Moment Pingwina

Dziewczyno, która wręczyłaś mi wczoraj torebkę pełną pingwinów – nie mogłaś wtedy wiedzieć, że ledwie chwilę wcześniej totalnie pokruszyłam się jak biszkopt. Podeszłaś do mnie, bo gdzieś, kilka lat temu napisałam – ja już nawet nie pamiętam w jakich okolicznościach! – że gdy za dzieciaka mieszkałam w Anglii, to tam były takie batoniki z pingwinami, która absolutnie kochałam i do dziś za nimi tęsknię, nikt nie robi lepszych. Już sama zapomniałam nawet, że kiedyś o tym wspomniałam! A Ty zapamiętałaś. I wsiadając dzień wcześniej do samolotu w Anglii specjalnie dla mnie kupiłaś mi ich całą torbę, i znalazłaś mnie potem na tych tysiącach metrów kwadratowych i to dokładnie w tej chwili, gdy niebo waliło mi się na głowę. I nie mogłaś o tym wiedzieć, ale w tamtym momencie ten gest mnie tak bardzo rozczulił, rozmiękczył, ukoił, że rozpuścił mi nie tylko serduszko, ale też wszystko, co złe.

Kto by pomyślał, te batoniki z pingwinem po 30 latach smakują tak samo pycha jak wtedy. Ale nawet nie w połowie tak pycha jak takie małe-wielkie miłe drobnostki, miłostki.

Dziękuję! ❤️

Od dziś wprowadzam na takie miłostki pojęcie: MOMENT PINGWINA. W komentarzach chętnie poczytam o Waszych, wszyscy potrzebujemy wiary w to, że świat bywa pluszowy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *