Krótki kurs obsługi klienta, czyli dlaczego nie należy kopać psów

Czasem zastanawiam się, czym zajmują się na co dzień ludzie, których życie nie jest jedną wielką przygodą. Znaczy umówmy się – ja sama tę swoją rzeczywistość na bieżąco prowokuję, na przykład poprzez chodzenie do różnych instytucji i proszenie ich o wykonanie rzeczy, do których zostały stworzone. Zaczęło się od tego, że nabrałam takiej fanaberii, by zacząć płacić za różne produkty. Wiem, wiem, pomysł szalony, ale ileż można chodzić do Żabki i prosić panią o batonika w zamian za dwie muszle i jo-jo.

No więc konto założyłam, kartę zamówiłam, a jak przyszła to ją nawet aktywowałam, no bo kto szalonemu zabroni. Następnie zaś poszłam zakupić rzeczy i tuż po tym jak wyładowałam przy kasie 30 kilogramów bananów to okazało się, że karta nie działa – zbliżeniowo nie działa, po włożeniu do terminala nie działa, czyli w sumie zupełnie jak ja na spotkaniach rady wydziału – ładnie wygląda, ale zupełnie nieprzydatna. Zmartwiłam się, no bo ileż można drałować przez pół sklepu by odłożyć 30 kilogramów bananów, ale niestety nie mogłam zadzwonić w sprawie tej niedziałającej karty na infolinię, albowiem okropnie boję się dzwonić do różnych instytucji, no bo mam dopiero 31 lat.

Dobra, to postanowiłam iść do placówki. Idę, podchodzę do pana, mówię dzień dobry i że nie działa mi karta, ale tak po prawdzie to nie jest to, co chciałam powiedzieć, najpierw to chciałam go spytać, czy przypadkiem kiedyś nie kopnęłam mu psa, bo generalnie tak właśnie na mnie patrzył. Dobra, pan stuka w te klawisze, stuka, strasznie długo stuka, więc nawet chciałam go pochwalić, że doskonałe mieli te szkolenia ze stukania w klawiaturę w celu imitowania załatwiania rzeczy, niemniej nie miałam na to czasu, no bo cały czas byłam zajęta zastanawianiem się, co to był za pies.

Dobra, pan skończył stukać i oznajmił mi, że wszystkie moje cztery karty są nieaktywne, a ja powiedziałam, że to bardzo ciekawe, a nawet rzekłabym niezwykłe, biorąc pod uwagę, że ja mam tylko jedną kartę, która według aplikacji jest aktywna, a on postukał, postukał i powiedział, że no dobra, może jednak nie mam czterech kart, czyli jednak: typ najpewniej na tym ekranie po prostu gra w pasjansa i następnie wymyśla, co tam widzi. Pan mówi, że karta działa, ja że nie działa, on że działa, ja że nie działa, a on mówi, że dobra, może jednak nie działa, ale w tej sprawie to mam zadzwonić na infolinię.

No dobra, jestem nieustraszona, dzwonię. W sensie z placówki dzwonię, bo tam jest taki telefon, który w sumie wygląda jak każdy inny, ale jest szalenie rozczarowujący, bo okazuje się, że łączy tylko z infolinią i pizzy to nie zamówisz. Odbiera jakiś pan i ja mu mówię w czym problem, a on mówi, że wszystko spoko, ale przez telefon to ja niczego nie załatwię, muszę iść do placówki, a ja na to mówię, że to się doskonale składa, bo ja właśnie jestem w placówce, a on mówi, że to w sam raz, to proszę podejść do konsultanta, a ja mówię, że ja przecież zaraz stanę w płomieniach i nie ma takiej opcji, w takim razie zapraszam, niech sobie porozmawiają ze sobą nawzajem i ustalą który z nich przegrał w papier-nożyce-kamień i musi dzisiaj wykonać jakąś pracę.

Więc ja pytam tego pana konsultanta, czy mógłby podejść do telefonu, a on mówi, że nie może, bo siedzi, czemu zresztą nie można odmówić logiki. Nie chciała góra do Mahometa to przyszedł Mahomet do góry, czy jakoś tak, z czego w tej sytuacji społecznej ja jestem Mahometem, a ten pan jest górą, w sumie całkiem dosłownie jest górą nad moją osobą, a wszystko przez tego psa, co to go nawet nie pamiętam.

No i teraz problem polegał na tym, że to był telefon stacjonarny, więc czaicie, ja ciągnę ten kabel przez połowę placówki, dociągnęłam. Rozmawiają. W sumie nie miałam pewności o czym, bo równie dobrze po prostu udzielali sobie wskazówek dotyczących tego pasjansa, nie no, serio, Karol, odrzuć tę damę kier. No nie dogadali się. Pan na infolinii mówi, że w placówce, pan w placówce mówi, że tego nie zrobi, no ale proszę pana, no to ja przecież nie jestem szalona, żeby kazać to panu zrobić natychmiast, ja przecież poczekam aż pan skończy partyjkę i jeszcze nawet jedną rundę sapera trzaśnie. I jeszcze mówię, że w takim razie to czy mogę prosić, by zapisał mi na kartce w jednej kolumnie rzeczy, które załatwia się na infolinii, a w drugiej te które załatwia się w placówce, to drugie nie powinno mu zająć dużo czasu, wszak ile może zająć wpisywanie „rujnowanie ludziom życia”.

Niemniej nie, tak zupełnie serio, bez szydery, ja uważam, że to bardzo miłe ze strony tego banku, że buduje te placówki tylko i wyłącznie po to, żeby jego pracownicy mogli pograć w pasjansa w cieple.

Wrócił do stukania. Stuka, stuka, w końcu wymyślił i mówi mi, że muszę zamówić nową kartę, a ja go proszę, by powtórzył jeszcze raz, powoli, czy ja serio mam zamówić nową kartę mimo iż ta nie ma nawet tygodnia, a on mówi, że tak właśnie i bardzo jest z siebie zadowolony, oto jego pies w końcu został pomszczony. A ja mówię, że no dobrze, to ja w takim razie chciałam złożyć wniosek o nową kartę, a on mówi, że w porządku, nie ma problemu

– To w tym celu – mówi – musi pani zadzwonić na infolinię.