Nie mam problemu z tym, że moi studenci się czasem ze mną nie zgadzają. Biorąc pod uwagę, jak często nie zgadzają się z podstawowymi prawami matematyki, to wiem, że zawsze mogło być gorzej. Nie przeszkadza mi, gdy mają inne opinie, nawet radykalnie odmienne, tak długo jak potrafimy o tym rozmawiać jak porządne labradory, to jest jeden szczeka, drugi odszczekuje, a potem machają ogonem i idą coś zjeść. Odwrotnością tego procesu jest dyskutowanie jak ludzie, to znaczy jeden coś mówi, drugi mówi, że ten chyba na głowę upadł w dzieciństwie, tamten mówi, że chyba twoja stara, a później zaczynają się okładać patykami, a chwilę później już są na komendzie i tłumaczą panu policjantowi, że no dobrze, trochę ich poniosło, ale niech ten pajac już przestanie opowiadać o tym awokado, bo ten owoc w supermarkecie z całą pewnością był cukinią.

W każdym razie moi studenci mogą się ze mną nie zgadzać i głośno mówić, co myślą, tak długo jak sposób tego, co mówią jest okej, to jest nikomu nie robią przykrości, i na takie rzeczy, to ja jestem przeczulona, ja jestem jak taki krokodyl, że on sobie płynie, płynie w tej rzece studenckich dyskusji i jak coś mnie zaniepokoi, to ja tak pyk pyk, nad wodę, wynurzam się ostrożnie, a w głowie to mi gra taka syrena alarmowa, io io io, halo, Janinolicja, proszę wkroczyć do akcji!

No i na przykład dzisiaj: siedzimy przed zajęciami, moje irlandzkie intelektualne gąbeczki-gołąbeczki sobie o czymś dyskutują, chyba o nadchodzącej imprezie, bo liczą gości i osoby towarzyszące, i ja nagle słyszę, że jeden z nich mówi, że no dobra, ale tamten to chyba przyjdzie z chłopakiem, bo przecież na bank jest gejem i ja wtedy tak ciach, jak ten krokodyl, io io io, Janinolicja już jedzie!!!!

16251492_1790381354544499_350164839_o (1)

W odpowiedzi na wpis nasza czytelniczka Weronika podesłała mi wspaniałą interpretację Janinolicji w akcji ♥ ♥ ♥

I widzicie, ja książkę odkładam, przyjmuję pozycję otwartą, cała jestem gotowa rozsiewać złoty pył swojego pedagogicznego geniuszu, Jack – mówię delikatnie, a potem powtarzam jeszcze raz tonem spokojnym, kręcąc przy tym z dezaprobatą głową: Jack, Jack, Jack. I zaczynam – że przecież nie można wnioskować na temat czyjejś orientacji na podstawie wyglądu czy zachowania, uważać, że ten to na pewno jest gejem, bo taką ma fryzurę, albo że tak się ubiera, Jack, Jack, Jack, odrzućmy żeliwne kajdany stereotypowego myślenia, wyjdźmy z więzienia kognitywnych schematów, no bo skąd Ty to wiesz, Jack? Po włosach? Koszulce? Butach? Po czym, och, powiedz mi, Jack – tu kończę swoją pedagogiczną tyradę patetycznie głos zawieszając – po czym ty niby wiesz, że jest gejem?

A on mówi:

– Po tym chłopaku, z którym się całował na przerwie.

No dobra, to mogła być pewna wskazówka.