Trudna relacja z majtkami i bieliźniany koń trojański

Generalnie rzecz ujmując, to moja relacja z majtkami jest dość skomplikowana. Na przykład kiedyś pojechałam na dwutygodniową delegację służbową na Islandię i zaraz po wylądowaniu przypomniałam sobie, że co prawda zabrałam ze sobą 30 stron maszynopisu na temat uciętego liniowego modelu prawdopodobieństwa, niemniej ani jednej pary majtek, co sprawiło że do dziś znam tylko dwa słowa w miłym islandzkim języku i są to: nærhöld (majtki) i mikið (dużo).

A potem pojechałam jeszcze do Gdańska i poszłam tam sobie do informacji turystycznej, no bo w absolutnie każdym mieście jest taka instytucja, nawet w Radomiu jest, i na cześć otwarcia informacji turystycznej w Radomiu to nawet wymyślono specjalne przysłowie i ono leci tak: “nadzieja umiera ostatnia”. No i ja przyszłam do informacji turystycznej w Gdańsku, a tam był bardzo miły pan i on mi tłumaczył, że jak sobie pójdę do stolika obok, to tam rozdają darmowe majtki i przewodniki, i ja patrzyłam na niego oczami jak spodki i w ogóle nie mogłam skminić, dlaczego oni właściwie rozdają ludziom darmowe majtki i przewodniki, i dopiero po chwili zrozumiałam, że oni nie majtki, a mapki rozdają. Całe życie rozczarowanie.

I te historie to były ledwie pierwsze z wielu chłost, które otrzymałam od życia w tym temacie. Na przykład ostatnio – jestem sobie u lekarza, miły człowiek i od razu wiadomo, że dobry specjalista, bo nie dość że znał bardzo długie słowa, to jeszcze bardzo brzydko pisał. No i wizyta jak wizyta, on mi powiedział że nie umrę, ja pomyślałam, że spoko, niemniej wyszłam stamtąd z takim bardzo silnym poczuciem, że czegoś mi w życiu brakuje, a musicie wiedzieć, że ja bardzo rzadko mam takie wrażenie, no bo taka jest właśnie rola podwójnego podbródka, że człowiek nigdy nie czuje się samotny. Przystaję więc na chwilę, sprawdzam: portfel mam, telefon mam, klucze mam, majtek nie mam. No i wiecie, jak ja się zorientowałam, to pomyślałam sobie wtedy to, co absolutnie każdy pomyślałby sobie na moim miejscu, to znaczy, że szlag, to okropna szkoda, że nie jestem dinozaurem, bo wtedy w ogóle nie miałabym tego problemu, no bo dinozaury nie noszą majtek.

Następnie zaś, jako bystry i analityczny umysł, poczęłam szukać potencjalnych sposobów na odzyskanie swojej zguby, a po wykonaniu mentalnej analizy SWOT, poprowadzeniu szybkiej debaty oksfordzkiej, a także przeprowadzeniu interpretacyjnej analizy fenomenologicznej argumentów krytycznych, wybrałam najlogiczniejsze z wszystkich możliwych rozwiązań tej sytuacji, to jest wymyśliłam, że muszę przebrać się za dostawcę pizzy i tak właśnie wejść do tego gabinetu, a gdy ten miły lekarz będzie zajęty szukaniem drobnych na napiwek, to ja wtedy tak czmych, przechwycę te swoje majtki, i ucieknę. No i widzicie, i to jest właśnie moje życie intelektualne. A tymczasem gdzieś tam ktoś wymyśla lekarstwo na raka.

Oczywiście w pełni zdawałam sobie sprawę z tego, że mój plan z przebraniem za dostawcę pizzy właściwie nie miał wad, zwłaszcza że obejmował pozyskanie zarówno majtek, jak i dwóch złociszy napiwku, niemniej potem przypomniałam sobie, że historia to nie zna takich przypadków, żebym ja trzymała w ręku jakieś jedzenie, a następnie je komuś oddała, oczywiście oprócz tego momentu w 1998 roku, kiedy to mój mąż spytał mnie, czy może moją frytkę, ale potem to już służby porządkowe bardzo długo liczyły rannych i zabitych.

Szybko opracowałam więc plan alternatywny i w mojej głowie to wyglądało tak, że wymyśliłam sobie, że wejdę do tego gabinetu i powiem, że przepraszam bardzo, ale ja tu coś zostawiłam, a ten miły lekarz spyta mnie, co ja tak właściwie zostawiłam, a ja powiem że skarpetkę, a on mnie spyta: “ależ pani Janino, jak to zostawiła pani skarpetkę?”, a ja mu wyjaśnię, że nawet najdoskonalszym statystykom tego świata zdarza się popełnić błąd pomiaru, i mnie też się czasem zdarza, i w takich sytuacjach to ja się czasem nie potrafię doliczyć liczby własnych nóg, a skutkiem tego również skarpetek, a on na to powie, że to mu wygląda na błąd systematyczny, więc czy próbowałam go wyznaczyć drogą pomiaru wartości przyczyny błędu, a następnie wprowadzić poprawkę do surowego wyniku pomiaru?, a ja mu na to odpowiem, że oczywiście, że tak, przecież nie jestem hipisem, a on powie, że no dobrze, w takim razie bardzo proszę, mogę sobie iść poszukać swojej skarpetki, a ja powiem, że dziękuję serdecznie i będę udawać, że szukam skarpetki, ale w zamian znajdę majtki, a potem ucieknę.

No, tak to sobie wymyśliłam. Boże mój, ze mnie to wielki strateg. Napoleon Bonaparte polskiej służby zdrowia. Architekt sukcesu majtkowego konia trojańskiego. Wyjść z zachwytu nie mogłam nad geniuszem mojego planu, sto razy powtórzyłam sobie w głowie swoje kwestie, ruszyłam do ataku. I słuchajcie, ja grzecznie pukam, ja wchodzę, ja mówię, że przepraszam, ale ja tu coś zostawiłam, a ten lekarz nawet powieką nie mrugnął, nawet nie zmienił wyrazu twarzy i mówi mi, że no wie, majtki.

Pamiętajcie jednak, że nawet w momentach wielkich klęsk mamy w posiadaniu atrybuty, których nikt nie jest nam w stanie odebrać. Godność, honor i niesłabnący hart ducha. To te artefakty niezłomnego charakteru świadczą o naszej wielkości w gorzkich okolicznościach porażki. Bo wiecie, gdy ten lekarz mi powiedział, że zostawiłam u niego swoje majtki, to ja nawet przez chwilę nie zastanawiałam się nad odpowiedzią, nawet się nie zająknęłam. Z dumą oświadczyłam:

– No ale przynajmniej skarpetki nie.