Suflerzy rzeczywistości, czyli znowu o tym, że trudno być Janiną

Jestem sobie ostatnio bardzo zmęczonym i bardzo zestresowanym człowiekiem, co sprawia, że bardzo często wyskakuje mi komunikat błędu w mózgu, w sensie wiecie, ERROR ERROR, PAGE NOT FOUND. I teraz wiem, co sobie myślicie. Myślicie sobie, że dobra, Janina, ale skąd wiemy, że taki jest kierunek tej zależności, może to odwrócona kauzacja, musimy trzasnąć model regresyjny, żeby się tego dowiedzieć. No i oczywiście macie rację, ale ja dziś nie o tym. Dziś ja idę do urzędu – jedno okienko, kolejka aż po Sosnowiec, ludzie się zbili niczym najpiękniejsze w świecie bajaderki, ja podchodzę do okienka, coś mówię, pani coś mówi, ja znów mówię, no generalnie wszystko ku dobremu. No i patrzcie, i miło jest, i sympatycznie, już się prawie na Wigilię zapraszamy, a wtedy pani postanawia mnie totalnie upokorzyć, w sposób absolutny rzucić moje dobre imię na pożarcie lwom, ewentualnie ludziom z Radomia, bo oni mnie nienawidzą, bo o jeden żart za daleko. Ta pani pyta:

– Imię męża?

To może policzmy to sobie: zakochana w nim jestem od lat – nic nie zmyślam – dwunastu. Razem jesteśmy od ośmiu. Małżeństwem od czterech. I ja teraz stoję przed tą panią, stoję I NIE MOGĘ SOBIE PRZYPOMNIEĆ, JAK MÓJ MĄŻ MA NA IMIĘ.

Oprócz tego, że coś mi się kołatało, że chyba coś na eM.

I ja tak stoję, a im bardzo ja stoję, to tym bardziej jestem zestresowana, bo przecież ona zaraz zapyta o jego wiek i to już w ogóle będzie klęska, i ja tak stoję, pani powtarza:

– Imię męża?

A wtedy ktoś z kolejki szepcze: „Wojciech”.

Pozdrawiam serdecznie przemiłą Emilię i uprzejmie zapytuję, co robi w przyszłą środę, bo wtedy muszę iść do banku.