Łąkomaty, uśmiechnięte pszczoły i karmienie morskich kręgli

[Partnerem wpisu jest marka Almette, organizator akcji „Almette chroni łąki”]

Generalnie to postanowiłam zostać deweloperem, co okazało się dość trudne, ponieważ wszystkie dziuple na Mokotowie zostały już dawno wykupione na mikroapartamenty, z czego pierwszym ich honorowym mieszkańcem został gołąb Staszek, który szedł sobie chodnikiem, szedł, może jakiegoś precla po drodze skubnął, przywitał się z kolegą wróblem, nad własnym życiem zaczął się zastanawiać, a nagle pomyślał sobie, że a dobra, wymieni dwie czereśnie znalezione na chodniku na 10 centymetrów kwadratowych w centrum stolicy i w końcu będzie mógł przestać spać na jednej gałęzi z gołębiem Julianem, który lunatykuje i przez sen podrywa wszystkie szyszki w okolicy.

Dla gołębia Staszka sytuacja spoko, dla mnie – niekoniecznie. 

Po sprawdzeniu, że w całym kraju ostały się ledwie trzy metry kwadratowe wolnej powierzchni budowlanej, na której to powierzchni powstaną cztery mieszkania wraz z parkingiem (choć by się do niego dostać, trzeba będzie przejść 12 kilometrów, w tym połowę przez dżunglę i drugie tyle przepłynąć wpław Wisły), postanowiłam sięgnąć po niszę, to jest zostać deweloperem dla owadów. Napisałam, że to nisza i to okropna strata, albowiem domki dla owadów, którym to domem naturalnie są łąki, faktycznie są coraz rzadsze i coraz trudniej je spotkać, zwłaszcza w miastach. Co odbywa się ze stratą dla samych owadów, głównie zapylaczy, ale również naszego środowiska. 

Albowiem na łące wielkości tysiąca metrów kwadratowych może zamieszkać aż 6900 pszczół i wcale nie będzie im ciasno, albowiem zmieści się tam aż 25000 pojedynczych roślin!

A jak już się na naszą łąkę wprowadzą zapylacze, to musicie wiedzieć, że są one sąsiadami idealnymi – dbają o swoją okolicę i wcale nie poprzez regularne koszenie trawnika, albowiem łąki nie trzeba kosić, co samo w sobie pozwala oszczędzić (w porównaniu do trawnika) 50l paliwa rocznie i 10000l wody. A wiecie, ceny paliwa są takie, że to aż szkoda, że samochodu nie można tankować nasionami łąki kwietnej. 

Otóż zapylacze są idealnymi sąsiadami, bo dbają o wszystkie rośliny, a jest to o tyle ważne, że rośliny owadopylne, stanowią blisko 80% gatunków występujących w naszej szerokości geograficznej. Więc wiecie, mają trochę roboty, ale przynajmniej nie są w tym pracoholizmie samotne, bo łąki kwietne też mają co robić – przeciwdziałają suszy, poprzez wspieranie mikroretencji wody, a także działają antysmogowo, oczyszczają powietrze. 

Czy wiecie na przykład, że zaledwie 1 metr kwadratowy łąki jest w stanie wyłapać tyle pyłu zawieszonego, co 5 letnie drzewo?

No i co Wam powiem, skoro już wiemy, że warto, to oto mam dla Was ofertę pracy: otóż każdy z nas może zostać owadzim deweloperem i posadzić swoją własną łąkę. A wspiera nas w tym zadaniu marka Almette, partner dzisiejszego wpisu, który od roku jest zaangażowany w przywróceniu łąk do miejskich krajobrazów, a na ostatniej konferencji Influencers Live Wrocław zorganizowało również panel edukacyjny, dotyczący tego, dlaczego powinniśmy kochać łąki i się z nimi zaprzyjaźnić.

We Wrocławiu do siania łąk zaangażowanosiłę roboczą w postaci blogerów, wiecie, żeby im pokazać, o co chodzi w prawdziwej pracy, w Warszawie zaś ustawili Łąkomaty, czyli takie maszyny losujące odpowiednio dobrane nasiona bez konieczności angażowania komisji gier i zakładów. 

Warszawskie Łąkomaty znajdziecie na ten moment pod dwoma adresami, po obu stronach Wisły:

Pawilon edukacyjny Kamień – Wybrzeże Puckie 1

Fundacja Łąka – Jazdów 10/5

A jeśli jeszcze nie czujecie się prymuskami i prymusami łąkowego świata, to nie ma strachu, instrukcje jak rozpocząć przygodę z bycia owadzim deweloperem i najlepszym przyjacielem koleżanki Ziemi, znajdziecie na Łąkomatach lub stronie Fundacji Łąka.

Bo oto, co jest najlepsze w łąkach: one w ogóle nie są wybredne! To nie tak, jak z dwulatkiem przy obiedzie, że piekło nie zna takich scen dantejskich, jak wtedy, gdy pokroimy mu kanapki w trójkąty zamiast kwadraty. Łąka lubi wszystko i zaprzyjaźni się z każdą krajobrazową kanapką, albowiem możemy tworzyć je wszędzie – w centrach miast, w naszych ogródkach i na polach.

W ramach ostatniego wydarzenia łąki siała dzielna drużyna Almette w składzie: 

  • profesor dr hab. Piotr Tryjanowski, czyli dyrektor Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, naukowiec który potrafi połączyć umiłowanie w ornitologii i winie, i to nie tylko na poziomie empirycznym, ale i teoretycznym  (no, serio, napisał książkę „Ptaki i wino”, z której można się dowiedzieć na przykład, czy ptaki potrafią się upić, co to jest resweratrol i dlaczego ornitolodzy mają przy winie dobre pomysły)
  • Pan Łąka, czyli Maciej Podyma, który prowadzi Fundację Łąką, jak również firmę rodzinną, która zajmuje się usługami zakładania i pielęgnacji łąk kwietnych
  • Mnie, czyli człowieka, który zawsze potrafi się ubrać stosownie do okazji, a więc tym razem przebrałam się za trawę, choć za taką trawę dość znacznie podekscytowaną, albowiem myśmy siali tę łąkę we Wrocławskim ZOO, ZARAZ OBOK BASENU Z FOKAMI, więc może być tak, że musieliśmy przerwać sianie na czas karmienia tych obłych piękności-radości, no dajcie spokój, kto by tam się mógł skupić w momencie, gdy za jego plecami morskie kręgle wsuwają makrele.
  • No i szereg ochotników-bohaterów, którzy dzielnie towarzyszyli nam w tworzeniu łąki kwietnej i to jedynie za radość bycia świadkami tego momentu, jak przez przypadek sypnęłam sobie nasionami w twarz. 

No i co Wam powiem, ja osobiście uważam, że pięknie tę łąkę siałam, może być nawet tak, że sianie szło mi znacznie lepiej niż rymowanie, no bo słuchajcie…

WARTO WIĘC POSŁUCHAĆ BĄKA, ŻE POWINNA ROSNĄĆ ŁĄKA

A o tym, jak powstawała nasza, dowiecie się z tego filmu: 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *