Piszę do mnie pani ze schroniska dla fok i pisze mi, że nasza świeżo adopotowana foka ma się już coraz lepiej, już coraz szczęśliwsza jest na pyszczku i może już samodzielnie gryźć ryby, bo wcześniej była zbyt słaba i nie umiała, i trzeba było jej gotować zupę rybną. No, ale teraz foka wydobrzała i już nawet zaczęła się z entuzjazmem bawić swoją zabawkową rybą, tak jest, okazuje się, że foki lubią sobie czasem przygarnąć jakąś martwą rybę w celu zabawy, pamiętajcie o tym jeśli macie dzieci, gdy następnym razem będziecie marudzić, że na każdy spacer musicie zabierać dwa pluszowe zające, misia bez łapy i konia na biegunach, otóż zawsze mogło być gorzej – moglibyście mieć fokę i wszędzie nosić ze sobą jej ukochanego martwego śledzia.

No i jeszcze pani mi pisze, że chcieli przenieść fokę na większy basen, żeby sobie popływała, poćwiczyła i rozprostowała płetwy, ale odmówiła jakiejkolwiek aktywności fizycznej, No co Wam powiem – jaki pan, taki kram.

100816 3 (1)

No przecież to od razu widać, że to moja foka. Patrzcie cóż za zaangażowanie w leżeniu!

I ja dziś właśnie o tym kramie chciałam, korzystając z okazji, że mój mąż mnie opuścił. Znaczy nie, że na zawsze, bo to by było bez sensu, wszak Wojtek doskonale wie, że mamy nieparzystą liczbę wspólnych fok i lajków na fejsie, więc w przypadku rozwodu to by się źle dzieliło. Wojtek pojechał na swoją zawodową przygodę życia, tak mi pewnego dnia oświadczył, że to jest absolutnie najlepsze zlecenie w jego profesjonalnej karierze, nigdy wcześniej nie był tak szczęśliwy, w życiu się nie spodziewał takiego wyróżnienia, tak mi właśnie opowiadał ze łzami w oczach, a następnie spakował walizki i pojechał instalować oprogramowanie w fabryce kiełbasy.

Przegrawszy małżeńską bitwę o uwagę z pętem kiełbasy, postanowiłam odpisać na wszystkie wiadomości od Was, albowiem są to wiadomości wyborne. Na przykład pisała do mnie ostatnio Gosia, żeby opowiedzieć mi jakąś szaloną historię i w tej historii próbowała mi przekazać, że coś było bardzo trudne do zrobienia. No i teraz jak to ująć, jak wydziergać z delikatnego kruszca słów dramatyzm tej niemocy? Oczywiście zawsze możnaby napisać, że coś było trudne jak trzaśnięcie drzwiami obrotowymi, ha ha, hu hu, niech pierwszy rzuci kamień, kto kiedyś w podstawówce nie mianował się komendantem komedii po zarzuceniu tym żartem, niemniej Gosia jest mistrzem słownego cukiernictwa, w jej rękach rosną najpiękniejsze drożdżowe bułeczki porównań i rogaliki środków stylistycznych, Gosia pisze tak:

“to było tak trudne, jak gdybyś chciała odciągnąć Wojtka od oglądania dokumentu o kurach, które wymyślają nowe fonty”

O MÓJ BOŻE, całe moje małżeństwo w jednym zdaniu!!!! ♥♥♥

Niemniej jeśli gdzieś tam rzeczywiście istnieje dokument o kurach, które wymyślają nowe fonty, to proszę mi nie podsyłać linka, bo to by mi wyjęło kolejny tydzień z mojego małżeńskiego życia, w czasie którego mój mąż zanosiłby się szlochem wzruszenia na kanapie, oglądając wspaniałą kurza przygodę w drodze ku lepszy kerning.

Dalej to pisze do mnie Iza, ale Iza nie jest za bardzo zadowolona, Iza pisze, że

“droga Janino, zgodnie z twoją sugestią piszę do ciebie bo chcę cię poinformować, że przez Twojego bloga wystygła mi kawa i pies się zlał w przedpokoju”

co ja generalnie rozumiem, tylko nie rozumiem dlaczego to Iza pisze do mnie z pretensjami, spodziewałabym się raczej listu protestacyjnego od jej psa. Trochę bardziej wyrozumiały w stosunku do mojej osoby jest Marcin, który rozgrzesza mnie wspaniałomyślnie z najgorszej z moich przywar:

“Nie przeszkadza mi też fakt, że jest Pani statystyczką (…) co tylko potwierdza fakt, że nawet (a może przede wszystkim) najlepszych, najzacniejszych, najbardziej szlachetnych ludzi zły los potrafi wrzucić do przerębla życia odzierając wcześniej z puchowej kurtki szczęścia”

No nie, Marcin, to nie tak. Po prostu ja bardzo kocham węglowodany i obecnie mam taką życiową misję zbliżenia się kształtem do idealnego ludzkiego kręgla, więc jakby mnie tak jeszcze odziać w jakąkolwiek puchową kurtkę, to już bym się w żadną przeręble nie zmieściła. Co zresztą nie szkodzi, bo Marcin ma mnóstwo pomysłów na alternatywne spędzanie czasu

“w wolnym czasie – pisze mi – czytam, nieskutecznie rozmyślam i brodząc po pas w wodzie zbieram nenufary”.

NENUFARY.

‪#‎DrużynaJanina‬, jacy Wy jesteście zabawni!!!! I ja myślę, że to superklawe, że jesteście i że do mnie piszecie, mnie to zawsze sprawia, jakbym miała w sercu dużo słodkiej lemoniady. A napisałam dziś to wszystko, bo strona JaninaDaily.com miała ostatnio urodziny, tak jest URODZINY U JANINY!!!!!!!!! I to były absolutnie wspaniałe urodziny, byłam na nich najszczęśliwszą foką w całej okolicy, bo w towarzystwie całego mnóstwa zabawkowych martwych śledzi w postaci Waszej obecności, przezabawnych komentarzy i maili. Och, puchnę z radości jak przeterminowana puszka tuńczyka! Zupełnie odwrotnie niż ten mops z tortem na głowie:

15177

Myślę, że dużo rzeczy jest w tym wszystkim ekstra;

to całkiem super, że zawyżacie wszelkie statystyki czytelnictwa, bo ja wiem, że średnia to taki sprzedajny labrador miar wartości centralnej, czyli niby miły i ułożony, ale łatwo go zmanipulować kiełbasą, a ta kiełbasa w tym przykładzie to metafora wartości skrajnych, niemniej ta statystyka od dłuższegu czasu się nie zmienia i wszystko wskazuje na to, że średnio spędzacie na mojej stronie osiem minut, OSIEM MINUT i to jest ekstremalnie klawe, bo ja znam milion lepszych sposobów na spędzenie ośmiu minut swojego życia, w ciągu ośmiu minut to można na przykład osiem razy puścić sobie pierwszą minutę ćwiczeń z Chodakowską, po to, żeby zrozumieć, że to bez sensu.

Mam też wielkie plany związane z tym, że trzy miesiące temu było Was tutaj 500, a teraz jest prawie 15 000, bo wymyśliłam to sobie tak, że jeszcze trochę i będzie nas w sam raz, żebyśmy mogli napaść i podbić Radom. Znaczy – moglibyśmy podbić Radom, gdyby nie to, że pewnie nikt by nie zjawił się na zbiórce, bo połowa z nas byłaby zajęta leżeniem, a druga połowa zbieraniem nenufarów.

Tak jest, #DrużynaJanina, czuję, że razem osiągniemy coś wielkiego. A pamiętajcie, że w życiu warto mieć wielkie plany, bo jak człowiek leży na kanapie z ambicjami, to jest zupełnie nowa jakość leżenia niż jak leży bez ambicji. Dziękuję za wszystkie martwe śledzie, kłaniam się nisko i życzę wspaniałego życiowego leżenia. Wpadajcie często, razem będziemy się rzucać zabawkowymi rybami, tarzać w nenufarach i podbijać Radom. Tu zawsze będzie klawo!

***

Zdjęcie naszej wspaniale leżącej foki zrobiła wspaniała pani od fok, M. Robinson

Zdjęcie mopsa z tortem na głowie, no bo dlaczego nie, jest stąd