Jest sobie taka konferencja, która odbywa się co dwa lata i jest absolutnie najlepszą konferencją na świecie, to jest taki wielki Zjazd Miłośników Badań Ankietowych i Psychofanów Pomiaru, choć oficjalnie to się chyba jakoś inaczej nazywa, ale w mojej głowie to totalnie tak. I tam jest tak fajnie, że ja się czuję jak taka fretka, co to całe życie mieszkała w sklepie zoologicznym i po latach została połączona ze swoją dawno zaginioną rodziną, tam wszyscy śmieją się do łez z moich dowcipów o odchyleniu standardowym, a pan na przerwie kawowej opowiada mi, że on co prawda nazwał kota Kolmogorov-Smirnov, ale to jednak nie był dobry pomysł, bo kot okazał się nienormalny. Łohohohoho, to dopiero przezabawny żart!!!

No i ja się zawsze tak okropnie jaram jak tam jestem, bo na przykład na ostatniej edycji to tam był – ale trzymajcie się krzeseł, bo to takie ekscytujące – nie jeden, nie dwa, ale aż trzy panele o długości skali w badaniach ankietowych (!!!), a potem jak już człowiek myślał, że lepiej być nie może, że oto już jest ptyś ostateczny w tej metodologicznej cukierni życia, to okazało się, że dodali jeszcze jedną sesję gratis o kolejności pytań, mój boże, tyle radości, ostatnim razem to ja byłam taka szczęśliwa, jak poszłam na siłownię, ale okazało się, że jest zamknięta, bo był alarm przeciwpożarowy.

Więc dzisiaj to ja się szalenie podekscytowałam tym, że ta konferencja jest już niedługo, bardzo byłam zadowolonym człowiekiem i ja tak sobie idę korytarzem, bardzo jestem wesoła, na buzi to mi się maluje taki ogromny rogalik maślany, patrzę: idzie mój szef. Co w sumie nie było znów aż tak dziwne, zważywszy na to, że pracujemy w jednej instytucji, niemniej to, co powiedział było już dość niepokojące i nieoczekiwane, trochę się bałam, że jakiś udar miał i że zaraz muszę dzwonić po io io io karetkę, albowiem on zobaczył mnie, przystanął, rzekł:

– Janina, good to see you, I need you.

Oczywiście, panie szefie. Do czego mnie szef potrzebuje? Czy zredefiniujemy arystotelewską teorię nauki w oparciu o własne doświadczenia pedagogiczne? Podyskutujemy o problematyce reprezentatywności próby pobranej on-line? Naszkicujemy sobie model matematyczny sytuacji decyzyjnej? Ja jestem dzisiaj taka zadowolona, że aż się nie mogę doczekać, cała się trzęsę na myśl o tej ekscytującej przygodzie intelektualnej, w którą zaraz wspólnie wyruszymy, on zaś mówi:

– We need to move the projector in the conference room.

No spoko.

Wchodzę do konferencyjnej, a tam projektor. Nowiutki, srebrzysty, na splendorze, od razu widać, że oto mam przed oczami istne czinkłeczento wśród pomocy dydaktycznych. No i ja przesuwam ten projektor, i tak sobie wymyśliłam, że skoro już znajduję się wraz ze swoim szefem w pomieszczeniu zamkniętym, to przy okazji wykorzystam tę miłą sytuację niewoli do zadania mu trudnych pytań, więc ja mu mówię, że jest sobie taka konferencja i ona mi się trochę nie mieści w budżecie, i ja wiem, co on mi teraz powie, on mi powie, że nasz budżet specjalny został już spożytkowany na to cudo projekcyjnej techniki (tu głaszczę projektor czule), ale ja osobiście uważam, że na tej kruchej drabinie aksjologii nie powinniśmy stawiać maszyn wyżej niż ludzi, no bo z literatury przedmiotu wiemy, że taki kult przedmiotów to się nigdy nie kończy dobrze, to wcale nie trzeba daleko szukać przykładów, proszę bardzo, wymieniam: Diogenes z Synopy, Melanie Klein, nie mówiąc już o „Toy story 3”.

No więc ja uważam – opowiadam mu dalej – że powinniśmy uelastycznić nasz sposób myślenia o budżecie tej instytucji, no bo przecież nie możemy pozwolić, by na ważnej drodze intelektualnego poznania stanął taki fjubździu projektor, wymińmy ten projektor-symbol gwałtu na akademickiej wolności (w tym miejscu ja ten projektor faktycznie wymijam, żeby wzmocnić przekaz), wyjdźmy poza ostre struktury arkuszów kalkulacyjnych, co tną naszą ciekawość badawczą jak jarzyny na sałatkę, i tak w ogóle to czy ja mu już mówiłam, jaka to jest arcyważna konferencja, że ta konferencja to jest taki „Obywatel Kane” wśród konferencji naukowych, wuzetka wśród ciastek z jarmużu? I ja mu tak opowiadam, i oczywiście nie zapominam o najważniejszych rzeczach, jeszcze o tych długościach skal ankietowych mu wspominam, o mojej dawno zaginionej rodzinie fretek, no i oczywiście o tym kocie, ha ha, tym kocie co, ha ha ha, nazywał się Kolmogorov-Smirnov, a był nienormalny, hahahahahahhahahaha, niech ktoś zatrzyma tę karuzelę śmiechu!!!!

Skończyłam, zamilkłam. Patrzy na mnie, milczy przez chwilę. Długo milczy. W końcu mówi: że no spoko, on wszystko rozumie, oprócz tego, że w ogóle mnie nie rozumie, czego ja właściwie chcę?

– Zrównania praw maszyn i ludzi – mówię – no i jeszcze dofinansowania na konferencję.

– Janina, Janina, Janina – mówi na to, bardzo powoli mówi i bardzo dużo wzdycha, w końcu wskazuje na projektor, pyta: – do you know why this projector is better than you?

– Why? – pytam.

A on mówi:

– It can focus.