Dzień jak co dzień w domu rodzinnym, czyli stoję w kuchni i uśmiecham się czule do otwartej lodówki, w której nie dość, że samo pojawia się jedzenie, to jeszcze jest za darmo.

dorotka

Dzwoni dzwonek do drzwi, Mama otwiera i słyszę, że rozmawia z jakimś panem.

– Ja pani dziś przywiozłem dwie dziewczyny – mówi jakiś pan – ale to tylko na usługę podstawową, proszę pani, nie ma czasu na więcej, bo przed świętami to tyle zamówień, wie pani, urwanie głowy
– Urwanie głowy – potwierdza Mama
– Urwanie głowy – potwierdza pierwsza pani
– Urwanie głowy – potwierdzam w myślach, a w rzeczywistości zajęta jestem pieczołowitym konstruowaniem tortu piętrowego z kanapek z kiełbasą
– Urwanie głowy – potwierdza druga pani i jeszcze pyta: – gdzie ja tu się mogę rozebrać?

Gdzie ta pani może się co? Nasłuchuję uważniej, a Mama mówi paniom, że w łazience mogą się rozebrać i panie idą do łazienki, a chwilę później pani krzyczy do Mamy z tej łazienki, pani Halinoooooo – krzyczy – ale nam się tu piany narobiło, ho ho, ale piany, czy pani lubi dużo piany czy jak jest mniej?

A Mama na to mówi, że ona lubi dużo piany i nie że jest zdziwiona, ona w ogóle nie jest zdziwiona, mówi to tak gładko, jakby nie pierwszy raz w życiu odpowiadała na to pytanie, a pani mówi, że w takim razie w porządku, że w takim razie będzie dużo piany, bo to jednak różnie ludzie sobie życzą z tą pianą, to wszystko zależy od klienta.

OCZY JAK SPODKI, aż mi kiełbasa z ręki wypadła. Słodki Jezu w morelach, ja tylko na pół chwili tych swoich rodziców z oka spuściłam! Na pół chwili, a te pół chwili później już jest tu jakiś pan, jakieś dwie dziewczyny, usługa podstawowa i jeszcze dużo piany. Nie widzę innego wyjścia, to już najpewniej będzie ostatni dzwonek na to, by spytać Mamę o to, o co każde dziecko musi w pewnym momencie życia zapytać swoich rodziców, to jest co tu się dzieje, czy przypadkiem nie otworzyli w domu rodzinnym burdelu?

Są jednak sprawy ważne i ważniejsze, z czego moralność domu rodzinnego jest ważna, no ale jednak tort z kanapek z kiełbasą trochę ważniejszy, więc zanim ja zdążę zabezpieczyć swój tort, dotrzeć do Mamy i zapytać, to pani wychodzi z łazienki, wraz ze swoją koleżanką i ze swoją pianą, pani wychodzi z łazienki, staje w przedpokoju i mówi:

– No dobra. To ile tych okien dzisiaj pani umyć?

***

Dla mnie i wszelkich ludzi mi podobnych wszelkie święta to trochę coroczne rozdanie nagród (w najlepszej postaci, tj. w postaci węglowodanów) naszego Stowarzyszenia Przyjaciół Tłuszczu i Amatorów Kanap. W skrócie: stowarzyszenia PTAK, a dokładniej rzecz ujmując, jeśli zastanawiacie się co to za ptak, to najpewniej jest to pewien gatunek pingwina, bo pingwiny uosabiają wszystko to, do czego dążę w życiu, to jest wyczytałam ostatnio, że jak taki pingwin idzie i idzie, i nagle mu się już przestaje chcieć iść, to kładzie się na brzuchu i jeździ na tym brzuchu, i zachęca inne pingwiny, żeby go pchały z tyłu, żeby nie musiał zbyt wiele machać płetwami. To trochę o mnie. Wykorzystaj te święta dobrze, bądź pingwinem swojego życia!

giphy (3)