Jestem dziś rozdygotana jak meduza na karuzeli, albowiem przytrafiła mi się ostatnio wstrząsająca historia, to jest: napadł mnie żbik. No, serio. I ja wiem, że Wy sobie teraz myślicie, że to, że napadł mnie żbik jest najbardziej nieprawdopodobną częścią tej historii, ale nie, właściwie to było jeszcze gorzej, otóż: napadł mnie żbik, gdy poszłam biegać. Ja wiem, ja wiem, wszyscy w szoku, na czele z biurem obsługi klienta Endomondo, bo oni od rana do mnie wydzwaniają z pytaniem, czy mi się przypadkiem jakiś kojot nie włamał na konto, bo wszystkie ich statystyki wskazują na to, że zeszłam z kanapy (?!?!?!).

W każdym razie to było tak, że ja sobie wyszłam z domu w stroju sportowym, jak jakiś psychopata, i nawet miałam taki pomysł, by dojść do parku, a tam zamienić się w skoczną gazelę i gdzieś pobiec, i to był tak właściwie plan pozbawiony wad, oprócz tego, że po drodze przypomniałam sobie, że bieganie to jednak wysiłek, a tego to ja się staram unikać, no a potem to napadł mnie żbik. Choć powiem Wam, że cała ta sytuacja to nie do końca była moja wina, albowiem musicie wiedzieć, że ja natrafiłam na bardzo sprytny okaz żbika, to jest taki, co to obróżkę miał i cały był puchaty, i jeszcze dla niepoznaki mruczał, i generalnie to wszystko było w porządku, przynajmniej do czasu, aż nie rzucił mi się na twarz i jak on się tak na mnie rzucił, ta bestia taka, to ja zrobiłam to, co każdy by zrobił w mojej sytuacji, to jest zadzwoniłam po pomoc medyczną.

To znaczy do kolegi zadzwoniłam, który jest lekarzem, a przy okazji jeszcze kiedyś się przyjaźniliśmy, ale tutaj używam czasu przeszłego, bo od jakiegoś czasu coraz rzadziej odbiera ode mnie telefony i może być tak, że to trochę dlatego, że ja często dzwoniłam do niego z bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi typu: napaść żbika, a także dlatego, że ja totalnie jestem tym człowiekiem, który zapytany o to, jakie leki bierze, opowiada że małe, białe i podłużne, a potem idzie do apteki i prosi o mleko dla dzieci marki Debilon.

No ale tym razem odbiera i mówi, że cześć, Janina, co tam?, a ja mu mówię, że właśnie napadł mnie żbik, co robić?, a on mówi, że napadł mnie kto, co?, a ja mówię, że żbik, żbik mnie napadł, a on przez bardzo długi czas milczy, milczy, w końcu próbuje zrozumieć: ten Kapitan?

Tak, totalnie, napadł mnie Kapitan Żbik w samym środku miasta – mówię szalenie ironiczne, tak żeby zrozumiał, jak bardzo absurdalne jest to jego stwierdzenie, a potem tłumaczę, że nie, nie Kapitan Żbik mnie napadł, tylko że żbik, takie dzikie zwierzę z rodziny kotowatych, on mnie napadł i ja teraz mam ranę ciętą, i to w takim bardzo niebezpiecznym miejscu, bo bardzo blisko tętnicy, a on mnie wtedy pyta jakiej tętnicy, a mnie wszystkie lekcje biologii i odcinki “Chirurgów” stają przed oczami, no… to jest tętnica… to jest tętnica… rękowa.

TĘTNICA RĘKOWA.

A on mówi, że ok, to on już prawie wszystko rozumie, czyli że dzwonię do niego, bo napadł mnie żbik i przegryzł mi tętnicę rękową, a ja mówię, że tak, właśnie tak, i trochę już jestem zniecierpliwiona, więc jeszcze mówię, że ja może nie jestem specjalistką, ale mi się wydaje, że ten wywiad medyczny, który on ze mną przeprowadza, to nie jest jakichś najwyższych lotów, i że ja myślałam, że on jest po to, żeby pomagać ludziom, czy niby po co został tym lekarzem, a on mówi, że w tej chwili to on sam się nad tym bardzo mocno zastanawia. No a potem ja mówię, że my tu gadu gadu, a ja naprawdę myślę, że po tej napaści żbika to ja jestem w bardzo ciężkim stanie, ja to nawet apetyt straciłam!!!!!!, a on mówi, że Janina, to że zjadłaś dziś dwa obiady zamiast trzech, to jeszcze nie jest choroba.

No, zgadzam się. W sumie to już prawie stan agonalny.

A dalej to on mówi, że w sumie to ma jeszcze tylko jedno pytanie, to jest: czy to był napad rabunkowy? A ja pytam, że co, a on pyta, czy ten żbik to mi coś ukradł, a ja mówię, że tylko trochę godności osobistej i że ja generalnie myślę, że to było przestępstwo z nienawiści, a on mówi, że nie, Janina, jak cię napada żbik z okazji tego, że nienawidzisz sportu, to to się nie kwalifikuje jako przestępstwo z nienawiści.

🙁

A ja mówię, że ja bardzo przepraszam, ale skąd on to może wiedzieć, przecież on nie jest prawnikiem, a on mówi, że słusznie, więc może powinnam zadzwonić w tej chwili do tego naszego kolegi prawnika i spytać jaką klasyfikacją czynu jest napaść przez żbika, a ja mówię, że bardzo bym chciała, ale nie mogę, bo z jakiegoś powodu nasz kolega prawnik od jakiegoś czasu nie odbiera ode mnie telefonów, a on pyta, że dlaczego, czyżbym zgłaszała mu absurdalne problemy typu, że siłownia ukradła mi godność, a ja mówię, że no nie, to by było niepoważne, szanujmy swój czas, ja dzwoniłam wtedy, kiedy przytrafił mi się dramatyczny wypadek podczas ostatniego biegania. To znaczy wtedy, gdy jeż podstawił mi nogę i ja do dziś jestem przekonana, że to była próba zabójstwa.