W poszukiwaniu straconego mózgu

Generalnie to ja jestem człowiekiem dość znerwicowanym i na zapas, co oznacza mniej więcej tyle, że jak na przykład ostatnio pisałam egzamin ze statystycznej analizy przeżyć, to przezornie wzięłam ze sobą pięć kalkulatorów, wiecie, na wypadek gdyby dwa się zepsuły, jeden rozładował, a w kolejnym wpadł orzeszek pod klawisz z numerem cztery, i go zaciął.

Życie jak od linijki i hipis danych osobowych

Generalnie to my jesteśmy z Wojtkiem uporządkowani jak czekoladki w bombonierce, czyli życie jak od linijki, codzienne cele wyznaczane metodą SMART, a co kwartał zwołujemy konsylium rodzinne, na którym wypełniamy arkusze oceny współmałżonka, wymieniamy się pomysłami na automatyzację zadań, a także wprowadzamy zmiany do swojego rocznego planu rozwoju osobistego, ewentualnie po raz kolejny przeszukujemy internet […]...

Krótka historia o szczęściu

Mój pies był najlepszym mi trenerem od szczęścia. Tyle było radości w takim jednym psie, tyle logiki ile łat na futrze; jeżeli coś swędzi – trzeba się podrapać, ze spaceru się wraca, lecz będzie następny, gdy coś denerwuje trzeba to obszczekać i nie da się ukryć machania ogonem. Czasem siadywałam na tarasie, pies przychodził.

Strona 1 z 212