Dlaczego badań społecznych nie należy zamawiać na TEMU?

Gdybym dostała ten raport od studenta pierwszego roku socjologii, to bym go spytała dlaczego postanowił spisać pracę dyplomową od szympansa Rafała z pobliskiego ZOO. 

Chodzi o raport “Polaków portret własny”, dzieło dr hab. Barbary Mróz-Gorgoń, prof. UEW, pełnomocniczki ds. marki Polski i zespołu Fundacji Marka Polska Think Tank. Ponoć kosztował 200000zł. Niestety nie dowiemy się z niego, jak promować Polskę w świecie, ale za to dowiemy się, czym na pewno  nie powinniśmy się chwalić i że umiejętnością robienia badań społecznych. 

Może i ten dokument był drogi, ale przynajmniej całkowicie nie ma sensu. Począwszy od metodologii, przez błędy merytoryczne i językowe, aż po wnioski liche niczym moja silna wola w tłusty czwartek. Ale może od początku, oto zapraszam na wernisaż: „Wszystko, co poszło mnie tak w tym raporcie i dlaczego jego autorzy powinni  w ramach pokuty już zawsze żyć w beczce i żywić się mchem”.

No i oddać nam 200 000zł, niech następnym razem serio napisze to szympans Rafał, on przynajmniej weźmie za to pół banana i patyk do gryzienia. 

O tym, jak się kończy chodzenie na wagary z wykładów o metdologii badań

Raport opiera się jedynie na badaniach jakościowych, czyli wywiadach i grupach fokusowych. [Odpowiednio przeprowadzone] badania jakościowe faktycznie pozwalają lepiej zrozumieć zachowania, motywacje, opinie respondentów lub kontekst zjawiska. Nie pozwalają jednak na generalizację wyników na całość populacji. Co w tym wypadku byłoby dość ważne, bo warto byłoby napisać strategię promocji Polski na podstawie reprezentatywnych opinii, a nie na podstawie zdania jednego Tomasza z Mokotowa, który akurat przechodził ulicą Wiejską, to go wzięli do panelu. 

Metody jakościowe pozwalają nam jedynie wysnuć wniosek:: „43 przebadane osoboby uważają XYZ”, ale niewiele o tym, co myśli reszta z nas.

Na taką generalizację pozwoliłyby [dobrze przeprowadzone] badania kwestionariuszowe na reprezentatywnej próbie dorosłych Polek i Polaków. Mamy takich paneli w Polsce mnóstwo, każdy może takowy wynająć i zadać takiej reprezentatywnej próbie pytania, na których nam zależy. To dałoby możliwość wyciągnięcia rzetelniejszych wniosków zebranych na podstawie większej i bardziej jakościowej próby. Którą następnie można by uzupełnić badaniami jakościowymi, by pogłębić i lepiej zrozumieć temat. 

Niesamowicie ciekawe jest, jak autorzy wyjaśniają, czemu poprzestali na słabej i małej próbie i badaniach jakościowych. Otóż twierdzą, że badanie ankietowe byłoby deklaratywne, oparte na subiektywnych opiniach uczestników. Nooooo… Dokładnie tak samo jak wywiady i grupy fokusowe, których użyto w tym raporcie. 

Jak to możliwe, że profesor nie umie pisać raportu badawczego?!

W dokumencie brakuje szeregu rzeczy, które znajdują się w absolutnie każdym raporcie badawczym lub artykule naukowym. Metodologia pisana jest na kolanie i brakuje wielu informacji koniecznych do oceny jakości badania: 

W jaki sposób dobrano próby, dokonano selekcji osób badanych? Jaki profil demograficzny mieli uczestnicy? Jak wyglądało narzędzie badawcze, wszystkie pytania które zadano? No i jeszcze: na jakie źródła powołują się autorzy?

I tu zapnijcie pasy, bo jeśli chodzi o przypisy, to to jest taka jazda bez trzymanki, że zaraz Wam wszystkie punkty IQ uszami wylecą. 

Przypisy

Przypisy to taki magiczny wynalazek, który pozwala czytelnikowi sprawdzić, skąd pochodzą dane, na które ktoś się powołuje, a tym samym łatwo dotrzeć do źródła i mieć pewność, że nikt nie zmyśla. Istnieją różne style cytowania, różnią się między sobą szczegółami, ale wszystkie muszą zawierać autora, rok wydania, miejsce wydania (miasto) i miejsce wydania (tytuł czasopisma lub książki), a w przypadku źródeł dostępnych w internecie również link do strony.

Na przykład:

J. Bąk, Ten raport próbował mnie zabić, „Czasopismo dla badaczy”, 2026, nr 12, s. 42-45. Dostęp on-line: www.tochybażart.com [dostęp 34.07.2026]

ŻADEN z przypisów w dokumencie nie jest napisany poprawnie. ŻADEN!!!

Widzimy tam przypisy: 

„e-Estonia Official (government) – dokumenty o cyfrowych usługach publicznych” 

„Danish Design Center – raporty nt. roli desginu w gospodarce“

(Jakie dokumenty i raporty? Kto jest ich autorem? Jaki mają tytuł? Gdzie je znaleźć?)

To trochę tak, jakbym ja napisała:

„Jesteś sterem, białym żołnierzem, nosisz spodnie i tańcz, la la la”, a w przypisie: „Beata Kozidrak, jakaś jej piosenka”

Czy wiecie, że w Polsce liczymy: 1, 2, 3, 138, 2013?

Przypisy numerowane są po kolei. To znaczy na świecie tak robią, ale tym to ewidentnie brak fantazji i polotu, albowiem w rzeczonym dokumencie okazuje się, że numeracja idzie tak: 1, 2 ,3, 41, 517, 6, 7, 8, 9, 105, 116,127, 138, 1712, 2013… Zobaczcie sami przykład:

Co więcej, niektóre przypisy są puste, więc to fajnie, że komuś się nie chciało nawet przeczytać tego raportu po tym, jak już go… e…. “napisało” to trochę nadużycie, powiem więc “zlepiło z wody z kałuży i garści kurzu”.

Język

Dobra tam, kto nie myślał, że po cyfrze 6 jest cyfra 1879, niech pierwszy rzuci kalkulatorem. Może czas przestać marudzić? Może autorzy tak bardzo skupili się na tym, by przejrzyście opisać swoje wnioski, że na resztę nie starczyło im czasu?

Chyba jednak nie, biorąc pod uwagę, że w losowych miejscach raportu znajdziemy niemające sensu wtrącenia po angielsku. Na przykład: 

„Tradycyjne badania ilościowe, surveys” 

albo 

„polskie produkty można pozycjonować jako sustainable”

albo

„głębokie zakorzenienie w historii sufferingu” (to moim zdaniem najpiękniejsze zdanie z całego raportu)

Takich kwiatków jest kilkadziesiąt.

Wnioski

Swoją ocenę jakości wniosków zawartych w tym raporcie przedstawię jak najdelikatniej potrafię. Otóż: 

CHYBA, KURWA, ŻART.

Badania jakościowe nie polegają na tym, że bierzemy sobie jeden cytat z człowieka i generalizujemy na sposób myślenia wszystkich Polaków. Jeden cytat z człowieka to dowód anegdotyczny, którego miejsce w badaniach społecznych…. No chciałabym powiedzieć, że nie ma żadnego miejsca w badaniach społecznych, ale to ewidentnie było prawdą do czasu, aż nie wynaleziono Polski.

Cały ten raport opiera się na wnioskach wynikających z pojedyńczych wypowiedzi. Na przykład: 

„Jeden z respondentów wspominał rozmowę z terapeutą koleżanki z Niemiec. Terapeuta nie mógł zrozumieć koncepcji „toksycznej matki”, ponieważ w kulturze niemieckiej kontakt z rodzicami ogranicza się do tylko kilku telefonów dziennie”. 

A z tego wysnuto wniosek: 

„To stanowi fundamentwalną różnicę w modelach więzi społecznych między Polską a Europą Zachodnią”

To trochę tak, jakbym ja usłyszała jak mój mąż mówi: „Mój irlandzki kolega widział wczoraj w ZOO okapi i nie wiedział, co to”, a ja na tej podstawie trzasnęła wniosek: „Irlandczycy mają zdecydowanie mniejszą wiedzą o zwierzętach parzystokopytnych, niż my”.

Czy to wszystkie błędy w tym raporcie?

Nie, choć pomniejsze metodologiczne błędy merytoryczne już Wam daruję, jak chociażby twierdzenie, że skala Likerta to metoda badawcza, czy liczenie procentów z grup kilkuosobowych. To drugie pozwoliło raczyć nas wnioskami “80% młodych ludzi to poliglocie”, które to 80% policzono z grupy pięcioosobowej. 

Wskazują one jednak na to, że ktokolwiek ten raport pisał, to podczas wykładów metodologii i prowadzenia badań ewidentnie był na wagarach i topił marzannę.

Jaki z tego wniosek?

Uważam, że ten raport jest próbą zamachu, częścią szerszego spisku, którego celem jest depopulacji wszystkich socjologów i statystyków w tym kraju, którzy po przeczytaniu tego arcydzieła bez wątplienia dostaną udaru. 

Jest również zamachem na IQ każdego czytającego, a dla wszystkich nas przypomnieniem, że prac dyplomowych nie warto zamawiać na TEMU. 

Przede wszystkim jednak: jest koszmarnym wstydem. Zwłaszcza, że został podpisany przez osobę ze stopniem naukowym, która powinna się znać na standardach prowadzenia badań naukowych i ich opisu.

Serio, wstyd.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *