Czereśnie jak żadne inne i noc bez skarpetek

Na bazarkach czas liczy się odwrotnie niż w psich latach – gdy w ziemskich mija siedem, to tam dopiero rok. No bo też nie dzieje się tam nic, przy czym należy się śpieszyć – woreczek bobu ogląda się z większą uwagą, niż umowę o kredyt, arbuza waży w rękach ostrożniej niż niemowlę. I te rozmowy, też zamknięte w odmiennej przestrzeni:

– Czy wie pan – pyta swojego towarzysza pan obok mnie – kiedy rozrabiano najmocniejszy cement?

I ja nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale gdy słyszę to pytanie, to nagle muszę wiedzieć (ponoć przed pierwszą wojną).

Odpowiedź na większość pytań jest dla mnie ukryta w najmłodszych i najstarszych pokoleniach, wszystko co po środku wyszło nam tak sobie. Na przykład miniczłowiek opowiada mi z dumą, że śpi już bez skarpetek, mój boże, dlaczego nam mija satysfakcja właśnie z takich rzeczy, dlaczego my wciąż potrzebujemy nowych certyfikatów, studiów, awansów zawodowych, dlaczego na Linkedinie nie mogą trendować właśnie takie posty:

„Od trzech dni śpię bez skarpet”

I te setki lajków, komentarzy, szczerych gratulacji:

„Ja wciąż śpię w skarpetkach, ale może kiedyś i mnie się uda”

„Gratulacje! Ja też już od trzech dni bez”

„Ale czad! To ja też dziś w nocy spróbuję!”

Tej rzeczywistości nie zmienię, mogę jedynie miniludzi prowadzić na bazarki, by dorastały wolniej. Mnie tak prowadzono, to moja druga myśl. Babcia uczyła mnie na nich, jak pukać w arbuza, by wiedzieć czy jest słodki, wąchała koperek i wybierała czereśnie, a ja umierałam tą nudą znaną kilkuletnim ludziom więzionym w kontekstach o wiele starszych od nich. Potem szłyśmy robić ciasto – to kolejne wspomnienie, bo od wielu lat nie mam nic innego, żadne dni babci i dziadka już mnie nie dotyczą. Takie najzwyklejsze ciasto, w palcach podobne do piasku i pamiętam, że wyrastało dziesięć dni, że zostawiało się zaczyn na oknie, że trwały negocjacje, czy z rodzynkami czy bez, i że robiła je tak często, że już w pewnym momencie nie mogłam na nie patrzeć, przestało smakować. Marzyłam wtedy o innym.

– Drogo – mówi mi pani przy ważeniu czereśni, jakby przepraszając, a ja myślę o tym, że wręcz przeciwnie, że nie ma takiej ceny;

oddałabym wszystkie czereśnie tego świata za to, by zjeść teraz to ciasto. I żadnego innego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *