Wesoła biała wyspa i kataklizm pogodowy

Jestem sobie w robocie, choć wcale nie muszę być dzisiaj w robocie, albowiem wczoraj w Irlandii spadł śnieg, skutkiem czego natychmiast wykupiono ze sklepów wszelki chleb, puszkowaną żywność, a także race ratunkowe, na wypadek gdyby nasz irlandzki kolega Paddy McNamara miał przypadkiem wpaść w dziesięciocentymetrową zaspę pod domem i już nigdy się nie odnaleźć.

Tymczasem w irlandzkich sklepach…


Teraz na pewno zastanawiacie się, dlaczego właściwie przyszłam dziś do roboty, mimo tego, że uczelnię zamknięto i już do końca tygodnia mogłabym czule kultywować swój żywot eskimosa w swoim domowym iglo. Otóż już tłumaczę: to wszystko przez work-life balance.

Albowiem ja wymyśliłam sobie ostatnio, jak jakiś dorosły i odpowiedzialny człowiek, że wprowadzę sobie taką zasadę, że przestanę odbierać maile służbowe po godzinach pracy i ten pomysł, jak wszystkie pomysły w moim życiu, był absolutnie genialny, choć akurat dzisiaj myślałam o nim jakby trochę mniej ciepło (he he), kiedy to dotarłam do roboty tylko po to, żeby odebrać maila służbowego o tym, że wcale nie muszę tam być.

No więc jestem. Siedzę. Czekam na medal. W biurze tylko Polacy, Rosjanie i kolega z Finlandii, który przyszedł w swetrze.