Dzikie kuny w krzakach i koty w supermarketach, czyli piątek trzynastego

Wpis powstał we współpracy z Polską Izbą Ubezpieczeń. Żaden Lucjan i żadna dzika kuna nie ucierpieli przy jego realizacji. 

Piątek trzynastego to taki wegański smalec w supermarkecie dni tygodnia, czyli niby nikt go nie traktuje poważnie, ale na wszelki wypadek wszyscy unikają. Istnieje nawet takie zjawisko, paraskewidekatriafobia, które oznacza strach przed tą konkretną datą i to wygląda tak, że połowa społeczeństwa na to cierpi, a druga połowa nie umie tego wypowiedzieć.


Najczęściej to jest tak, że wstaje sobie taki Lucjan z Bytomia, patrzy w kalendarz i myśli sobie, że olaboga, przecież on musi dziś do roboty iść, przez ulicę przejść, minąć gołębie z pobliskiego parapetu, które zawsze na wszystkich tak podejrzanie łypią, że to nigdy człowiek nie wie, czy przypadkiem nie jawi im się jako gigantyczny bajgel. A w ogóle – oto chłosta ostateczna od życia – to do tej roboty po schodach trzeba wejść, przecież to aż się prosi o nieszczęście i to nie tylko to podstawowe nieszczęście wysiłku fizycznego. No i jak Lucjan w swojej wyobraźni wszystkie te potencjalne nieszczęścia zobaczył, to pomyślał sobie, że przezorny zawsze ubezpieczony, on na wszelki wypadek pójdzie do tej roboty okrężną drogą, przez krzaki, pola i opłotki, by nie musieć przechodzić przez jezdnię ani prowokować sadystycznych gołębi z pobliskiego parapetu, a wszystko skończy się tak, że w pewnym momencie w tych krzakach i tak napadnie go dzika kuna, z którą to kuną przegra nierówną, acz widowiskową walkę, i niektórzy nazwą to pechem, jeszcze inni zemstą gołębi, co kumplują się z kunami, a psychologia nazwie to efektem Pigmaliona.

I to działa tak, że jakaś fałszywa, wymyślona definicja na temat danej sytuacji, prowadzi do konkretnych zachowań, które prowadzą do tego, że ta fałszywa koncepcja staje się prawdą. Jak nasz bohater Lucjan, który tak bardzo chciał uniknąć wymyślonych kłopotów, że aż się sam wpakował w dodatkowe niebezpieczeństwo w postaci dzikiej kuny w krzakach, która nie tylko na “dzień dobry” mu nie odpowiedziała, ale jeszcze na dodatek podstawiła mu nogę.

Nie ma żadnych naukowych dowodów na to, że piątek 13 jest dla kogokolwiek dniem szczególnym, no może z wyjątkiem czarnych kotów, co to jak im żona każe tego dnia wyskoczyć po masło do sklepu, to rachu ciachu i już są z powrotem, bo wszyscy nagle ustępują im drogi i miejsca w kolejkach. Chociaż – ciekawostka statystyczna – prawdą jest, że w piątki (nie tylko te trzynaste) rzeczywiście częściej przydarzają się wypadki drogowe, niemniej wytłumaczenia tego faktu są dwa: pierwsze to jest takie, że ludziom się tak bardzo śpieszy do weekendu, że jeżdżą mniej ostrożnie. A drugie to jest takie, że – jakby nie było – mamy wtedy do czynienia z ważnym świętem narodowym, jakim jest piąteczek-węglowodaneczek, a jak człowiekowi wzrok rozmywają łzy wzruszenia nad świeżo zakupioną bezą, to łatwiej mu przegapić jakiś miły znak drogowy.

No więc słuchajcie, na okoliczność dzisiejszego dnia ja mam dla Was dwa rozwiązania. Po pierwsze, można się w całości owinąć folią bąbelkową i przemieszczać z punktu A do punktu B jedynie techniką turlania się, albowiem ta znacznie ogranicza ryzyko potknięcia się i złamania kończyny. Alternatywne rozwiązanie jest takie, by po prostu być przezornym zawsze ubezpieczonym i to nie tylko w piątki trzynastego. A jeśli nie wiecie, jak to zrobić, jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące wszelkich form ubezpieczeń, typu: ubezpieczenie komunikacyjne, domu, wyjazdu i takie od spotkania z dziką kuną, to istnieje takie miejsce w internecie, blog Na wypadek gdy, gdzie można znaleźć wszystkie ważne informacje w tym temacie, a jeśli czegoś brakuje, to nawet napisać do tych miłych ludzi, specjalistów od wypadków i ubezpieczeń wszelakich, i zadać im konkretne pytanie, a oni rachu ciachu Wam odpowiedzą. Tylko o te dzikie kuny ich nie pytajcie, no bo ja to już zrobiłam za Was.

I widzicie, życie to jednak jest proste. Spokojnie możecie się odwinąć z kilkunastu warstw waty i folii bąbelkowej, i szczęśliwie celebrować piąteczek-węglowodanaczek, bez strachu że przytrafi mu się pech w postaci ciastka czekoladowego zrobionego z buraka.