Trudna miłość do okapi i irlandzka służba zdrowia

Kontynuuję swoje przygody w świątyni najwygodniejszych poduszek na świecie, to jest w irlandzkiej służbie zdrowia, i to było tak, że w kwietniu zeszłego roku okazało się, że umrę. To znaczy ja na początku to nie miałam pojęcia, że umrę, tak sobie poszłam do lekarza od czapy, bo ostatnio jak tam byłam, to zemdlałam przy pobieraniu krwi i wtedy dostałam czekoladę za darmoszkę, więc chciałam sprawdzić, czy to przypadkiem nie jest jakaś zorganizowana akcja. Znaczy nie żebym narzekała, czekolada zawsze spoko, ale tym razem liczyłam jednak na coś bardziej wyrafinowanego typu: ptyś, rurka z kremem, sernik królewski.


No ale coś poszło nie tak, bo potem u tego lekarza okazało się, że umrę i on dał mi skierowanie do szpitala. Z tym, że nie ma co wpadać w histerię i pleść mi fok z chryzantem ze zniczami w płetwach, albowiem w tym kraju i w tym przypadku skierowanie do szpitala oznacza tyle, co wizyta u specjalisty. W każdym razie tam na tym skierowaniu było napisane, że URGENT i trzy wykrzykniki, więc jak ja się z nim pojawiłam na izbie przyjęć, to pani pielęgniarka zrobiła to, co każdy by zrobił w obliczu słowa URGENT i trzech wykrzykników, to jest powiedziała, żebym poszła do domu, a oni sprawdzą, kiedy mają wolny termin żeby mnie przyjąć, a następnie poinformują mnie o tym listownie.

A wtedy ja spytałam tę miłą panią, czy to naprawdę konieczne, by wysyłać ten list, no bo skoro ja i tak już tutaj jestem, to może ona mogłaby w tej chwili sprawdzić ten termin i mi go podać, a ja jej wtedy od razu powiem, czy mam wolne, czy też akurat nie, a ona powiedziała, że nie, nie, nie, w tym kraju to tak nie działa, ja muszę iść do domu i poczekać na list, a jak już dostanę ten pierwszy list i termin mi nie będzie pasował, to ja wtedy zadzwonię do nich i oni mi wyślą list z drugim terminem, i ona to wszystko mówiła z takim przekonaniem, że słuchajcie, prawie dałam się nabrać, że to ma jakikolwiek sens.

No i słuchajcie, przyszedł list, szybciutko przyszedł, bo już w okolicy końca kwietnia i okazało się, że ten termin, w którym ja mam się zjawić, to ja akurat mam wolny, co trochę wynikało z tego, że to był termin na 25 października.

Boże mój, strach pomyśleć, co by było, gdybym na tym skierowaniu miała tylko jeden wykrzyknik!

No dobrze, no i ja tak sobie czekałam, a w okolicach sierpnia przyszedł do mnie kolejny list, że jednak przepraszają, ale ta wizyta w październiku to się nie odbędzie, zapraszają mnie na grudzień, a w grudniu okazało się, że jednak nie bardzo wiedzą, co ze mną zrobić, bo to trzeba zrobić USG, a w tym kraju jest to na tyle zaawansowane badanie, że się je wykonuje pomiędzy lotami w kosmos a klonowaniem owiec, i w związku z tym dostałam termin na luty.

No i nadszedł luty, idę! Szalenie byłam podekscytowana, wszak minęło ledwie dziesięć miesięcy od czasu, gdy dostałam skierowanie z napisem URGENT i trzema wykrzyknikami, a poza tym ja bardzo lubię badanie USG, bo to się zawsze potem okazuje, że w środku jestem tak samo ładna jak na zewnątrz.

No i ja słuchajcie, ja idę, a tam od razu trafia mi się chłosta od życia, albowiem trafił mi się lekarz… z wąsami. Nie, serio, świat to nie zna takich przypadków, żeby dobry lekarz miał wąsy. Czy Derek Shepard z „Chirurgów” miał wąsy? Czy doktor Burski miał wąsy? No otóż to. I Ojciec Mateusz też nie ma wąsów, a z niego to taki lekarz duszy.

A wiecie co jest najgorsze u lekarzy? Że człowiek nigdy nie wie, co jest elementem wywiadu, a co taką pogadanką-zagadanką i to trzeba się cały czas pilnować, żeby nie zachowywać się jak zwierzę. A totalnie najgorszej to jest u psychiatry, bo to człowiek cały jest szczęśliwy, że w końcu ktoś się zainteresował jego dziką fascynacją ludźmi przypominającymi okapi, i dopiero w połowie tej historii orientuje się, że to może być pułapka.

To znaczy nie wiem, koleżanka mi opowiadała.

No ale dobra, jak mnie życie postanowiło wychłostać lekarzem z wąsami, to przyszło mi to zaakceptować z pokorą, co przyszło mi trochę łatwiej, biorąc pod uwagę, że właśnie mijał dziesiąty miesiąc od czasu skierowania i jeszcze czwarta godzina w poczekalni, no i ten miły pan doktor to na początek mówi, że musi mi zadać parę pytań, a ja mówię, że bardzo proszę, zapraszam, nie mam nic do ukrycia i jeszcze chciałam zapewnić, że do okapi mam stosunek całkowicie obojętny, jak mijam na ulicy, to nawet się nie oglądam. A on mówi, że no dobra, w takim razie ma do mnie pierwsze pytanie…

…czy zgadzam się być dawcą organów po śmierci?

Proszę pana, no spoko, bierzcie co chcecie. Ale może jednak trochę wiary we własne możliwości.