Generalnie rzecz ujmując, to kłócę się z Wojtkiem rzadko, bo kłócenie się z Wojtkiem jest czynnością szalenie skomplikowaną, albowiem mąż mój jest mężczyzną o tak uroczej fizjonomii, że bardzo trudno się na niego złościć, osobiście uważam, że jest taki słodki, że jest kwestią czasu, kiedy producenci zabawek zaczną szyć pluszaki na jego wzór. No ale czasem jednak się kłócimy, zawsze tylko z ważnych powodów, na przykład ostatnio – z powodu talerza.

giphy (2)

To chodziło o to, że ja zmywałam, a Wojtek chciał wziąć sobie talerz, a ja powiedziałam, żeby poczekał pięć minut, przecież to go nie zabije jak te pięć minut poczeka, a Wojtek powiedział, że dobrze i zaczął czekać, to znaczy robić dokładnie to, o co chwilę wcześniej go prosiłam, ale wtedy to ja już zmieniłam zdanie i jednak wymyśliłam sobie, że bardzo denerwuje mnie to, że on tak stoi i czeka, i jednak chcę żeby wziął ten talerz natychmiast, niech już weźmie sobie ten talerz, co on tak stoi jak ten kołek, na zbawienie czeka?!

Jeśli zastanawiacie się, czy często zdarzają mi się w życiu takie festiwale racjonalności, to oświadczam, że często i moja osobista teoria mówi, że to dlatego, że już tak mi się rozrósł ośrodek głodu w mózgu, że zaczął naciskać na ośrodek logiki. I chyba na ośrodek czynności motorycznych też, tak czuję ostatnio, że coś nogą powłóczę i w związku z tym postanowiłam przestać chodzić na siłownię. To znaczy jeszcze nie zaczęłam na nią chodzić, ale jak już zacznę, to przestanę.

Tak czy siak, krzyknęłam na Wojtka, a on posmutniał.

– Ty na mnie krzyczysz – oświadczył mi i jeszcze dodał, że to wcale nie jest miłe, a co gdyby on był kotem?! Gdybym ja był kotem – mówi Wojtek – i ja bym podszedł do swojej miseczki żeby zjeść kocie chrupki, i ty byś na mnie krzyknęła, i ja bym się tak okropnie przestraszył, ale tak okropnie bym się przestraszył!, i wciąż bardzo bym miał ochotę na te chrupki, ale już bym się nigdy nie zbliżył do swojej miseczki, ze strachu bym się nie zbliżył, chrupek bym nie zjadł, no bo bym się bał, bo krzyknęłaś. No, tak mi Wojtek opowiada, a ja mówię, że to wspaniała historia, ale po co on mi to wszystko opowiada, czy tu jest jakaś puenta w tej historii, jakiś morał, a on wzdycha nad moją niedomyślnością i tłumaczy mi:

– Morał jest taki, że jakbym był kotem, to właśnie bym zdechł.

avatar-4192017

I poszedł. Miałam nadzieję, że jednak nie zdychać. Poszedł, przemyślał i wrócił, uzbrojony w argument ostateczny:

– Poza tym jak będziesz na mnie krzyczeć, to ja odejdę, odejdę na zawsze, a przy rozwodzie zażądam połowy janinowych lajków.

Jezu. Czyli jednak, musi być na całe życie.