Wódz szeroka twarz, czyli koty lubią szproty

Przychodzi do mnie mój mąż i mówi, że musimy poważnie porozmawiać, że on długo starał się ignorować ten problem, ale już dłużej nie może udawać, że wszystko jest w porządku, że ktoś musi w końcu rozpocząć ten trudny temat, a ja mówię, że no dobrze, w takim razie porozmawiajmy, ja komputer wyłączam, telefon wyciszam, przyjmuję pozycję otwartą do rozmowy, słucham. A Wojtek siada i bardzo jest rozemocjonowany, bardzo wzdycha, widać, że bardzo go dręczy to, co chce mi powiedzieć, on po raz kolejny wzdycha głęboko, milczy przez chwilę, w końcu wydusił z siebie:

Czy nie uważasz, że nasz kot ma dziwnie szeroką twarz?

Gdy jest trzy dni później, ale ty wciąż nie potrafisz pogodzić się z tym, że twój kot ma dziwnie szeroką twarz

I ja to nawet dość szybko pogodziłam z tą kocią twarzą szeroką niczym talerz, taką, że “halo, Wojtek, przestaw kota bliżej okna, bo HBO coś rwie”, i nawet przestałam narzekać na te liczne telefony od NASA, że chcą projektować satelity na wzór jego głowy. A czasem to nawet ktoś podchodził do mnie na konferencji albo w innym miłym miejscu,  i mówił, że “ej, Janina, ale o co ci chodzi z tym twoim kotem o szerokiej twarzy, bez przesady, normalna kocia twarz”, a ja mu wtedy pokazywałam zdjęcie i potem to ten człowiek już nic nie mówił, ale za to często klepał mnie krzepiąco po ramieniu.

Odpowiednie ustawienie kota w misce zapewnia wysoką jakość odbioru HBO.

Znaczy no dobrze – trochę się martwiłam, że już nigdy nie znajdzie dziewczyny, a ja przecież chciałam żeby był szczęśliwy, ja uważam, że nic nie powinno stawać na drodze prawdziwej miłości, nawet twarz szeroka jak satelita. No oszalałam na punkcie tej słodyczy panierowanej w futrze, co zresztą czasem budzi społeczny niepokój.

Ludzie często pytają mnie: “Janina, czy nie odpieprzyło ci za bardzo na punkcie tego kota?” Odpowiadam im: “Przepraszam, nie mogę teraz rozmawiać, przygotowuję przyjątko urodzinowe dla mojego puchatego króla”

Znaczy wiecie, puchatego króla, niemniej o ile z reguły każdy władca to najczęściej łaskawie nam panująca Jego Wysokość, to w naszym wypadku rządzi nami raczej Jego Szerokość.

Co nie zmienia faktu, że bardzo chciałam, by mój koci pluszak miał jak najlepiej na świecie, by w miseczce życia zawsze czekały na niego najlepsze kąski rzeczywistości, zresztą w tej prawdziwej miseczce też. Bardzo dbałam o to,  by jego kocia codzienność czule pieściła go wspaniale tłustymi rybami i poliki wypełniała najwyższej jakości wołowinką. A wiecie o czym nie pomyślałam? O tym, że te ryby mogą być jakby mniej zadowolone z takiego obrotu sprawy. Uświadomiła mi to dopiero akcja Fundacji MSC o cudownej wręcz nazwie “Koty lubią szproty”. I to jest taka miła akcja, co dba o koty, ale o ryby też, dokładniej rzecz ujmując to o to, by łowić je odpowiedzialnie, z troską o gatunki przełowione, nadmiernie eksploatowane lub zagrożone. A rybaków, którzy wiedzą, jak łowić mądrze, tak by wystarczająca ilość ryb w morzu żyła długo i szczęśliwie, doceniają niebieskim certyfikatem MSC.

Od niedawna możecie taki znak znaleźć również na kociej karmie – wybierając najlepsze kocie kąski z tym właśnie znakiem dbacie zarówno o swojego puchatego króla, jak i o jego rybnych poddanych.

Nas nie trzeba było długo namawiać, zresztą naszego kociego pluszaka też nie, albowiem przyszła do niego paczka, a wszystkie koty kochają paczki, bo paczki składają się z kartonu, wiadomo.
My precious, my box
Ach, a tam były takie pluszowe szprotki, że kot aż oszalał z radości i co prawda na co dzień takie pluszowe ryby nie są wystarczające do zaspokojenia apetytu naszej dzikiej bestii, ale to nie kłopot, bo gdy podmienimy je w kociej misce na ryby z podobnym niebieskim znakiem, to wciąż wszyscy będą zadowoleni – koty, szproty no i my, ludzkie bankomaty, które żyją by służyć zachciankom naszych puchatych króli.

UWAGA, poniżej znajduje się mrożący krew w żyłach film przedstawiający rzadki w przyrodzie przypadek pumy walczącej z agresywną szprotką!!! TYLKO DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH!!!

 

Ej, a znacie takie osoby, które dość szybko przechodzą do porządku dziennego nad wszystkimi chłostami od losu, co to są jak takie mokre kaczki rzeczywistości, że chwila histerii, jakiś mały dramat, a kilka minut później już się otrząsają i wszystko jest w porządku? No. To to nie jest mój mąż. Bo gdy ja zajmowałam się kwestią mądrze połowionych szprotek, mój kot zaś – mordowaniem tych pluszowych, mój mąż już kolejny dzień tkwił w szoku ze względu na swoje odkrycie. Długo nad tym myślał, długo się zastanawiał, ale z rozkoszą donoszę, że te zaawansowane ćwiczenia intelektualne w ogóle nie poszły na marne. Bo ja pewnego dnia siedzę w salonie, cisza, nic się nie dzieje, a Wojtek przychodzi, czule zagaduje:

– Ej!

– Ej! – mówi – a gdybyśmy mieszkali w wiosce indiańskiej i nasz kot był naszym wodzem, i ktoś by do nas przychodził w odwiedziny, i ja bym mu szedł otworzyć drzwi do naszego tipi, to wiesz jak bym go witał?
– No jak?
– Ja bym mówił: “dzień dobry państwu, już was prowadzę do naszego wodza…

…wodza Szeroka Twarz”.

Wódz Szeroka Twarz przed wejściem do swojego tipi.