Trauma fikołków i mój nowy partner w sudoku

Wpis powstał we współpracy z marką Oral-B

Kto nigdy nie puścił wody w kranie, by udawać przed rodzicami, że totalnie myje zęby, niech pierwszy rzuci plombą. Zresztą moi studenci totalnie robili to samo jeśli chodzi o rozwiązywanie zadań, ja im dawałam jakieś ćwiczenie i odpowiedni czas na ich wykonanie, a oni wtedy zaczynali stukać w klawisze z finezją podobną do kota chodzącego po klawiaturze i mniej więcej z podobnymi efektami. A potem ja podchodziłam i patrzyłam na ich ekrany, i pytałam dlaczego oglądają właśnie kota w przebraniu rekina jeżdżącego na odkurzaczu, a oni tłumaczyli, że to dlatego, że to by było przecież absurdalne, gdyby był przebrany za płaszczkę.

Pamięci wszystkich kotów, które nie mogły iść na bal przebierańców w przedszkolu przebrane za płaską rybę.

A potem człowiek dorasta. Znaczy nie wiem, tak mi opowiadano, bo jak ja ostatnio poszłam do sklepu po produkt alkoholowy, w wydaniu nienachalnie odświętnym, to pani tak patrzy na mnie, patrzy i w końcu pyta, czy dowodzik jest, a ja najpierw to chciałam odpowiedzieć, że nie mam, jestem aksjomatem, HA HA, ale w końcu mówię, że niestety nie mam dowodu, ale za to mam 32 lata, a pani na to mówi, że chyba w snach. No proszę pani, jeśli tak, to to nie jest jakiś wybitnie udany sen – są tam podatki, wezwania do ZUSu i brak zniżek PKP. Zresztą nie tylko, również szereg innych rzeczy, których człowiek się w ogóle nie spodziewał, na przykład: że mama miała rację.

Oto lista rzeczy, którymi gardziłam w dzieciństwie, a teraz uznaję za niezbędne do życia i dobrego samopoczucia:

1. Czapka z pomponem
2. Pulpety w sosie pomidorowym
3. Mycie zębów

Z tym, że podstawowa różnica pomiędzy pomponem i pulpetami, a myciem zębów jest taka, że te dwa pierwsze to im większe tym lepsze, a jeśli chodzi o to ostatnie no to niekoniecznie, bo to nikt nie ma tak dużej łazienki w chałupie, żeby pomieścić szczoteczkę do zębów o wielkości grabi. I voila, przyszłam dziś Wam przedstawić szczoteczkę, która jest uosobieniem powiedzenia, że mały, ale wariat. No i jeszcze posiada sztuczną inteligencję, co oznacza, że przy okazji sudoku też Wam pomoże rozwiązać.

Przez ostatni miesiąc testowałam, a teraz już po prostu używam (w sensie do mycia zębów, a nie że do sudoku), takiej szczoteczki, co się zwie Oral-B Genius X, czyli w sumie mam w sobie głębokie przekonanie, że nazywa się totalnie tak samo, jak mnie chciała nazwać matka, niemniej w ostatniej chwili zobaczyła, jak jem tynk ze ściany i uznała, że może jednak nazwanie mnie Genius X nie będzie adekwatne, więc stanęło na Janinie. A zaczęłam jej używać, bo przeczytałam, że (cytat) „posługiwanie się szczoteczką manualną wymaga dużej wytrwałości”, a ja co prawda nie znam tego ostatniego słowa i nie wiem, co znaczy, ale wcale nie brzmi miło.

Po przeczytaniu słowa “wytrwałość” zląkłam się niczym sarna i na wszelki wypadek postanowiłam przy testach szczoteczki skorzystać z pomocy Puchatego Sułtana

 

Główka okrągła niczym najpiękniej wypieczony pączek-oponka w piekarni. Delikatna jak sernik, ale nie że opada po wyjęciu z piekarnika, ale w tym sensie, że nigdy Was i Waszych dziąseł nie skrzywdzi. Technologia 3D lepsza niż ta zastosowana w filmie „Avatar”, gdzie te dziwne niebieskie postaci aż wychodziły z ekranu, w tym wypadku oznacza to tyle, że ta miła szczoteczka otacza ząb ze wszystkich stron, czule niczym panda przytula bambusowe drzewko. Pracowita jak Kitku, gdy rozbiera choinkę i w sumie pracuje równie szybko, co on, bo o ile puchaty sułtan potrafi powalić drzewko na ziemię, zanim jeszcze skończy się krzyczeć w jego stronę partykułę „nie”, o tyle ta szczoteczka (teraz czytam z opakowania, nie że zapamiętałam, no bo patrz paragraf, w którym wyjaśniam dlaczego matka nie nazwała mnie Genius X) wykonuje 10 500 ruchów oscylacyjno-rotacyjnych oraz 48 000 ruchów pulsacyjnych, a ja się znam na liczbach, więc powiem Wam, że to bardzo dużo. Dla porównania szczoteczką manualną jesteśmy w stanie wykonać tylko 600 ruchów na minutę i ja się znam na liczbach, więc powiem Wam, że to wcale nie tak dużo.

Kitku potwierdza – główka tej szczoteczki jest okrągła niczym jego własna głowa o kształcie satelity

 

No i jeszcze bateria trzyma mocno jak szatan, ewentualnie mocno jak ja ostatni kawałek szarlotki dostępny w cukierni, a dokładniej rzecz ujmując to nie wyczerpuje się przez 14 dni, czyli to taka zaleta w sam raz dla ludzi nieogarów, co to notorycznie zapominają różnych sprzętów ładować, ewentualnie notorycznie gubią różne rzeczy, typu: ładowarki, ładowarki i ładowarki, a to geodeci i policja śledcza potrzebują jednak trochę czasu, by je potem odnaleźć w mojej chałupie. A to wszystko sprawia, że używanie tej szczoteczki nie wymaga żadnej specjalnej techniki, odwrotnie niż przewroty w tył na wuefie.

(To ostatnie uważam za największą zaletę, bo o ile w życiu dostałam cztery jedynki z przewrotów w tył, o tyle żadnej za szczotkowanie zębów).

Acha, no i Oral-B Genius X jeszcze się świeci, choć jak Wam się świeci na czerwono to nie jest za dobrze, bo to znaczy, że naciskacie na swoje zęby za mocno, czyli zupełnie tak samo jak na mnie pani na wuefie.

(Ja bardzo przepraszam, ale te wrota traumy już zostały otwarte, już nigdy nie uda nam się ich zamknąć).

Szczoteczka SIĘ ŚWIECI, co sprawia, że przez ten krótki moment mycia zębów jesteście dla swojego Kitku najbardziej interesującymi osobami na ziemi. No chyba, że przestanie się świecić, no to wtedy już nie.

 

Z innych dobrych wiadomości dla nas, ludzi leniuszków, to taką szczoteczką trzeba myć zęby tylko przez 2 minuty, a zwykłą przez 3, co oszczędza nam 730 minut w roku, czyli trochę ponad 12 godzin, czyli pół dobry, które można wykorzystać na inne rzeczy ważne, na przykład na to, by biegać w deszczu, tańczyć jakby nikt nie patrzył i kochać tak, jak jeszcze nikt. Czyści lepiej niż szczoteczka manualna, co na pewno zauważyliście, bo odkąd jej używam, to jak się uśmiechnę to tak mi zęby świecą, że ostatnio to do mnie NASA dzwoniła, że mam przestać to robić, bo ten blask im się odbija od powierzchni księżyca i wraca na ziemię, i konfunduje wszystkie ryby w morzu, a także część meduz.

Na tym zdjęciu zastanawiam się, jak sobie radzą te wszystkie osoby, które muszą myć zęby bez pomocy Kitku?!?!?!

 

Tyle radości, bo nie trzeba rzucać plombą, a rzucanie to jednak wysiłek, a więc niekorzystnie.

 

Ze złych wiadomości, to jak będziecie jej używać, to będziecie mogli znacznie rzadziej odwiedzać dentystę, co oznacza że macie mniejszy potencjał na otrzymanie naklejki „dzielny pacjent”. Niemnie umówmy się – może są i dobre strony takiego stanu rzeczy, wszak dorosłe życie i tak chłoszcze nas wystarczająco bez takich częstych wizyt. I nie mam tu nawet na myśli tych ZUSów, podatków i brak zniżek w PKP, ale te moment, kiedy to mój mąż przychodzi do mnie z buzią w podkówkę, strasznie jest smutny, strasznie pokrzywdzony przez los, ewidentnie rzeczywistość go chłoszcze, a dorosłość pogania od tyłu i ja się pytam, co się stało, a on mówi, że tragedia się stała, niesprawiedliwie został potraktowany przez los, niczym sobie na to nie załużył, a gdy w końcu otrząsnął się z pierwotnego szoku, to zdradził mi, co go tak zasmuciło w życiu:

– Kot – powiedział z trudem, boleśnie, wręcz szeptem – Kot polizał mi ser.

This slideshow requires JavaScript.