Jestem na lotnisku. Jeśli zastanawiacie się, co ja znów robię na lotnisku, to odpowiadam: nienawidzę swojego życia. Bo trzeba Wam wiedzieć, że nawet tak rozkosznie ciepła i sympatyczna osoba jak ja, czasem traci cierpliwość, a najczęściej to ją traci w okresie wakacyjnym na lotnisku, kiedy to nigdy nie wiadomo, który baran z kolejki przed tobą leci pierwszy raz w życiu samolotem i zaraz będzie zaskoczony, że nie wolno mu mieć siekiery w kieszeni, a który leci po raz sto trzydziesty w życiu samolotem, ale za każdym razem jest tak samo zaskoczony, że nie wolno mu mieć siekiery w kieszeni. Gdzie jest moje miejsce w tym całym radosnym zgiełku? Odpowiadam: tuż za panem z saszetką turystyczną na szyi.

OK, błąd był mój. Mój bystry, analityczny umysł mógł się domyślić, że nie staje się w kolejce za 20latkiem z saszetką turystyczną na szyi. To był błąd amatora. Jeśli jakiś 20latek ma saszetkę turystyczną na szyi, to oznacza, że najpewniej otrzymał ją od swojego ojca, dumnego, że oto już druga osoba z rodziny wyjeżdża za granicę, zaraz po wujku Staszku, który przebijał się na Czechosłowację w 1970-tym. A gdy ojciec pakował saszetkę, to matka najpewniej w tym czasie pakowała mu prowiant i gwizdek bezpieczeństwa. Nie czekałam długo, już chwilę później pani sekjurity wyjmuje z plecaka delikwenta nożyczki i mówi panu, że musi je wyrzucić, a pan mówi, że nie można ich wyrzucić, pan mówi po polsku, ale pani nie rozumie, mimo iż mówi do niej bardzo głośno. Ale… – tłumaczy Pan Saszetka desperacko – …czym ja będę metki obcinał?

– Głowę sobie obetnij – myślę sobie, ale ponieważ pamiętam jak mama mówiła, że przemoc nigdy nie jest rozwiązaniem, to postanawiam, że podejmę heroiczną próbę przeprowadzenia pana z saszetką turystyczną na szyi przez zasieki lorniskowego życia. Nożyczki wyrzucam, buty każę zdjąć, zupę w słoiku też trzeba wylać i już trzydzieści minut później pan przechodzi bezpiecznie przez bramki.

I gdy już myślałam, że na tym skończy się moje ratowanie świata na dziś, to wtedy podeszła do mnie pani, najpewniej zainteresowana moimi usługami Asystenta Polaka ds. Usług Lotniskowych, i machając mi przed nosem swoimi butami na styku dwóch kultur: polskiej i indiańskiej, to jest mokasynami wyszywanymi motywami ludowymi i ozdobionymi frywolnymi, indiańskimi frędzlami, spytała: proszę pani, a buty to ja mam zdjąć?

Proszę pani, koniecznie. I już nigdy więcej ich nie zakładać.

 

13e1f44f71ebd63bdb157dc5c0e3ef81