłego miejsca, które kilka miesięcy temu ratowało mnie po mojej brawurowej lekcji tańca, w czasie której pani instruktorka zrobiła krok w lewo, krok w prawo i obrót, a ja zrobiłam krok w lewo, upadek na ryj i całe życie przed oczami.

Strona 1 z 212