Gubałówka asertywności, czyli do czego przydaje się żona

Moja najwspanialsza z życiowych pralinek, w osobie mojego męża, osiągnęła ostatnio nieznany mi dotąd poziom asertywności. Jeśli przeciętny człowiek znajduje się wraz ze swoją asertywnością gdzieś na poziomie Bytomia, czyli że 300 metrów nad poziomem morza i ewentualnie jakaś hałda, to Wojtek jest już gdzieś na wysokości Gubałówki i szykuje się do ataku na Rysy.

Gruszka z cellulitem i pogrom pingwinów

Jestem w robocie, gdy dzwoni do mnie mój mąż i tym samym natychmiast wiem, że stało się coś poważnego, bo Wojtek doskonale wie, że odbieranie telefonu, gdy jestem w pracy, jest szalenie skomplikowane, bo ja muszę wyjść z biura, żeby to zrobić, a to oznacza pokonanie piechotą jakiegoś zawrotnego dystansu 30 metrów i to niby […]...

Strona 3 z 712345