Pszczeli deweloper i największy superbohater świata przyrody

Wpis powstał we współpracy z marką Almette i promuję akcję edukacyjną “Almette chroni łąki”

Najlepiej jest, gdy człowiek jedzie sobie na zjazd absolwentów i pomiędzy koreczkami śledziowymi i oliwkami nadziewanymi serem ktoś go częstuje modżajto, a on mówi, że nie, nie, żadnego modżajto, jutro musi wcześnie wstać do roboty, a wtedy ten ktoś pyta, że „oooo, a czym się w robocie zajmujesz?”, a on odkłada oliweczkę, prostuje się niczym ta wykałaczka w koreczku, z dumą oznajmia: „ratuję świat!”.

W sensie, że sieje łąki.

No, serio, okazuje się, że taka łąka to w świecie przyrody pełni trochę funkcję superbohatera na miarę supermana, batmana albo tego człowieka w supermarkecie, który zdejmuje ci puszkę mleka skondensowanego z najwyższej półki, do której nie dosięgasz. Weźmy sobie na przykład taką łąkę wielkości tysiąca metrów kwadratowych, toż to prawdziwa gratka dla pszczelich deweloperów, bo

na takiej powierzchni może zamieszkać aż 6900 pszczół i wcale nie będzie im ciasno, albowiem zmieści się tam aż 25000 pojedynczych roślin, co składa się na 166666 pojedynczych kwiatów w szczycie sezonu!

No toż to jedne z najwspanialszych statystyk przyrody, a właściwie to najsłodszych, bo w nektarze naszych pszczelich przyjaciół znajdziemy aż 100 gramów cukru, a to zupełnie w sam raz, by przestać go w końcu pożyczać od sąsiada. No i taka łąka wchłania rocznie 900kg CO, CO?!

I właśnie dlatego, by sprawić przyjemność pszczołom, innym owadom, a także całemu środowisku naturalnemu spotkaliśmy się pewnej niedzieli w zacnym gronie, by w ramach programu „Almette chroni łąki” zasiać trochę własnej łąki w okolicy skweru Kahla w Warszawie. Wcześniej jednak członkinie i członkowie Fundacji Łąka poopowiadali nam trochę o tym, jak zostać najlepszym przyjacielem łąk i jak o nie dbać, następnie zaś, uzbrojeni w worki nasion, pokopytkowaliśmy niczym rącze łanie by zamienić pas gołej ziemi w festiwal kwiatów, kolorów i zadowolonych z życia owadów. I tak, być może w tym sianiu byłam absolutnie najgorsza w klasie, ale bardzo się starałam, czyli to było dokładnie tak jak wtedy, jak robiłam kwiaty z bibuły na plastyce i zamiast skleić bratka, tylko skleiłam sobie palce i pani musiała mnie rozkuwać. 

Potem zaś miał miejsce piękny panel o przyrodzie i nauce, który prowadził Karol Wójcicki z „Z głową w gwiazdach”, a w którym oprócz mnie zasiedli profesor dr hab. Piotr Tryjanowski (o którym pisałam ostatnio, że jest najwspanialej wypieczoną drożdżówką w cukierni polskiej nauki), a także Maciej Podyma, prezes Fundacji Łąka. A wszystkie te działania to dopiero początek, wszystkie pszczoły już zacierają rączki (a to dobrze, gdy zacierają, bo wtedy zapylają), albowiem

do 2024 roku Almette chce zasiać 150 000 m2 łąk, które wyżywią nawet 1 035 000 pszczół i innych zapylaczy.

Kto wie, może do tego czasu nawet ja się nauczę, jak to robić dobrze! 

No i sami widzicie, taka to była niedziela, która aż się prosi o wpisanie na linkedinie w polu „obowiązki zawodowe”. A pamiętajcie, że każdy z Was może być łąkowym superbohaterem – na stronie Almette znajdziecie wszystkie informacje potrzebne do tego, byście wysiali swoją własną łąkę.

A warto, bo taka łąka pozwoli Wam zaoszczędzić (w porównaniu do trawnika) 50l paliwa rocznie i 10000l wody.

No i – względem łąki z bibuły – kilku posklejanych palców. 

Na zdjęciu ja zadowolona z tego, że tym razem niczego sobie nie posklejałam!!! 

3 komentarze

  1. AgaGaga

    23 września 2021 o 16:28

    Ja nie mam pola pod łąkę, ale od 3 lat wysiewam co roku na balkonie. W garnkach emaliowanych kolorowych. Pięknie wygląda. A jakie mam chabry i maki!!

    Odpowiedz
    • Janina

      26 września 2021 o 14:06

      Ale czad!

      Odpowiedz
      • Agnieszka

        16 października 2021 o 08:45

        Świetna inicjatywa. I nawet nie trzeba być firmą, która docelowo obsieje 1500 arów (za co podziw i szacunek), można być małym żuczkiem z małym ogródeczkiem i wygospodarować odrobinę miejsca na rośliny miododajne. Zapylacze odwdzięczą się odwalając harówkę na naszych drzewach i krzewach owocowych i w warzywniku. Przy okazji – wiele śródpolnych i łąkowych kwiatów ma nasionka będące wartościowym pokarmem dla ptaków, a w wyschniętych łodygach zimują np. murarki. Dlatego zamiast sprzątać jesienią ogród do czysta, zostawmy trochę naturalnego “bałaganu”, a zaoszczędzony w ten sposób czas możemy poświęcić na spacer i podziwianie palety barw jesieni, dobrą książkę, czy co tam kto lubi☺️

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *