Ze mnie to jest trochę taki człowiek-hiperbola. Ja kłócę się z mężem i mu krzyczę, że dwa dni temu pozmywałam cztery jego kubki, a jak mu to wypominam trzy minuty później, to tych kubków już nagle jest w tej historii osiem, a dziesięć minut później to już jezuchryste, ich było tyle, że ja nic innego nie robiłam od lutego 2016 tylko te kubki myłam. No generalnie to ostatnio jak się kłóciliśmy, to Wojtek w pewnej chwili wyjął telefon, coś policzył, a następnie oznajmił, że te jego przewinienia w moich historiach to totalnie mają przyrost kwadratowy.

Mój mąż zaś – labrador interakcji społecznych i wata cukrowa rzeczywistości – cechuje się nadzwyczajnym wręcz spokojem.

On ma taką zasadę, że po każdej krytyce mojej osoby następują natychmiast cztery komplementy, wiecie, żeby przypadkiem nie było mi zbyt smutno. On totalnie od siedmiu lat naszego związku wierzy, że wraz z nami mieszka pewien szop i to ten szop zawsze zjada ostatnie ciasteczko z talerza, i czasem jeszcze – gdy Wojtek na chwilę wyjdzie z pokoju – to kradnie mu frytki. I właściwie jest tylko jedna rzecz, co do której mój mąż jest surowy jak ryba w sushi i to jest, moi drodzy, obrona terytorialna jego połowy łóżka.

Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że to będzie tak, że pewnego dnia usłyszę pukanie do drzwi, puk puk, ja otwieram, a tam stoi jakiś obcy człowiek i ja mówię grzecznie, że dzień dobry, a on mówi, że jest geodetą, to jest jego kolega prawnik i oni przyszli oficjalnie ustalić gdzie przebiega linia podziału naszego łóżka, a także wręczyć mi sądowy zakaz wkraczania na połowę męża i teraz Wy możecie myśleć, że to żart, ale ja nie mam żadnych wątpliwości, że to się kiedyś wydarzy, i to wtedy w ogóle nie będzie śmieszne, bo ja jestem za ładna na więzienie, a poza tym to tam są racje żywnościowe (!!!) i jeszcze obowiązkowe spacery (!!!!). Tyle dobrego, że nie będę dzielić celi z tymi ludźmi, co to nie testują homoscedastyczności przed policzeniem modelu regresji, bo tacy psychopaci to chyba siedzą w więzieniach o zaostrzonym rygorze, no nie?

W każdym razie ostatnio ja tak sobie leżę, szykuję się do spania i tak sobie wymyśliłam, że akurat tego dnia mam ochotę spać sobie złożona jak krewetka, i co prawda ten styl wymagał drobnej ingerencji w mężowską stronę łóżka, ale wymyśliłam sobie, że skoro ja tak sobie będę wyglądać jak krewetka, a mój mąż przecież bardzo lubi krewetki i bardzo lubi mnie, to może łatwiej mu będzie przymknąć oko na tę ekspansję, i ja tak się układam, tak sobie krewetkuję, przychodzi mój mąż.

Przychodzi Wojtek i nie jest zadowolony, swoim inżynierskim okiem patrzy, w myślach ocenia odległości, mierzy, kalkuluje, i ja wiem, że jak on tak liczy, to ja mam ostatnią szansę na to, by wybronić się jakoś z tej swojej małżeńskiej niesubordynacji, z tej swojej stopy na jego połowie łóżka, „ale Wojtuś… – mówię cicho – przecież ja tu tak tylko nóżkę położę”.

– „Ja tu tak tylko nóżkę położę”!, „Ja tu tak tylko nóżkę położę”!!! – powtarza po mnie wzburzony –

…„Ja tu tak tylko nóżkę położę” to powiedzieli Niemcy w 39-tym.