Dlaczego sondaże wyborcze czasem się mylą?

Bardzo nie chciałabym musieć przyznać, że statystycy czasem się mylą. Może zatem podzielę się anegdotką niezwiązaną absolutnie z niczym. Sam Wang, profesor Princeton University i psychofan sondaży wyborczych, zapowiedział przed wyborami w 2016 roku, że jeśli Donald Trump zdobędzie więcej niż 240 głosów elektorskich, to on zje owada. No i co wam powiem – do dziś na YouTubie możecie oglądać, jak w telewizji na żywo połyka świerszcza. A jestem przekonana, że przegranych zakładów było w czasie tamtych wyborów zdecydowanie więcej. Jak to więc możliwe, że Donald Trump wygrał, choć nikt na niego nie głosował?

Wpis jest fragmentem książki “Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra?”, którą na hasło WYBORY kupisz z rabatem – 40% od ceny okładkowej. Zresztą podobnie jak pierwszą część. Promocja trwa tylko na stronie gwfoksal.pl

Prawdą jest, że w 2016 roku sondaże wyborcze szacowały, że prawdopodobieństwo zwycięstwa Hilary Clinton wynosi pomiędzy 71 a 99%, a słuchajcie, ja studiowałam statystykę, więc mam odpowiednie kompetencje, by ocenić, że 99% to całkiem sporo. Tak twierdziły wszelkie sondaże, takim prognozom sprzyjały też dane z przeszłości, no generalnie wszystkie znaki na niebie, ziemi i metodologii wskazywały na to, że owady tego świata i kubki smakowe profesora Wanga mogą być bezpieczne. No i zdziwko, 8 listopada 2016 roku Ameryka zdecydowała, że prezydentem zostanie człowiek, na którego nikt nie głosował. A przynajmniej tak twierdzono. 

Dobrych stron wygranej Donalda Trumpa było niewiele, tj. jedna. Taka, że wszyscy zaczęli się poważnie zastanawiać nad tym, co tak naprawdę może w sondażach pójść nie tak.

Czasem zawodzi nas… demografia. Wiemy bowiem z licznych badań politologicznych, że wyborcy o pewnych cechach biorą udział w sondażach mniej chętnie niż pozostali. Niechętnie przystępują do sondaży np. osoby, które przejawiają silne przekonania antyrządowe i te o niższym poziomie edukacji. Co miało znaczenie w tamtej rzeczywistości politycznej, bo istniała silna, liniowa korelacja pomiędzy poziomem edukacji a prawdopodobieństwem głosowania na Hilary Clinton.

Z drugiej strony, wyborcy Trumpa brali udział w sondażach mniej chętnie również dlatego, że ich kandydat wielokrotnie publicznie krytykował badania społeczne, statystyki, a także rozum, godność człowieka i poczucie stylu. Ale zawiedli też badacze – okazało się, że przed wyborami przeprowadzono niewystarczającą liczbę sondaży w tych częściach kraju, w których mieszkali wyborcy republikanina. Zresztą on sam przyznał, że przygotował się na porażkę i miał przyszykowaną mowę przegranego.

A to nie wszystko – bo gdy już wyborców Trumpa o zdanie pytano, to ci nie zawsze chętnie i szczerze dzielili się swoimi poglądami. Nadano temu zjawisku piękną nazwę the shy Trump hypothesis

W badaniach społecznych nazywamy to efektem społecznych oczekiwań. Ma miejsce wtedy, kiedy odpowiadamy na pytania ankietowe niekoniecznie zgodnie z prawdą, ale tak, jak myślimy, że jest pożądane społecznie.

Jacy jeszcze respondenci są zgniłą skórką pomarańczową w pięknie wypieczonym sondażowym serniku? Na przykład ci, którzy twierdzą, że wezmą lub wzięli udział w wyborach, choć tak naprawdę zostali w domu. Takich fałszywych odpowiedzi udzielają zwłaszcza osoby, na których wywierana jest presja rodzinna lub społeczna, by szły zagłosować, choć tak naprawdę ostatni krzyżyk, jaki postawiły w życiu, to ten na swoich postanowieniach noworocznych z 1992 roku.

Duże znaczenie dla trafności sondaży mają również wyborcy określani mianem late swingers i floating voters, czyli ci, którzy zmieniają zdanie częściej niż skarpetki, ewentualnie popierają jedną partię, ale głosują na inną.

Generalnie przez politologów uznawani są za racjonalnych bezobjawowo, co sprawia, że wyjątkowo trudno przewidzieć, jak ostatecznie zachowają się przy urnach i czy w ogóle pójdą głosować. Oczywiście mamy badania, które próbują to oszacować. Analiza zachowań wyborców z 14 europejskich krajów wykazała, że wyborcy, którzy są politycznie niezależni i niezainteresowani polityką, rzadziej głosują.

Chętniej zaś głosują osoby, których kandydat jest liderem rankingów, i ci, którzy są zadowoleni z obecnego systemu politycznego.  

Miewamy też problem z interpretacją odpowiedzi „nie wiem”, „nie mam opinii” – ludzi, którzy w czasie przeprowadzania sondażu jeszcze nie wiedzą, jaką decyzję wyborczą podejmą. Te wszystkie sytuacje – ludzie niezdecydowani co do tego, jak zagłosują lub czy w ogóle zagłosują – mają szczególne znaczenie w wypadku małej frekwencji podczas ostatecznych wyborów. 

Widzimy więc, że decyzje wyborcze nie zawsze są poprzedzone zaawansowanymi analizami o charakterze intelektualno-heurystycznym.

Czego ostatecznym dowodem może być to, że dzień po referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej najczęściej wyszukiwaną przez Brytyjczyków frazą było pytanie „co to jest brexit?”.

Prawdą jest, że istnieje wiele czynników, które mogą zaburzyć wiarygodność sondaży, wciąż jednak – jeśli są one rzetelnie przeprowadzone – możemy i powinniśmy im ufać. Myślcie o sondażach jak o wędlinie – mamy wśród nich polędwicę sopocką najwyższej jakości (to są te realizowane przez rzetelne jednostki naukowe i profesjonalne instytuty) i mamy też mielonkę o zawartości 13% mięsa, która polega na tym, że Staszek publikuje na swoim fejsbuku krótką ankietę, a po piętnastu minutach ogłasza, że wyborcy zdecydowali, iż kolejne wybory wygra profesor Rafał Wilczur.

A jeśli chcecie wiedzieć o sondażach więcej, to zapraszam Was do dwóch kolejnych wpisów na ten temat: “Jak to możliwe, że pytamy 1000 osób i na tej podstawie wiemy, jak zagłosuje 30 milionów?” i “Kiedy możemy otwierać szampana, czyli czym jest błąd statystyczny w sondażach?”

Więcej o sondażach opinii publicznych przeczytasz w moich książkach: “Statystycznie rzecz biorąc. Czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby zdobyć Nobla” i “Statystycznie rzecz biorąc 2. Czyli jak zmierzyć siłę tornada za pomocą gofra?”. Obie na hasło WYBORY kupisz obecnie z rabatem -40% od ceny okładkowej. Promocja trwa tylko na stronie gwfoksal.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *