Prawdziwi bohaterowie noszą kalosze i ortaliony

A teraz czas na post, który wielu osobom się nie spodoba.

Prawdziwi bohaterowie noszą kalosze i ortaliony. Pracowaliśmy z nimi pewnego dnia – przy czyszczeniu ogromnych basenów, obrabianiu ryb, przenoszeniu fok z miejsca na miejsce, co w gruncie rzeczy wcale nie jest takie proste, no bo foki bardzo nie lubią ćwiczyć, bo im ciągle hantle z płetw wypadają, skutkiem czego całkiem sporo ważą. Do tego dochodzi jeszcze oczyszczanie ran, podawanie leków i ciągłe naprawy psujących się sprzętów, ogrodzeń, budynków. Bo ci wszyscy ludzie pracują w irlandzkim schronisku dla fok zupełnie za darmo, a instytucja ta nie ma żadnego dofinansowania, w całości funkcjonuje dzięki datkom i sponsorom, o których ci mili ludzie też muszą się sami starać. Oni przyjeżdżają tam codziennie bez żadnego wynagrodzenia, pracują bardzo ciężko fizycznie, a gdy czasem opowiadają o fokach, których nie udało im się uratować, to autentycznie płaczą , nawet jeśli minęło od tej straty już bardzo dużo czasu. Kilka lat temu, gdy przyszli do pracy, na drzwiach schroniska znaleźli martwą fokę. Najpierw ją zabito, następnie odcięto jej głowę i przybito gwoździami do kawałka drewna. Zrobili to irlandzcy rybacy.

Dostaję ostatnio bardzo dużo wiadomości – i miłych, i niemiłych, i neutralnych, i całkiem agresywnych, i one wszystkie tak naprawdę mają ten sam komunikat: “zrób coś, zabijają nam foki!”. I to jest bardzo dobry komunikat, i dobrze, że reagujemy, i że zaczynamy rozumieć, że foki to gatunek chroniony, co zresztą nie ma żadnego znaczenia – paragrafy nie powinny być konieczne do tego, byśmy zrozumieli, że zwierząt nie wolno nam krzywdzić. I ja na pierwsze kilkadziesiąt wiadomości odpisywałam, pytałam: “co mogę zrobić?” i pytałam poważnie, bo bardzo dużo o tym myślałam, i bardzo mnie to dręczyło. Bo nie wiedziałam, co realnie, co tak naprawdę mogę z tą sytuacją zrobić (oprócz wsparcia finansowego, którego udzielam stale i na bieżąco). I dostawałam bardzo dużo odpowiedzi – i miłych, i niemiłych, i neutralnych, i całkiem agresywnych, i one wszystkie tak naprawdę miały ten sam komunikat: “post napisz, grafikę poszeruj, lajka daj”.

Foki są wspaniałe, więc dobrze, że chcemy o nie dbać, dajcie spokój, kto by nie chciał uratować takiego pyszczka?

 

I ja cieszę się, że tak dużo osób w sieci o tej sytuacji mówi, i posty pisze, i grafiki szeruje, i daje lajki. Ale napiszę to, co pisałam już wielokrotnie w czasie innych dobroczynnych akcji – statusy na fejsie nie ratują niczyjego życia, a lajki nie karmią głodnych. Jak mi nie wierzycie, to spróbujcie sobie kiedyś usmażyć lajka na obiad lub wyleczyć kogoś z ciężkiej choroby statusem na fejsie. Sam lajk nie ratuje niczyjego życia, niestety, ani tego ludzkiego, ani foczego, chyba, że jest przełożony na konkretną walutę działania.

Więc może oprócz pisania kolejnych apeli wszyscy zaczniemy od rzeczy szalenie podstawowych, które sprawią, że naszym foczym przyjaciołom będzie się żyło z nami trochę lepiej, a z którymi wciąż mamy ogromny problem, widziałam to kilka dni temu na własne oczy. I teraz uwaga, trzymajcie się krzeseł, bo to co napiszę, będzie dość szokujące:

Nie śmiećmy na plaży.

Na przykład w ostatnią sobotę z rozkoszą wbiegłam na gdyńską plażę i zanurzyłam stopy… nie, nie w piasku. W petach i niedopałkach. W puszkach, butelkach, papierkach, mój boże, przecież to łatwiej było na tej plaży znaleźć niedopitego browara niż muszelkę. A przecież jeszcze nawet nie zaczął się wakacyjny sezon. Więc tak, jeśli mogę wybierać, to wolałabym żeby każdy z nas najpierw zadbał o to, by absolutnie każdy jeden nasz śmieć lądował w koszu, a nie na plaży czy w lesie, a dopiero potem pisał łzawe posty na fejsie o tym, że kochajmy przyrodę i ratujmy foki. Bo takie puszki, pety, butelki, śmieci też krzywdzą mewy, foki i inne nadmorskie zwierzątka, tylko szczęśliwie nie zostawiają nam krwi na rękach, więc znacznie łatwiej nam to ignorować.

Nie zaśmiecajmy też mórz. Ja rozumiem, że to nie my zdejmujemy potem z fok metalowe linki, foliowe torebki i inne plastiki, które wrzynają im się w ciało i powodują bardzo głębokie rany, ale to znowu jest nasza odpowiedzialność i to odpowiedzialność znacznie ważniejsza niż statusy na fejsie. Wspierajmy finansowo helskie fokarium lub podobne instytucje, jeśli możemy. Oni wiedzą jak pomagać i realnie pomagają. Bierzmy udział w licznych akcjach sprzątania plaży.

A gdy spotkamy fokę na plaży, to nie polewajmy jej wodą, nie głaszczmy, nie klepmy, nie róbmy sobie selfie, nie namawiajmy naszego labradora, żeby się z nią pobawił.

Hej, wyobraźcie to sobie, że wychodzicie sobie na brzeg żeby chwilę odpocząć po krótkim epizodzie udawania syreny w Bałtyku, a tu nagle podchodzi do was jakiś człowiek i was znienacka klepie po plecach, a potem jeszcze wylewa na Was wiadro wody, bo pomylił Was z delfinem. Każdy by się zdenerwował, nawet jeśli jest miłą foką.

Jeśli napotkamy zdrową okrągłą fokę na plaży, to nie należy jej polewać wodą, ani klepać, ani głaskać, ani straszyć poprzez robienie zdjęć, jedyne co można zrobić to z bardzo dużej odległości (minimum 20 metrów!!!) zaprosić ją na gofra, ale jeśli odmówi i poprosi żeby zostawić ją w spokoju, to należy to uszanować.

To jest foka, która ewidentnie bardzo się bawi w swoim własnym, foczym towarzystwie i nie należy jej przeszkadzać. Zresztą Wy też byście nie chcieli, żeby ktoś Wam wchodził do wanny i wyjadał makrele w czasie kąpieli!

 

A jak się spotka fokę i się nie wie, czy jest jej dobrze na świecie, czy jednak potrzebuje pomocy, to trzeba zadzwonić na całodobowe telefony ratunkowe: 601-88-99-40 lub 58 / 675-08-36 i oni pomogą.

Znaczy generalnie to zawsze trzeba do fokarium zadzwonić, jak się jakąś fokę napotka, bo oni je monitorują i sprawdzają czy są szczęśliwe, a potem należy też zadzwonić do mnie, żebym umarła z zazdrości

A jeśli nie spotkamy foki na plaży to wciąż pamiętamy, że w każdej chwili może się tam zjawić. I że nie potrzebujemy jej zostawiać puszek po browarach, no bo foki nie piją alkoholu, bo potem by krzywo pływały zygzakiem. I torebek foliowych też im nie musimy zostawiać, bo foki bardzo rzadko chodzą na zakupy do Biedronki, bo bardzo się ślizgają na umytych podłogach. Foki nie potrzebują naszych śmieci, ani naszego towarzystwa. Choć czasem potrzebują naszej pomocy.

Moja świeżoadoptowana Noodles, nie dość że jest foką, to nazywa się “makaron”!!! Znaleziono ją samą i niewielką na plaży, bez mamy by nie przeżyła, ale z pomocą miłych ludzi rośnie zdrowo i okrągło!

 

I generalnie tak to właśnie wyglądało, i o tym postanowiłam napisać – kilka dni temu siedziałam na tej plaży, brodząc w niedopałkach i śmieciach, z widokiem na psy sikające na znak “zakaz wprowadzania psów na plażę”, ku uciesze ich właścicieli, w tle ktoś puszczał na całą plażę jakiś gangsta rap z telefonu, bo widocznie na tę planetę z której pochodzi jeszcze nie dotarł ten magiczny wynalazek w postaci słuchawek, ktoś tam wyrzucił zużytą pieluchę do morza, ktoś dorzucił dwie butelki, a gdzieś tam w internecie powstał właśnie kolejny post o ratowaniu fok i nadmorskich zwierzątek.

 

***

Wszystkie zdjęcia przedstawiają pacjentów irlandzkiego schroniska dla fok, Seal Rescue Ireland, i zostały wykorzystane za ich zgodą, znaczy zarówno za zgodą ich autorów, jak i samych fok, żadna nie narzekała, że zbyt chudo wyszła na zdjęciu.