Polędwica sopocka małżeństwa i człowiek-rozgwiazda

Uważam, że w małżeństwie najważniejsze jest to, by być mięsem w głównym daniu swojego związku, a nie ziemniakiem, którego zawsze można zostawić. Jak ja. Ja w swoim małżeństwie jestem cielęciną z najlepszych okazów ras mlecznych, idealnie wysmażonym stekiem z polędwicy wołowej, schabowym panierowanym we francuskiej bagietce suszonej na alpejskim słońcu.

Zastawa stołowa, logika kobieca

Generalnie rzecz ujmując, to kłócę się z Wojtkiem rzadko, bo kłócenie się z Wojtkiem jest czynnością szalenie skomplikowaną, albowiem mąż mój jest mężczyzną o tak uroczej fizjonomii, że bardzo trudno się na niego złościć, osobiście uważam, że jest taki słodki, że jest kwestią czasu, kiedy producenci zabawek zaczną szyć pluszaki na jego wzór.

W zdrowiu i w chorobie, czyli człowiek-krokiet

Wojtek jest znowu chory, co jest dla mnie ostatecznym dowodem na to, że życie nie jest sprawiedliwe – niektórym to pluszem wykłada ziemię po której stąpają, miodem dosładza gorzką pigułkę codziennych dni, z czułością nosi ich po świecie tak dobrym i czystym, że słychać w nim tylko śpiew ptaków, śmiech dziecka i gdzieś tam daleko […]...

Krótki kurs zarządzania małżeństwem

Przychodzi do mnie Wojtek, mąż mój jedyny, promyk słońca moich chmurnych dni, kruszonka mojej drożdżówki i zmiękczacz moich tkanin, rękę swoją wyciąga, wskazuje na coś na swojej skórze i tonem oskarżycielskim informuje mnie: – SINIAK. Po czym, na wypadek gdyby umknąć mi miała powaga tej sytuacji, dodaje: – BOLI.

O człowieku uczulonym na pasztet

Rzeczy, które robimy rutynowo, bez chwili namysłu, to nawyki, tak właśnie mówię moim studentom. Opowiadam im, że już wkrótce dojdą do takiej wprawy, taki sobie nawyk wyrobią, że na sam widok zmiennych danego rodzaju będą wiedzieć, jaki przeprowadzić test statystyczny.

Strona 5 z 734567