Śmierć w oczach w drodze do Bytomia i pomiar walizek

Ten miły sprzedawca samochodów popełnił dokładnie ten sam błąd, który 15 lat temu popełnił pewien irlandzki uniwersytet, to jest: wziął mnie za osobę kompetentną, a potem już mu głupio było się wycofać. A jeśli chodzi o samochody, to w tym temacie zachodzi u mnie niezwykła zgodność pomiędzy umiejętnościami i zainteresowaniami, to jest: ich kompletny brak. Właściwie to trwa to tak długo, że tak jak restauracje wieszają sobie taki znak, że „best shrimps since 1980”, to ja powinnam mieć na czole taki znak „car idiot since 2005”.

W tym zakresie ratuje mnie tylko to, że uważam, że odpowiednio wysoki poziom desperacji już może zostać pomylony z motywacją, a tej pierwszej to ja mam naddatek, na przykład jak ostatnio byłam w TVNie, to spędziłam bardzo dużo czasu na przekonywaniu ich, że muszą mnie wziąć do takiego programu, w którym się robi prawo jazdy, bo to jest moja jedyna szansa na uzyskanie tego dokumentu, niemniej może być tak, że jednocześnie bardzo gorąco przekonywałam ich, że muszą mnie wziąć do „Afryki express”, więc nie wykluczam, że w ostatecznym rozrachunku nikt nie kumał, czemu chcę wziąć udział w programie TV o robieniu prawa jazdy w Afryce. 

No ale dobra, na razie to jestem z mężem i oglądamy auto. Pan sprzedawca wszystko pokazuje, drzwi otwiera, a następnie zachęca mnie, bym usiadła za kierownicą, a ja mówię, że „nie, dziękuję”, a on, że nalega, a jako, że istnieje jeszcze jeden kurs, na którym sobie radzę jeszcze gorzej niż na kursie prawo jazdy, tj. kurs asertywności, no to dobra, usiadłam. A on potem mówi, żebym uruchomiła ten samochód, a ja mówię, że nie chcę, a on mówi, że nalega, a ja mówię, że ja bardzo przepraszam, ale tu ledwie 40 kilometrów dalej jest zjazd na autostradę i ja nie zamierzam ryzykować, że ruszę i już nigdy się nie zatrzymam, i za chwilę się obudzę pędząc 35 kilometrów na godzinę po trasie do Bytomia, życie mi jeszcze miłe, a poza tym chcę być uczciwa wobec branży ubezpieczeń, której ostatnio zaznaczyłam w formularzu, że mój styl życia nie wiąże się z ponadprzeciętnym ryzykiem, takim jak: skakanie ze spadochronem, nurkowanie głębinowe czy – w przypadku tego pana – przyjście dziś do roboty. A on na to mówi, że jeszcze nie słyszał o takim przypadku, żeby ktoś uruchomił samochód i nie umiał go zatrzymać, a ja mu na to powiedziałam, że to za 5 minut usłyszy.

No ale nalegał, więc ja mówię, że no dobra, to jak to się robi, a on mówi, że trzeba nacisnąć przycisk i przytrzymać pedał hamulca, a ja wtedy powiedziałam: „a który to jest hamulec?”, no i słuchajcie, jak ja to powiedziałam, to pan jakby stracił nagle impet, ewentualnie całą chęć do życia, on zbladł gwałtownie i był gotowy rzucić się całym sobą, by ochronić ten przycisk własnym ciałem, ale było już za późno, bo ja mam dopiero 37 lat, wiec to nie można mi pokazywać jakiegoś przycisku i oczekiwać, że ja go nie wcisnę, więc wcisnęłam i samochód cały się zapalił, w sensie lampek i kontrolek, no i z dobrych wieści, to faktycznie nie ruszył w stronę Bytomia, a to dlatego, że akurat trzymałam pedał hamulca obiema stopami i lewą ręką, a ten sprzedawca chyba jeszcze dodatkowo swoją własną nogą. Wcisnęłam guzik po raz kolejny, samochód zgasł, jako i zgasł ten sprzedawca gdzieś w połowie konwersacji ze mną.

Wyszliśmy z samochodu i wtedy mój mąż z tym panem zaczęli wymieniać ze sobą wiele nieznanych mi słów, a ja wtedy nagle bardzo silnie poczułam, że mam ochotę być przydatna, więc powiedziałam, że jeśli o mnie chodzi, to najważniejsze jest dla mnie to, czy się do bagażnika tego samochodu zmieszczą dwie walizki, a pan powiedział, że się zmieszczą, na co ja powiedziałam, że chyba się nie zmieszczą, a on powiedział, że się zmieszczą, a ja powiedziałam – z taką pewnością, jakbym od 30 lat nic innego nie robiła, tylko mierzyła walizki – że chyba się nie zmieszczą, na co mój mąż powiedział, że jezuchryste, to nieistotne, bo on właśnie zdecydował, że do końca życia będzie się pakować do plecaka, a ja mówię, że no dobra, ale to niekoniecznie rozwiązuje problem, bo jaki duży będzie ten plecak, czy wielkości walizki?

Mój mąż sprawę postanowił przemyśleć z przodu samochodu, choć czy sprawę walizki, czy małżeństwa, to nie wiadomo. W każdym razie poszli rozmawiać dalej, a mnie już powoli zaczynało się nudzić, więc w mojej głowie to już się wyświetlał film z huśtającą się owcą, który oglądałam rano, i chyba moje ostatnie dwie synapsy też akurat poszły się huśtać, bo oto było tak, że w pewnym momencie kątem ucha usłyszałam, jak pan sprzedawca mówi: „a opony?”, na co mój mąż mówi, że „nie, nie, te już załatwimy we własnym zakresie”, na co ja powiedziałam, że nie chcę się kłócić, Kitku, ale jak na mój gust, to nie ma sensu kupować samochodu bez kół.

A POTEM ZROZUMIAŁAM.

No, zrozumiałam, ale było już za późno. I teraz słuchajcie, wy moglibyście pomyśleć, że bezmiar upokorzenia mnie pochłonął, ale to nie ze mną te numery, ja mam 37 lat doświadczenia w tej materii, ja kiedyś musiałam zadzwonić do klienta, że trochę się spóźnię, bo pomyliłam w drogerii pastę do zębów z klejem do protez i nie umiem się rozkleić. W tej trudnej chwili próby przypomniałam sobie więc słowa Winstona Churchilla, który rzekł kiedyś: „Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się”, więc ja postanowiłam udawać, że wszystko mam pod kontrolą, patrzę na tego sprzedawcę i mówię z ponadprzeciętną pewnością, tak by nie miał wątpliwości, że rozmawia z ekspertem i nie da się ze mną tej kwestii wynegocjować:

– Weźmiemy samochód z kołami – powiedziałam twardo –

…i taki na dwie walizki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *